Kasia Solińska, zawodniczka Salomon Suunto Team pochodzi z Beskidu Niskiego.  Biegać zaczęła jeszcze w podstawówce. Podczas swoich pierwszych, gminnych zawodów szkolnych  na dystansie 400 m. wywalczyła 2 miejsce. W kolejnych edycjach już triumfowała. Dostała zaproszenie na treningi od Pana Adama Przybysz trenującego lekkoatletów w Krośnieńskim Klubie Biegacza Biegała na dystansach: 300/600 metrów jako młodzik, później jako senior na 400 m. Jednak po 4 latach wielu sportowych wyrzeczeń, rozstała się z regularnym treningiem na ponad 10 lat.

Swoją przygodę z biegami górskimi z którymi jest najbardziej kojarzona, rozpoczęła w 2016 r. Szybko odkryła, że to jest to co chce robić. Jest Mistrzyni Polski w biegach górskich na dystansie Ultra. Na swoim koncie ma również zwycięstwa m.in. w maratonie Transgrancanaria oraz Monte Rosa SkyMarathon (w parze z Natalią Tomasiak), a także podczas polskich największych festiwali: Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich, Łemkowyna, Festiwal Biegowy.

Jak radzisz sobie z obecną sytuacją pandemii i kwestią odwołania wszystkich startów, o których zapewne też się mocno przygotowywałaś?

Kasia Solińska: Przyjęłam to wszystko z pokorą. Oczywiście smutek też się pojawił, bo bardzo chciałabym wyjechać poza Kraków, w góry, odpocząć od pracy, zmienić otoczenie, przenieść emocje na te związane z zawodami, ale wiadomo, teraz inne aspekty życia są priorytetem: zdrowie i bezpieczeństwo.

Miałam jeszcze to szczęście, że załapałam się na udział w Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim [W tym roku Kasia triumfowała po raz 4. z rzędu], zatem mogłam jak co roku spotkać się z fantastycznymi ludźmi, poczuć dreszczyk emocji i oczywiście dostać w kość podczas ścigania w Karkonoszach. W związku z zaistniałą sytuacją, trzeba było zastanowić się co zmienić w treningu, kiedy cele przestały być aktualne, a dążenie do uzyskania jak najlepszej formy na kluczowe zawody trzeba przenieść na „nie wiadomo kiedy”.

Zatem skupiam się na przedłużeniu „zimowych przygotowań”, utrzymaniu jak najlepszej ogólnej sprawności i wzmocnieniu całego ciała, aby być przygotowaną na drugą część sezonu, która mam nadzieję, że się wydarzy. Trzymam się tych pozytywnych myśli, że prędzej czy później zawody się odbędą i że w ogóle będziemy mogli swobodnie biegać w górach. Nad zmianami w kalendarzu biegowym, pomyślę jak sytuacja się uspokoi i będzie wiadomo czy i jakie imprezy biegowe się odbędą.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Kasia Solińska (@solinskak)


Trenujesz więcej w domu czy na zewnątrz?

Kasia Solińska: I to i to. Zawsze staram się utrzymywać w moim życiu balans, ale jestem uważna na zalecenia, które wiążą się z obecną sytuacją z wirusem. Nie zamknęłam się jednak w domu na cztery spusty. Można powiedzieć, że trenuję normalnie, zarówno w domu, jak i  w terenie. W mój plan przygotowawczy mam wplecioną jazdę na rowerze, jestem wyposażona w trenażer, zatem większość z tych treningów wykonuję w domu – podobnie jak to robiłam w zimie –  zarówno luźne regeneracyjne rozjazdy, jak i jednostki budujące siłę.

W domu ćwiczę również dużo więcej core stability – masę propozycji z ćwiczeń znajdziemy w sieci, a Natalia Tomasiak z naszego Teamu, przygotowała świetne wyzwanie na swoim Instagramie. Jeśli szukacie inspiracji, zajrzyjcie na jej profil. Jeśli chodzi o bieganie, mój  trener Inaki de la Parra dostosował to również do obecnej sytuacji i tych jednostek mam troszkę mniej. Niezmiennie wykonuję je na zewnątrz, ale dostosowuję porę biegania, kiedy ludzi na zewnątrz jest mniej oraz wybieram miejsca poza centrum Krakowa, kierując się na jego obrzeża, pola, lasy, gdzie nie ma głównych szlaków turystycznych, parków, bulwarów i innych popularnych kierunków na spacery. Staram się zachowywać odpowiedzialnie, nie narażając ani siebie ani innych.  

W Twoim pozytywnym podejściu chyba pomaga zamiłowanie do psychologii?

Kasia Solińska: Chyba trochę tak. To jest coś, co wyniosłam zarówno ze studiów psychologicznych, różnych sytuacji w życiu, ale i wychowania. Faktycznie staram się patrzeć pozytywnie i w każdej sytuacji doszukuję się dobrej strony. Podchodzę do pewnych rzeczy z rozwagą, obserwuję, wyciągam wnioski – nie lubię skrajności, lubię balans. Wiadomo, że powinniśmy ograniczyć kontakty  innymi ludźmi, i to robię.

Pracuję z domu, wychodzę jedynie na pojedyncze treningi, zachowuję odległość i zalecenia, ale też nakładam swój filtr. Trzymam się pozytywnych myśli i staram się nimi dzielić. Uważam, że dobrze siebie i innych nastrajać optymizmem, nawet on-line czy telefonicznie. Poza tym obserwujemy teraz sporą kreatywność ludzi. Nastał taki czas, w którym można więcej czasu spędzić na czytaniu, doszkalaniu siebie, eksperymentowaniu w kuchni, poświęceniu uwagi bliskim czy potrzebującym. Trzeba umieć dostosować swoje aktywności do obecnej sytuacji, one też mogą być bardzo wartościowe i rozwijające.

O książkach opowiadałaś już na profilu salomonrunning.pl, a Jaki jest Twój ulubiony film o bieganiu?

Kasia Solińska: Oj… W sumie to nie mam, aczkolwiek  pod koniec marca został odwołany Banff Centre Mountain Film Festiwal, który w związku z tym, udostępnił serię filmów outdoorowych. Ostatnio oglądaliśmy Blood Road opowiadający historię zawodowej kolarki ze Stanów Zjednoczonych, która połączyła pasję jazdy na rowerze MTB z chęcią wyjaśnienia rodzinnej historii – przemierzając wzdłuż Wietnam.

Na oficjalnej stronie Salomon, również znajdziemy świetne filmy z udziałem zawodników Teamu Salomon Suunto – mój ulubiony, oczywiście z Courtney Dauwalter w roli głównej. Można czerpać inspirację właśnie z tego typu projektów, w których życie samo napisało scenariusz. Takie produkcje, opowiadają autentyczne historie ludzi, są w nich realne emocje, miejsca, do których i my możemy dotrzeć. Takie doświadczenia na ekranie, pozwalają nam wyjść poza cztery ściany naszych mieszkań, do innych miast, państw, w góry na całym świecie. Powinniśmy uwierzyć, że gdy już sytuacja się unormuje, sami możemy stworzyć nasz „życiowy projekt”.

Książki: 

  • Magical Running – Bobby McGee
  • Flow – Mihály Csíkszentmihályi
  • The Passion Paradox – Brad Stulberg/Steve Magness

Swoją przygodę z bieganiem rozpoczynałaś od dystansu 400 m, miałaś jednak przerwę i wróciłaś do aktywności. Co Ciebie zmotywowało do powrotu?

Kasia Solińska: Brakowało mi biegania, w końcu przez kilka lat było moją codziennością. W czasie tej prawie dziesięcioletniej przerwy, coś tam się starałam tuptać, ale dalekie to było od przemyślanego i regularnego treningu. Pierwszy uliczny półmaraton przebiegłam, by zrobić prezent mojej mamie [XI Półmaraton Marzanny ukończony w czasie 1:44:51], która i w przeszłości i dzisiaj jest moim wiernym kibicem. Założyłam wtedy specjalnie przygotowaną koszulkę, z napisem na plecach „Wszystkiego najlepszego Mamo”. Wzruszyła się, ja też.

Jednak takim punktem znaczącym, do którego zawsze wracam, jako początku systematycznego biegania, był pierwszy maraton [15. PZU Cracovia Maraton – 3:23:45]. I tu jedna z ważnych dla mnie osób przekonała mnie, że warto wrócić do regularnego uprawiania sportu. Tak się składa, że mam wyjątkowe szczęście do poznawania świetnych ludzi, i tak kolega zabrał mnie Lasku Wolskiego na zawody Grand Prix Krakowa odbywającego się na leśnych ścieżkach i już właściwie nikt nie musiał mnie do niczego namawiać. Jak zobaczyłam, jakie są  możliwości biegania trailowego, chęć do sportu wróciła. Gdybym miała powiedzieć krótko co mnie zmotywowało do powrotu do sportu – to na pewno zachęta i wsparcie drugiej osoby.

A kiedy zaczęłaś przygodę z górami, bo teraz tam spotkamy Ciebie chyba częściej?

Kasia Solińska: Teraz to już praktycznie wyłącznie. Po starcie w Lasku Wolskim w 2016 roku w ostatnim biegu cyklu Grand Prix Krakowa, wtedy najdłuższym dystansem 11 km, zobaczyłam jak fajnie się biega po lesie, ile radości przynosi taka forma. Nie trzeba pilnować stałego tempa, odczuwać stresu, nie jest to tak monotonne, jak bieganie po ulicy, można przejść do marszu pod górę lub rozpędzić się na zbiegu. Można cieszyć się wolnością, różnorodnością terenu i krajobrazu. Tak już zostało.

Od wtedy zaczęłam sprawdzać sobie zawody i zobaczyłam jak duża jest społeczność biegaczy górskich, jak wiele jest imprez i festiwali biegowych organizowanych w przeróżnych górach od Tatr, przez Beskidy po Góry Stołowe, jak wiele jest miejsc i szlaków, na których jeszcze nigdy nie byłam. Nie ciągnie mnie już do biegów asfaltowych. Nie czuję potrzeby zrobienia życiówki na np. dystansie półmaratonu czy maratonu, choć przypuszczam, że mogłabym swoje wyniki poprawić. Szkoda mi na to czasu. Wolę się skupić na biegach w górach, gdzie zostawiam serce, a tych gór do przebiegnięcia jest cała masa…

Jakie są Twoje ulubione zawody?

Kasia Solińska: Po Tatra Fest i Biegu Ultra Granią Tatr poczułam, że dłuższe biegi w wysokich górach z trudnym, technicznym terenem są obecnie moimi faworytami. Tak też trochę ułożyłam swój sezon, stawiając na wysokie góry i dystanse, gdzie czas trwania zawodów jest powyżej 7h. Zaczynam się czuć dobrze w dłuższych dystansach, ale zanim dotrę do książkowego dystansu ultra, chciałabym spróbować pościągać się w trudnym terenie. Zresztą widoki wówczas – można powiedzieć – są bardzo nagradzające.

Mówisz o widokach, a często wspomina się, że osoby z czołówki nic nie widzą na trasie poza tym co mają pod nogami.

Kasia Solińska: Z tym się nie zgodzę. Chociażby na biegu Ultra Granią Tatr, gdy dotarłam do Krzyżnego, byłam, przynajmniej wg opinii osób akurat tam przebywających, pierwszą osobą, która wyraziła zachwyt nad  widokami. Z uśmiechem mówiłam „Wow, ale piękne”.

Wspinaczka oczywiście była bardzo męcząca, trudna, już na sporym deficycie energetycznym, ale rozpościerający się krajobraz na szczycie, Dolina Pięciu Stawów, Wodospad Silkawa, który wyglądał jak pajęczyna, to było coś niesamowitego. Tym bardziej, że pogoda była wspaniała.

Tak samo jak biegłam z Natalią Tomasiak w zawodach Monte Rosa Sky Marathon [link więcej o biegu], byłam pierwszy raz w Alpach, pierwszy raz na takich wysokościach. Dla mnie widok tych wszystkich alpejskich szczytów, które po horyzont wbijały się w niebo, było niezwykłym doznaniem. Oczywiście, musimy być uważni na to co, mamy pod nogami, ale są momenty, w których warto zwrócić uwagę na to, co nas otacza i jest to bardzo nagradzające.  W trakcie biegu może faktycznie nie ma czasu na zdjęcia, czy przerwę aby się zatrzymać i dłużej podziwiać widoki, ale zawsze możemy to zrobić na rekonesansie trasy lub po zawodach czy na treningach. Miałam zresztą parę upadków, kiedy się gdzieś tam zagapiłam. Para rozbitych kolan jest konsekwencją tego zachwytu, ale warto.

Monte Rosa Sky Marathon Fot. Przemysław Ząbecki

Masz swoje biegowe marzenie?

Kasia Solińska: Jest ich sporo, myślę, że gdybyś zapytała za tydzień, już miałabym inny pomysł. Jednak największym moim biegowym marzeniem jest to, aby jak najdłużej biegać. Jest tyle gór do przebiegnięcia, tyle szczytów do zdobycia, imprez na których chciałabym się pojawić, że trudno to określić w jednym marzeniu. Ale gdybym miała się określi, to nie skłamię, jeśli powiem, że UTMB jest takim moim marzeniem. Lubię go sobie jednak odkładać na później, bo każdy bieg, każde zawody są poniekąd przygotowaniem do UTMB, ale jest to perspektywa na pewno kilku lat. To jest taka moja długofalowa motywacja, która pozwala mi utrzymać zaangażowanie w bieganie każdego dnia, na każdym treningu.

Pozostaje trzymać kciuki, żeby się udało!

Kasia Solińska: Trzymajcie! Będzie to się działo stopniowo, więc zaciskajcie kciuki na każdym etapie przygotowań. A jeśli zastanawiacie się co będzie, kiedy uda mi się spełnić marzenie o ukończeniu UTMB , to na „później” też mam plany. Powiedzmy, że UTMB póki co jest najbardziej widocznym celem na horyzoncie, ale pamiętajmy, ziemia jest okrągła ????

Na koniec, jaki jest Twój ulubiony model butów?

Kasia Solińska: Mogę powiedzieć, że S/LAB Ultra 2 skradł moje serce. Tu zaczerpnęłam opinii Natalii Tomasiak, która mnie zna i wie jaki teren wybieram najczęściej do biegania – zaproponowała mi właśnie ten model. I faktycznie bardzo dobrze się w nich czuję. To świetne, kiedy sprzęt Cię nie ogranicza, a pozwala najlepiej wykorzystać Twoje możliwości.

Dzięki za rozmowę!

Przygotowania Kasi do startów możecie śledzić na jej profilach na Facebooku i Instagramie 

salomon-sense-ride-3_Baner-PB-750x300