Grzegorz Elmiś, przez niektórych znany jako Biegacz Portowy – Hel, 6 lat temu nie planował żadnych startów w maratonie. Słyszał o nim kiedyś w wiadomościach, ale i samo bieganie było mu obce. Ważył niemal 130 kg. Zrzucił nie tylko zbędne kilogramy, ale i zrealizował swój wymarzony biegowo cel, który jeszcze kilka lat temu wydawał się być abstrakcją. Mocno zabieganego człowieka dosłownie i w przenośni, udało się złapać na krótką rozmowę 

W niedzielę metę 5. Gdańsk Maraton minąłeś z czasem 2:59:17. Wymarzone 3h, jeszcze niepewne jak mówiłeś przed startem, zostały złamane. Co czułeś na mecie?

Grzegorz Elmiś: Myślę, że niedzielę 14 kwietnia 2019 roku zapamiętam już do końca życia. To dzień w którym spełniło się jedno z moich biegowych marzeń i nie tylko moich. Magiczne złamanie 3h w bieganiu amatorskim to coś naprawdę bardzo budującego. Przed startem miałem wątpliwości czy się uda ze względu na wagę, którą była wyższa niż w zeszłorocznym maratonie o 4 kg.

Trudny to był dla Ciebie bieg? Mimo kilku lat doświadczenia maraton Cię czymś zaskoczył?

Grzegorz Elmiś: Od samego startu czułem się świetnie, trzymałem się 200-300 metrów za grupą prowadzącą na 3h. Pogoda jak dla mnie idealna, lekki wiaterek teoretycznie był, ale akurat do tego mieszkając w Helu jestem przyzwyczajony. Na trasie realizowałem wszystko co miałem zaplanowane w głowie, wszystkie punkty z wodą, żele, wszystko zagrało na 100%. Nie ukrywam że w głowie krążyły myśli aby nie wydarzyło się nic nieprzewidywalnego typu skurcz, kolka albo kontuzja. Na szczęście wszystko zagrało pięknie od startu do mety.

fot. Gdański Ośrodek Sportu/ Gdańsk Maraton

Za co lubisz dystans maratoński?

Grzegorz Elmiś: Maraton uważam za bieg, który jest najbardziej nieprzewidywalnym biegiem. Za to chyba go lubię, można sobie zaplanować te 42 km, ale w większości przypadków decyduje o wyniku ostatnie 10-12 km. Kto biega ten wie jakie potrafią być ,,długie”. Można oszukać organizm na 5 czy 10 km, ale nie na maraton. Brak przygotowania zawsze zostanie zweryfikowany w maratonie.

Zejście z poziomu 3:54:02 w 2014 r do wspomnianego rekordu zajęło Ci 6 lat. Praca nad sobą czy predyspozycje biegowe?

Grzegorz Elmiś: Tak, pierwszy maraton ukończyłem z czasem 3:54. Cel jaki wtedy miałem, to jak przed każdym maratonem, przede wszystkim ukończyć w zdrowiu i najlepiej bez przejścia do marszu. Tak się stało i na mecie płakałem ze szczęścia jak w ostatnia niedziele, gdzie złamałem magiczne 3h. Predyspozycje pewnie również, ale podstawa to ciężka praca na treningach. Na początku tylko biegałem, z czasem człowiek wprowadzał treningi uzupełniające które są bardzo ważne.

W poszczególnych latach Grzegorz notował progres: 

2019 – 2:59:17
2018 – 3:07:24
2017 – 3:14:42
2016 – 3:20:27
2015 – 3:31:16
2014 – 3:54:02

To jak wyglądały Twoje przygotowania?

Grzegorz ElmiśZ racji tego, że po zeszłorocznym starcie brakowało mi 7 minut do 3h, w grudniu postanowiłem rozpocząć przygotowania do 5. edycji Gdańsk Maraton. W międzyczasie dostałem propozycje zostania ambasadorem tego biegu, co w jakimś tam stopniu pewnie tez mnie mobilizowało do ciężkich treningów. To były naprawdę ciężkie 4 miesiące, pełne wyrzeczeń i bólu. Nie było wymówek że mróz, śnieg, deszcz czy wiatr. Były gorsze dni bo to jest nie uniknione, potrzebne było wsparcie które miałem. Dziękuje Wszystkim którzy we mnie wierzyli, teraz śmiało mogę powiedzieć: WARTO BYŁO!

Trenowałeś według założonego planu?

Grzegorz Elmiś: Od grudnia do startu przebiegłem ponad 1500 km, biegając po lesie w Helu, ścieżce rowerowej w Jastarni i Chałupach, a także na bieżni na stadionie w Pucku. Przygotowując się do maratonu korzystałem z wiedzy i planów Jerzego Skarżyńskiego, naszego utalentowanego polskiego maratończyka.

Nie jest tak, że zawsze byłeś wysportowany. Dziś trudno w to uwierzyć, ale ważyłeś niemal 130 kg? Co skłoniło Cię do zmian w życiu?

Grzegorz Elmiś: Tak to prawda, „gruby portowy” i „chudy portowy” to ta sama osoba, która pozbyła się 50 kg. Gdy zaczynałem przy wadze 130 kg o bieganiu nie było mowy, były to spacery z czasem wplątałem w nie krótkie odcinki biegu. 

Bieganie odcinków 5-10 kilometrowych tak naprawdę zacząłem biegać po kilku miesiącach, pierwszy bieg na 10 km to jeśli dobrze pamiętam to po pół roku. Oczywiście zmiana sposobu żywienia to podstawa. Po śmierci mojego taty mój młodszy brat zabrał się za siebie i mnie również do tego namówił, tak to się zaczęło.

Jak sam Grzegorz często podkreśla, bieganie uzależnia. Dziś może pochwalić się rekordami poniżej 40 min na 10 km, poniżej 1:25 w półmaratonie, czy wspomnianym 2:59 w maratonie. Obecnie ma za sobą dziesiątki tysięcy kilometrów.

Jak dodaje – „Jednak to tylko mało znaczące cyferki, ponieważ tak naprawdę największą wygraną dla mnie jest pozbycie się tych zbędnych kilogramów. W chwili obecnej po ponad 6 latach od momentu kiedy rozpoczęła się moja przygoda z bieganiem, mogę powiedzieć że bieganie zmieniło moje życie bardzo i to na plus. Pomijając tamtą wagę, prawie 130 kg, były też problemy z nadciśnieniem, cholesterolem, cukrem itp. kto wie jaką wagę miałbym teraz, gdyby nie bieganie. Może by mnie już nawet tu nie było. Można powiedzieć: wstyd się przyznać, że człowiek mógł się tak ,,zapuścić”, no cóż, stało się. W obecnych czasach otyłość w społeczeństwie jest ogromna, a takich grubasków jak ja jest pełno. I tym co robię chce pokazać nie to jakie osiągam teraz wyniki, a to że można ze sobą i swoją otyłością wygrać. Mam wiele osób które do mnie pisze i mi dziękuje, że dzięki mnie ruszyły się z przysłowiowej kanapy. To właśnie jest najfajniejsze w tym co robię, to mnie również napędza, bo człowiek nie jest robotem i ma lepsze i gorsze dni.”

Jego poczynania można śledzić na profilu Biegacz Portowy – Hel.