Tim Don, to człowiek, któremu życie napisało trudny scenariusz. Być może niektórzy znają go ze środowiska triathlonowego. W 2017 r. miał przed sobą najlepszy sezon startowy, wygrywał kolejne zawody. 29 maja poprawił nawet rekord serii zawodów marki Ironman. Na mecie wyścigu Ironman Brasil zameldował się z wynikiem 7:40:23, o ponad 4 minuty lepszym od wcześniejszego najlepszego rezultatu, mając za sobą 3,86 km pływania (44:16), 180,2 km jazdy na rowerze (4:06:56) i 42,195 km biegu (2:44:46). Zakwalifikował się na najważniejszy start, jesienne Mistrzostwa Świata w Kona, które odbyć się miały 14 października. Był jednym z głównych faworytów, choć wiekowo zbliżał się do czterdziestki, to już w Brazylii pokazał, że wiek nie stoi na przeszkodzie, na kolejnego na mecie zawodnika czekał 25 minut.

Zderzenie z ciężarówką…

Wszystkie przygotowania szły w dobrym kierunku. W październiku, już w Kona realizował jeszcze ostatnie jednostki treningowe na dwa dni przed startem. Nie stresował się, był przygotowany na najważniejsze zmagania. Ich się już jednak nie doczekał. Emocje towarzyszące euforii startowej, która miała być sprawdzianem miesięcy treningów i wyrzeczeń, zastąpił szpital. Podczas treningu na szosie został potrącony przez ciężarówkę. Marzenia o zwycięstwie legły w gruzach. Wyniki badań też nie były optymistyczne. Skany wykazały złamanie kręgu szyjnego. Tim musiał podjąć decyzję o sposobie leczenia. Wybrał drogę dającą największe szanse na powrót do sportu, ale zarazem najtrudniejszą pod względem walki z bólem. Zamocowano mu „aureolę” („halo”), przyrząd przykręcony bezpośrednio do czaszki i wsparty na ramionach, który wyglądem przypominał narzędzie tortur. Inne możliwości byłyby łatwiejsze do zniesienia, ale w pomagające tylko krótkoterminowo. 

tim don on running2

Źródło: https://www.on-running.com

Jak się jednak okazało, przed Tim’em była ciężka droga. Z klasowej światy sportowca stał się człowiekiem wymagającym pomocy przy prostych czynnościach. Jego żona Kelly, w relacji dla marki On Running wspomniała –  „Kiedy wróciliśmy do domu, właśnie wtedy go to uderzyło, ponieważ początkowo „aureola” była po prostu nie do zniesienia. Nie wiedział, jak sobie z tym poradzi. Drugiej nocy chciał wejść do garażu i odkręcić ją.”

Jak przystało na „Ironmana”, Tim nie poddał się. Przy wsparciu swojej żony, zawodowej lekkoatletki, która doskonale rozumiała jak dla niego ważny jest sport, doświadczonego fizjoterapeuty John’a Dennis’a, rozpoczął walkę o powrót. Nie opuściła go również wspierająca marka On, nie zerwała kontraktu, a nawet wspólnie z reżyserem Andrew Hintonem, nagrodzonym Emmy, przygotowała inspirujący krótki film dokumentalny z walki Tim’a – „The Man with the Halo” .

Boston Marathon?

Wrócił na siłownię tak szybko, jak to tylko było możliwe, wciąż jeszcze nosząc „aureolę”, czasami wywołując uśmiech na niektórych twarzach. Nie zwracał na nie uwagi. Początkowe treningi były lekkie, ale co ważniejsze, pomagały mu psychicznie. Gdy jego górna część ciała wciąż była ograniczona, trening początkowo skupiał się na przywróceniu mobilności i stabilności do dolnej części ciała. Gdy sprzęt trzymający jego kręgosłup szyjny został ściągnięty po trzech miesiącach, trening został bardziej zróżnicowany, ale przy ćwiczeniach nadał musiał uważać, by jego szyja była stabilna. Postawił sobie ambitny plan, start w maratonie, wybrał Boston Marathon. 

16 kwietnia stanął na starcie maratonu w Bostonie. Zaledwie sześć miesięcy i pięć dni po wypadku. Mimo niesprzyjających warunków, ulewnego deszczu i niskich temperatur, ukończył go w czasie 2:49:42, zaledwie pięć minut wolniej niż maraton w jego rekordowym wyścigu w Brazylii w maju 2017 roku, ponownie mając na nogach swój ulubiony model Cloudflow 

Walka o start w Kona

Dwa miesiące później, zaledwie osiem miesięcy po złamaniu, odniósł zwycięstwo w Ironman 70.3 Kostaryka z czasem 3:49:59. Potrzebował jednak jeszcze dodatkowych punktów w rankingu, by zakwalifikować się ponownie na Mistrzostwa Świata Kona. W lipcu stanął na starcie Ironman w Hamburgu. Zajął wysokie 9 miejsce, ale niewystarczające. Nie zamierzał odpuścić, trzy tygodnie później wyruszył na Ironman Denmark w Kopenhadze. Ale nie był jego dzień, został zmuszony do wycofania się z wyścigu. Wszystko wskazywało, że będzie musiał czekać kolejny rok, aby załatwić swoją nieukończoną sprawę w Kona. Była to ostatnia szansa na poprawę miejsca w rankingu. Szczęście się jednak w końcu do niego uśmiechnęło. Nie wszyscy zawodnicy z listy TOP50 rankingu KPR zdecydowali się na start. Tym samym rezygnacja Amerykanina Jonathan’a Shearon’a sprawiła, że Tim mógł zacząć przygotować się do wyścigu. Jesienią zakończył zmagania na 53. miejscu OPEN, 36. w kategorii  z czasem 8:45:17. Jednak samo przekroczenie linii mety w Kona było o wiele ważniejsze niż osiągnięty wynik. 

on-runing-kampania