Kamil Jeremicz znany jest m.in. z roli pacemakera. Prowadzi zawodników na dystansach od 5 km po maraton, pomagając w łamaniu wymarzonych barier takich jak: 40 min na 10 km czy ostatnio podczas maratonu w Poznaniu – 3h. Kamila na biegach spotkać można również w barwnych strojach. Skąd pomysł na nie? Jak zaczęła się Jego przygoda? Zapraszamy do wywiadu.

Zacznę od cechy z które jesteś znany na wielu biegach, skąd pomysł na zostanie pacemakerem?

Kamil: Już właściwie w szkole mocno udzielałem się społecznie, czy to w formie wolontariatów czy wyjazdów. Obecnie w bieganiu nie zależy mi na wynikach, kiedyś bardzo się o nie biłem, a z czasem pomyślałem, że mogę pomóc innym, tym którym jak mi kiedyś, zależy na pokonywaniu swoich barier.

Mówisz, że nie zależy Ci na wynikach, ale jakby nie patrzeć jak na amatora, osiągasz je naprawdę dobre. Zdaje się spontanicznie, niemal z miejsca poprowadziłeś ostatnio grupę na 3h podczas maratonu w Poznaniu. Zatem skupiasz się mocno na treningu?

Kamil: Nie mam typowego planu treningowego. Trochę siebie nazywam profesjonalnym amatorem. Wiem, że w tygodniu potrzebuję 2 treningów szybkościowych, aby budować też bazę szybkości. Nie mam jednak parcia, jak nie zrobię treningu, to nie mam czegoś takiego, że się tym przejmuję.

Podczas wrześniowego Biegu Westerplatte prowadziłeś grupę na 40 min. W trakcie biegu mówiono o Tobie, że niesamowicie motywujesz do biegu innych, nawet jak nie jesteś oficjalnym pacemakerem.

Kamil: Oczywiście czasami chciałbym z kimś powalczyć na biegu, ale jak biegnę z kimś razem, to wolę tą osobę zmotywować również do biegu. Wiem, że jak ta osoba pobiegnie szybciej, to jednocześnie i mnie zmotywuje do szybszego biegu.

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

Kamil: Zaczęło się jakoś 5 lat temu. Wkręcił mnie Tata, który biegał już od ponad 10 lat. Jeździłem z nim na jego starty. Trochę więc przez niego zacząłem biegać.

Szybko okazało się, że masz do tego predyspozycje?

Kamil: Za dziecka sport nie był mi obcy. Grałem w piłkę, uprawiałem inne dyscypliny, byłem z tych, co niemal cały czas siedzieli na dworze. Pamięć mięśniowa jakaś została.

Jaki jest Twój ulubiony dystans?

Kamil: Miałem okazję biegać na dystansach od 1500 m (Akademickie Mistrzostwa Polski) do ultra (TriCity na 80 km), ale ulubionym jest chyba półmaraton.

Czyli raczej biegi uliczne czy może jednak w terenie?

Kamil: Lubię to i to. Nie mam swojego podziału, lubię zarówno pobiec coś szybkiego na ulicy jak i w trailu.

Poza rolą pacemakera, jesteś też znany ze swoich barwnych strojów. Skąd pomysł na przebieranie się?

Kamil: To prawda, przebieram się często, nawet bez okazji. Jest to dla mnie w pewnym sensie motywacja. Zauważyłem, ze czasami jak założę nietypowy strój, to pobiegnę szybciej. Jednocześnie do biegania dodaje się trochę dystansu. Jest też więcej zabawy dla kibiców, uśmiechów na ich twarzach. Dzieci na biegach od razu wołają i chętnie przybijają piątkę, mi to daje radość. Stroję wybieram często spontanicznie, czasami na kilka godzin przed biegiem.

Kamil Jeremicz (4)

Gdybyś miał spojrzeć z perspektywy tylko tych 5 lat, co Ci dało bieganie?

Kamil: Na pewno poznałem mega dużo ludzi, których nie poznałbym zapewne nigdy w życiu. Teraz, gdybym spojrzał na mapę Polski, to mógłbym pojechać niemal do każdego miasta i miałbym nocleg czy też bez problemu znalazłbym znajomego z którym mógłbym podzielić swoją pasję. Dało mi tez dużą pewność siebie.

Poza znajomymi, na pewno wyróżnić warto pozytywne kwestie zdrowotne. Nie bez powodów bieganie jest jedną z najprostszych form ruchów prozdrowotnych. Bieganie rozwija nie tylko biegowo ale i psychicznie.

A jak się zmieniło Twoje podejście do biegania?

Kamil: Przez pierwsze 2 lata biegania można powiedzieć była walka o rekordy, niemal tydzień w tydzień jakieś starty. Pojawiały się wygrane w kategoriach startowych, ale z czasem spojrzałem na to trochę inaczej. Teraz patrzę, gdzie mogę wystartować by połączyć to z podróżowaniem czy już wspomnianą, pomocą innym zawodnikom.  

Twoi rówieśnicy patrzyli na Ciebie dziwnie, gdy zaczynałeś biegać?

Kamil: Różnie. Nie ma co ukrywać, wciąż jest mało osób, które zaczynają biegać w wieku poniżej 20 lat. Jak już się kogoś spotyka, to są to osoby, które zazwyczaj biegają na poziomie bardziej profesjonalnym. W moim rodzinnym mieście włączyłem się od razu w grupę biegową, ta bardzo dobrze mnie przyjęła, więc nie było bariery wiekowej.

Co do tej pory uważasz za swój największy sukces?

Kamil: Gdybym miał spojrzeć na swoje indywidualne sukcesy, to sądzą, że będzie to przebiegniecie pierwszego biegu ultra TriCity Trail na dystansie 80 km [w 2018 r] I myślę, ze bieg Wings for Life, bieg inny niż wszystkie, gdzie nie walczymy o miejsce, a dystans. Udało mi się uzyskać wynik, którego bym się nie spodziewał. Przebiegłem ponad 45 km w tempie 4:15 min/km.

Przygotowywałeś się do pierwszego ultra?

Kamil: Coś biegałem, ale trudno to nazwać typowym przygotowaniem, można powiedzieć, zapisałem się na początku roku, nie byłem do końca pewny czy pobiegnę. Skoro jednak opłaciłem, to uznałem, no dobra – pobiegnę, miejmy to już za sobą. Okazało się być nawet łatwiej niż na maratonie, nie czułem się tak wykończony na drugi dzień, tak jak zazwyczaj bywało po maratonie ulicznym.

Skoro o maratonie, pamiętasz swój pierwszy start na królewskim dystansie?

Kamil: Wystartowałem w swoim rodzinnym Poznaniu. Trochę zbyt ambitnie chciałem od razu zaatakować magiczną barierę 3h. Jak to bywa często w takich przypadkach, nie udało się. Do 30 km oczywiście było fajnie, ale ostatnie 12 km przeplatane to biegiem to marszem. Na pewno zapamiętam to na długo, te 12 km było niezwykle ciężkie.

Te 3h udało Ci się jednak połamać w końcu?

Kamil: Tak, udało się nietypowo, bo w roli pacemakera. W Poznaniu miałem prowadzić tylko dystans półmaratonu, ale dobrze się czułem, więc uznałem, że doprowadzę grupę do końca. Można powiedzieć, było w tym trochę fantazji.

Na co dzień można też spotkać Ciebie w Sklepie Biegacza w Gdańsku. Połączyłeś pasję z pracą?

Kamil: Odnajduję się w tym. Mamy ekipę biegową, nie czuję, że przychodzę tylko do pracy, mam tu dużą frajdę. Praca daje mi możliwość cały czas poznawania nowych ludzi, którzy również mają biegową zajawkę.

Prowadzisz też treningi?

Kamil: Zgadza się, prowadzę spotkania SBRT w czwartki o 19:00 [zbiórka w Sklep Biegacza Gdańsk ul. Grunwaldzka 82]. Głównie są to wolne wybiegania, ale są też ćwiczenia siły biegowej, interwały. Dołączyć może każdy, bez względów na wytrenowanie, zarówno amatorzy, którzy dopiero zaczynają, czy też osoby już bardziej zaawansowane.  

Na koniec, jakie jest Twoje największe biegowe marzenie?

Kamil: 2 lata temu powiedziałbym, że jest to maraton w Nowym Jorku, ale teraz powiem, że jest to Comrades Marathon [ultramaraton na dystansie 90 km rozgrywany w RPA]. Dużo o nim czytałem i teraz on jest moim celem.

Odłożone w czasie?

Kamil: Myślę, że daje sobie na to ok. 2 lat. Typowo przygotowań do biegu ultra nie planuję, choć w przyszłym roku startuję w Biegu Rzeźnika, udało się z losowaniem, po 3 latach prób. Będzie to zapewne taki przystanek do planów związanych ze startem w Comrades.

Trzymamy zatem kciuki!

on running cloudflow