We wtorkowy wieczór w Sklepie Biegacza w Gdańsku odbyło się spotkanie z Henrykiem Szostem, głównym bohaterem nowej książki „Rekordzista”, której autorami są Jakub Jelonek oraz Marta Kijańska-Bednarz. 

Rekordzista Polski w maratonie 2:07:39 z 2012 r. mimo napiętego planu dnia i wielogodzinnej podróży do Trójmiasta, znalazł czas na podpisanie książki oraz rozmowy z biegaczami, ciekawymi zarówno historii najlepszego polskiego maratończyka, jak i jego dalszych planów sportowych.

– Podziwiam Henryka Szosta za jego super wynik w maratonie. Wiadomo, że w Polsce nikt przynajmniej narazie nie pobiegnie tak jak Eliud w Wiedniu, więc warto doceniać takie polskie wyniki. Jest też okazja, by wypytać co taki czołowy zawodnik radzi. Sama kiedyś chciałabym złamać 3h w maratonie, choć może być z tym ciężko. Biegam na czysto amatorskim poziomie. Książka będzie trochę taką inspiracją – wspominała Martyna, znana lokalnie jako Biegająca Studentka AWF, która nie przegapiła okazji do spotkania.

Fot. Aleksandra Graff-Partyka

Przyjechałem, bo nie co dzień można spotkać rekordzistę, który tak wiele poświęca dla sportu. Wiem, że nigdy tak szybko biegać nie będę, ale okazji do spotkania nie mogłem przegapić. To właśnie w 2012 r., gdy ustanawiał rekord, był jedną z osób, która zachęciła do przyjrzenia się bliżej czym właściwie jest dystans maratoński i jednocześnie do zmierzenia się z nim. Mimo, że potrzebowałem na swój pierwszy start niemal 2 h więcej czasu niż wynosił rekord Polski, ba nie wyobrażałem sobie jak można to zrobić dwa razy szybciej. Mówi się coraz więcej, że polski maraton podupada, a mi się wciąż wydaje, że nie doceniamy po prostu naszych krajowych zawodników. Dało się słyszeć, że Henryk, choć na swoim koncie ma tyle osiągnięć, jest wyjątkowo skromnym człowiekiem – dodawał obecny Mariusz.

Fot. Aleksandra Graff-Partyka

Książka „Rekordzista” przedstawia niełatwą historię Henryka Szosta, jego determinację i walkę, ale sam bohater wciąż jest aktywnym biegaczem. Podczas październikowych Wojskowych Igrzysk Sportowych w Wuhan indywidualnie zajął 5. miejsce (2:13:00), najwyższą lokatę wśród polskich reprezentantów, a drużynowo wspólnie z Arkadiuszem Gardzielewskim (2:13:31), Marcinem Chabowskim(2:16:43) i Mariuszem Giżyńskim (2:17:21), odebrał złoty medal. Nie zabrakło więc najważniejszego pytania od odwiedzających biegaczy – „Kiedy walka o minimum olimpijskie na Tokio 2020?”.

Fot. Aleksandra Graff-Partyka

Henryk zdradził, że prawdopodobnie będzie to wiosna i Orlen Warsaw Marathon. Teraz z racji niedawnych wojskowych Igrzysk było pewne, że na jesień maraton, którego celem będzie uzyskanie minimum, odpadnie. W zmaganiach wojskowych najważniejsze było zdobycie złota drużynowo, co się udało.

Skoro wiosna, to dało się słyszeć kolejne z pytań zgromadzonych – „Ile zajmują Tobie przygotowania do maratonu?”

– BPS, czyli bezpośrednie przygotowanie startowe trwa 8 tygodni – jak przyznawał Henryk – Poniekąd wynika to też z tego, że w swoim stażu biegowym praktycznie nie ma sezonu bez maratonu. Z racji też swojego wieku, dla tak wytrenowanego zawodnika nie ma potrzeby, by BPS trwał naście tygodni. Nie ma też na szczęście dotąd przerwy kontuzyjnej, która wyeliminowałaby go na dłużej z treningu. Sam się zastanawiał, czy teraz nie spróbować nawet z treningami nieco krótszymi jak do półmaratonu. Dodawał – wytrzymałości organizmu już większej nie zbuduje. Zrobi np. 4 wybiegania po 30 km i organizm już zaskoczy, jest to poniekąd jak z jazdą na rowerze, gdy przez długi czas się nie jeździ, ale się wsiada na rower i od razu sobie człowiek przypomina, jak to się robi. Takie rozbieganie zajmuje mu 1:45-1:50. 

Akurat zgromadzeni stali przy ściance z butami, zainteresowany Henryk chwycił jeden z modeli terenowych, od razu pojawiło się pytanie – Czy może przenosisz się na biegi terenowe? 

– Nie – odpowiedział zdecydowanie. Sam kiedyś biegał, swoją przygodę zaczynał od biegów górskich, jednak ten typ biegów wymusza zmianę techniki biegu, na taką, która nie służy maratończykom. Bieganie na lekko ugiętych nogach zabija szybkość. Nie pobiegnie się później szybko na ulicy. Jednorazowe starty są ok, ale jak ktoś typowo chciałby się szykować go biegów górskich i biegać naprawdę szybko na ulicy, to już ciężko połączyć – wyjaśniał. Sam to przerabiał, po biegach w górach na ulicy biegał 10 km w 32 min. Było to dla niego rozczarowanie. Pod okiem trenera zaczął pracę nad zmianą techniki biegu, do treningu wprowadził siłę dynamiczną: skipy, płotki, by m.in. podnieść się na biodrach. Szerzej ta historia została opisana w książce.

Skoro jednak pojawił się temat butów, to Henryk wypytany został również o to, czy biegał w słynnym już modelu Veporfly Next%

Tym razem – Tak – potwierdził, dodając – jest to nieco inny but niż Vaporfly4%, ale nie polecałbym ich amatorom. Jest to bowiem but do naprawdę szybkiego biegania i tylko przy wysokich prędkościach odczuje się jego potencjał. Nawet prędkości 3:50 nie wykorzysta się ich możliwości. Ważne też, że zdecydowanie trzeba biegać na śródstopiu, nie wykorzystuje się wówczas tego potencjału płytki. Bezpieczniejszą wersją dla amatora będzie opcja Zoom Fly – radził. 

Pytań było coraz więcej, ale czas naglił, a bohater wydarzenia miał przed sobą jeszcze długą drogę powrotną. 

– Ciekawie było spotkać i porozmawiać z Mistrzem. Pozostaje przysiąść do książki i poznać jego historię jeszcze lepiej – podsumowywali wieczór biegacze. 

Książka dostępna w SKLEPBIEGACZA.PL

nike-vaporfly-pinkslider-1900x650