Poszukujecie motywacji do działania? W naszym cyklu biegowych historii mamy dla Was kolejną, tym razem Adriana, który pokazuje, że nie warto tracić nadziei. Pomimo życiowych przeciwności, można zawalczyć o siebie i biegać, realizując swoje cele i czerpiąc z tego przyjemność. 

Adrian był policjantem Łódzkiego Oddziału Prewencji. W 2014 r. w jednej chwili jego życie zawisło na włosku. Jego samochód zderzył się czołowo z samochodem ciężarowym. Przeżył. Spędził 3 miesiące w śpiączce. Gdy wydawało się, że wszystko stracone, nie poddał się. Dziś biega, na tyle ile pozwala mu zdrowie. 

Zapraszamy do krótkiej rozmowy z Adrianem.

Dziś biegasz, ale i wywołujesz uśmiech u ludzi swoimi występami w ramach Adrian Papis stand-up, ale kilka lat temu wcale nie było Ci do śmiechu, pamiętasz moment wypadku?

Adrian: Dziś akurat biegałem, ja żartobliwie nazywam to „świńskim truchtem” patrząc na swoje tempo ;) oczywiście, po wypadku nie było mi do śmiechu, bo mi tak naprawdę dopiero w szpitalu, lekarze i rodzina uświadomili, że miałem wypadek, że byłem w śpiączce. Z samego momentu zdarzenia, czy jego następstwa przez prawie trzy miesiące nie pamiętam nic. Byłem nieprzytomny. Dziś owszem, rozśmieszam ludzi w ramach swojego stand-upu, a bynajmniej jestem na początku tej „kariery”. Wracając do samego wypadku, chyba mam to szczęście, że nic z niego nie pamiętam, bo przynajmniej teraz nie mam obawy jeździć autem.

Po wybudzeniu ze śpiączki, sądziłeś, że już życie spędzisz na wózku?

Adrian: Zanim do mnie dotarło co tak naprawdę się stało, też minęło troszkę czasu. Pamiętam początki po wybudzeniu się i pierwszą rehabilitację na OIOM, gdzie nawet usiedzieć 30 sekund nie potrafiłem, bo się przewracałem. Potem wózek, i moment załamania. Sądziłem, że życie już mi się skończyło. Mimo iż wszyscy mnie prosili żebym walczył, to dopiero słowa kuzyna mnie zmotywowały, gdy powiedział mi (w słowach mówionych padały wyrazy niecenzuralne). –

„nie wiem jak to zrobisz, ale ja chce iść z Tobą na piwo, a nie Cię wieźć” 

Skąd czerpałeś motywację do walki?

Adrian: Ze słów, które właśnie usłyszałem, a potem już stopniowa jakoś szło, był wózek, potem chodziłem z balkonikiem, za jakiś czas o kulach, i wtedy próbowałem wracać do jazdy rowerem, oczywiście było ciężko, ale z czasem się udało. Poza problemami z nogami, mam dużo bardziej uszkodzoną rękę, a mimo to starałem się chodzić czynnie na siłownie i jakoś walczyć o siebie. 

Bardzo fajnie podczas jednej wizyty na basenie, zmotywował mnie kolega z czasów szkolny, który jest trenerem lekkoatletyki w biegach górskich i trenerem reprezentacji – Jacek Wojtarek. To właśnie podczas jednej z wizyt na basenie powiedział mi –

„Żyjesz, dostałeś druga szansę, więc jeszcze schudnij”

Mimo aktywności, lubiłem dużo i niezdrowo jeść, a po wypadku mniejszy ruch sprawił, że kg się nagromadziły. To chyba też te słowa na mnie wpłynęły, bo z pomocą rodziny udało mi się dojść do siebie. Zaczynałem powoli biegać, tzn zaczynałem od marszów, a potem stopniowo od powolnego biegu, przeplatanego marszem ( kiedyś się cieszyłem z czasu 8 min na kilometr, na 5 km odcinku), a teraz mimo dalszych problemów z lewą nogą, bieg zawsze przeplatam z delikatnymi sekundami marszu. Udało mi się półmaraton skończyć w tempie 6:54 min/km, więc duma mnie rozpiera, chociaż chciałbym kiedyś złamać tempo 6 min/km.

Wypadek coś zmienił w Twoim postrzeganiu?

Adrian: Oczywiście że zmienił, nauczyłem się cieszyć z małych rzeczy, i cieszyć się z tego co mam. Kiedyś, nawet pracując jako policjant, byłem dość nieśmiały, a teraz po wypadku? Dostrzegam piękno życia. Kiedyś nie do pomyślenia było abym wyszedł na publiczne wystąpienie, a teraz przed wybuchem pandemii, miałem możliwość wystąpić dla prawie pół tysiąca osób, co dla mnie jest powodem do zadowolenia. To samo z bieganiem, całe życie traktowałem to jako zło konieczne, a teraz? Jestem mega zadowolony z tego że znowu chodzę (co prawda w bieganiu nigdy nie będę idealnie sprawny, jak przed wypadkiem, ale to co jest teraz traktuje jak to, że się udało i „wygrałem życie”).

Mogę powiedzieć otwarcie wszystkim że to co z pozoru wygląda na złe jest…tak na prawdę jest złe, np bieganie, kiedyś uważałem, że jest złe i co? Jest złe bo mnie uzależniło :D ( ten stan, gdy się przebiegnie 10km czy więcej i ta wewnętrzna duma, gdy uwalniają Ci się endorfiny, jest nie do opisania, a to właśnie podczas biegania, przypomina się najwięcej historii, które potem można wykorzystać w stand-upie.

Masz jakieś biegowe marzenie?

Adrian: Tak mam, ukończyć pełny maraton tak w czasie poniżej 5h, tak by zdrowie na to pozwoliło. To obecnie jedno z największych marzeń biegowych. Może za jakiś czas uda mi się powiedzieć „zrobiłeś to zuchy”.

Trzymamy kciuki, by się udało!

Występy Adama możecie śledzić na: Adrian Papis stand-up