Miał być zimowy, był wiosenny. Pogoda znów zaskoczyła, tym razem wyjątkowo jak na połowę lutego, wysoką temperaturą. Dzień przed startem 6. edycji TUT – Trójmiejski Ultra Track temperatura w Gdańsku przekraczała nawet 14 stopni Celsjusza, budząc lekki niepokój wśród startujących, nieprzygotowanych na tak ciepłe warunki. Na szczęście w niedzielę zapowiadane było lekkie ochłodzenie do 6-8 stopni Celsjusza i zachmurzenie. 

W biurze zawodów mieszczącym się w Sklepie Biegacza w Gdańsku atmosfera też była gorąca. Marcin Świerc podpisywał swoje książki „Czas na Ultra„, a kolejka do niego niemal nie malała. 

tut trojmiejski ultra track Marcin swierc

TUT 68 km

W niedzielę pierwsi na trasę już o 7:00 w Gdyni ruszyli zawodnicy mierzący się z dystansem 68 km w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Wystartowało ponad trzysta osób. 

Własnie się rozgrzewam, te 68 km będzie dla mnie wyzwaniem po długiej przerwie, ale dam radę. Nie będzie to moje pierwsze ultra, mam nadzieję też, że nie ostatnie. Ten start będzie wyjątkowy. Na punktach będę miał support mojej Ani, będą rekordy – wspominał przed startem jeden z uczestników Mariusz Sikorski. Organizator zezwala bowiem na pomoc na punktach odżywczych oraz na ostatnim, najtrudniejszym odcinku trasy. 

Bardzo dobrze się czuje. Wróciłem, bo to fajny bieg, lubię spędzać czas na świeżym powietrzu, więc te 11 godzin w lesie w niedzielę sprawi sporą przyjemność – dodał stojący obok Rafał Obłuski, który w ubiegłym roku podczas biegu TUT – Trójmiejski Ultra Track zadebiutował w biegach na dystansie ultra.

Pod nieobecność Marcina Świerca, który jeszcze niedawno borykał się z kontuzją i ostatecznie postanowił wystartować wspólnie z żoną na najkrótszym dystansie imprezy – Grubej Piętnastce, jednym z faworytów był Sebastian Sikora, dla którego start po chorobie był niewiadomą, choć już w biurze zawodów wspominał, że czuje się dobrze. 

Od startu mocno ruszył Damian Falandysz z Pruszkowa, który już na 6 km wyrobił sobie kilku minutową przewagę. Na pierwszym punkcie po 22 km utrzymał ją, a przez punkt przebiegł nawet nie zatrzymując się. Kilka minut po nim nim razem wbiegli Przemek Szapar oraz Michał Sowa. Sebastian swój bieg rozpoczął spokojnie, plasując się w dalszej części stawki, to zaowocowało na kolejnych kilometrach, gdzie zaczął przesuwać się na czołowe lokaty, a różnica między najlepszymi zawodnikami zaczęła wyraźnie maleć. Z trasy zszedł Michał Sowa. W okolicach 45 km Damian miał już tylko 11 sekund przewagi nad Przemkiem Szaparem i około pół minuty nad Sebastianem Sikorą. Ostatecznie jednak to ta dwójka zaczęła przyspieszać, meldując się niemal równo na ostatnim punkcie odżywczym na 58 km w Rybakówce z wyraźną przewagą nad Damianem. Ten starał się jeszcze gonić na końcówce, ale różnica czasowa była zbyt duża na odrobienie strat. Za to Sebastian Sikora i Przemek Szapar zdecydowali się minąć linię mety razem w czasie 5:37:52.Dotąd Sebastian dwie poprzednie edycje imprezy kończył na 3 pozycji OPEN.

Przemek w roku ubiegłym był 9. Jak dodał na mecie – Sebastian był mocniejszy na końcówce, a znowu ja go trochę ciągnąłem gdzieś tam w środkowej części. Ustaliliśmy, że fair będzie jak skończymy razem. Trenujemy razem, więc już gdzieś tam sobie zapowiadaliśmy, że będziemy się ciąć. Trochę zawiodłem, gdybym był nieco świeższy na końcówce, rywalizacja mogłaby być jeszcze bardziej zacięta. Z perspektywy mety mogę powiedzieć, że jest super. Na trasie wiadomo – cierpienie, zwłaszcza na końcówce. Teraz się lepiej przygotowuje, trenuje. Do 55 km nawet było miło, wiosenna aura sprzyjała. Trasę znam, byłem tylko zaskoczony sobą, cieszyłem się, że tak długo wytrzymałem, opłaca się trenować. Organizacja samego biegu świetna, uważam, że z wszystkich biegów  w których kiedykolwiek startowałem, tu jest najlepiej oznaczona trasa. 

Przemek Szapar miłuje się w wyzwaniach, w ubiegłym roku ustanowił najszybszy czas przejścia solo szlaku Cape Wrath Trail (wywiad z Przemkiem). 

Trzecie miejsce zajął Damian Falandysz – 5:49:58.

Wśród pań faworytką miała być Gosia Pazda-Pozorska, ale ze względów zdrowotnych zdecydowała się jednak na krótszy dystans – Szybką 40. Od początku sporą przewagę na dystansie 68 km wyrobiła sobie Anna Arseniuk. Między kolejnymi zawodniczkami początkowo różnice były niewielkie, ale z kolejnymi kilometrami na drugiej pozycji plasowała się Yana Kulikova, a trzeciej Joanna Oberlań – Maroń. I w takiej kolejności ostatecznie zawodniczki minęły linię mety z czasami odpowiednio: 6:13:47; 6:46:29 i 6:48:16.

Na twarzach zawodników przekraczających linię mety nie brakowało radości i satysfakcji ze zrealizowania celu. Po swoim biegu Mariusz Sikorski dodał – Końcóweczka była taka faktycznie górzysta. Muszę przyznać, że wreszcie przebiegłem tuta w granicach komfortu, mojego komfortu. Super przygotowana trasa, odśnieżona, organizacja rewelacyjna, oznaczenie tym bardziej, różowe taśmy były widoczne już z daleka. Jakby ktoś się pomylił, to musiałby być naprawdę zmęczony, Smaczne jedzenie na punktach odżywczych, zupa rybna była pyszna. Wracam za rok, po prostu trzeba. Kryzysów nie miałem.

Szybka 40

Na debiutującym dystansie Szybkiej 40 triumfował Łukasz Baranow, a wśród pań Gosia Pazda -Pozorska. Łukasz jak przyznał po minięciu linii mety – trasa fajna, myślałem, że od 20 km będę szedł.

Najszybsi panowie:

1. Łukasz Baranow – 3:11:43
2. Piotr Choroś – 3:12:16
3. Radosław Chyb – 3:13:10

Najszybsze panie:
1. Gosia Pazda-Pozorska – 3:41:30
2. Aneta Ściuba – 3:46:26
3. Paulina Zackiewicz – 4:04:39

Startujący na tym dystansie Rafał Górecki powiedział – impreza jak co roku świetnie zorganizowana. W tym roku biegłem ten nowy dystans. Dużo na nim fantastycznych podbiegów. Zresztą cała oprawa jest jak co roku rewelacyjna. I mnie zaskoczyła pogoda, akurat wróciłem z nart, gdzie był śnieg. W zeszłym roku biegłem grubą 15, szybka 40 okazała się być tak samo ciężka. 

Swoje zaskoczenie pogodą potwierdził również Piotr Maćkowski, dodając – biegło się super, trasa wreszcie przygotowana, odśnieżona, oznaczona rewelacyjnie. Jestem z Gdańska, trasę znam, zaskoczyła mnie tylko wspomniana pogoda. 

Gruba 15

Z najkrótszą trasą – Grubą 15, która w tym roku została nieco zmodyfikowana, zmierzyło się ponad trzysta osób, z czego aż niemal 42% stanowiły panie. 

Najlepsi okazał się Adrian Bednarek, który starał się kontrolować swój bieg, ale nie zwalniać, wiedząc, że ściga go zawodnik trenowany przez Marcina Świerca, Damian Kozioł. Wśród pań triumfowała Mirosława Szweda.

Najszybsi panowie: 

1. Adrian Bednarek – 1:13:48
2. Damian Kozioł – 1:15:23
3. Michał Wysłouch – 1:21:44

Najszybsze panie:

1. Mirosława Szweda – 1:32:45
2. Aleksandra Suchanecka – 1:35:08
3. Maria Maj-Roksz – 1:36:01

Startujący na tym dystansie Mariusz Piórkowski podsumował – pobiegłem pierwszy raz w życiu w TUT, jestem bardzo zadowolony z grubej 15, odkąd zacząłem biegać podbiegi, nie ma nic piękniejszego w lesie. Miłym zaskoczeniem była pogoda. Dotąd ćwiczyliśmy po oblodzonych ścieżkach parę tygodni temu. Miejscami były błotniste ścieżynki. Sama organizacja wspaniała, na najwyższym poziomie. 

Wyniki biegów

salomon_speedcross_5