Góry zachwycają swoim pięknem o każdej porze roku, ale potrafią być również niebezpiecznie, zwłaszcza, gdy pokrywa je warstwa śniegu. Lawiny w wysokich partiach nie są czymś niezwykłym, ale nie tylko one stanowią zagrożenie. Zima sprzyja wychłodzeniom, a TOPR niemal każdego dnia ma pełne ręce roboty, często niestety z głupoty ludzi. Jak zatem sprawić, by wyjście w góry było bardziej bezpiecznie?

Jak przyznaje Marcin Rzeszótko z Buff Team Poland, czołowy Polski biegacz górki, ale i na co dzień ratownik TOPR – Obecnie w Tatrach jest III stopień zagrożenia lawinowego, szlaki są co prawda otwarte, ale to teraz idąc w góry musimy się wykazać pewną wiedzą, umiejętnościami, pewną prewencją, by nie doszło do wypadku. Niestety często zdarza się, że sygnał o zagrożeniu dostajemy dopiero, gdy okazuje się, że ktoś nie wrócił do domu czy też nie pojawił się w pracy. Te kilka godzin może zaważyć na życiu. 

Zatem czy jest lista obowiązkowa tego co należy zabrać ze sobą podczas wyjścia w góry zimą?

Marcin Rzeszótko: Nie ma takiej listy. Jest paru blogerów, którzy wielokrotnie pisali, że na trening zabieramy to i to, ale tak naprawdę nie da się takiej listy zrobić. Na pewno musimy się ubrać komfortowo. Możemy biegać np. Drogą pod Reglami, wówczas nie jest potrzebny telefon komórkowy, ale już np. wchodząc na teren Tatrzańskiego Parku Krajobrazowego, będzie nam on niezbędny. Tak samo jak warto zabrać też folię NRC czy wystarczającą ilość picia i jedzenia. Gdy ruszamy w wyższe partie przyda się też dodatkowe ubranie, tak byśmy, gdy zatrzymamy się na trasie np. na szczycie, mogli również czuć komfort termiczny.

Warto pamiętać, że zimo czy wiatr niekorzystanie działają na telefon. Dzisiejsze smartfony nie radzą sobie w takich warunkach. Parę razy sam tego doświadczyłem. Będąc w trasie chciałem zadzwonić, ale telefon się rozładował. Nie mogłem go włączyć. Próbowałem ogrzewać. Bez telefonu, tego minimum, w sytuacji zagrożenia nie jesteśmy w stanie wezwać pomocy. Nie polecam słuchania muzyki czy odpalania aplikacji internetowych, lepiej zaoszczędzić baterie.

Było o telefonie, czy faktycznie jakaś aplikacja, która w górach jest nam w stanie pomóc?

Marcin Rzeszótko: Tak, aplikacja Ratunek, która precyzyjnie podaje ratownikom naszą pozycję GPS, przez co szybciej mogą dotrzeć do poszkodowanego. Szczególnie podczas mgły i dużego zachmurzenia. Ściągnijmy ją zanim wyruszymy w góry. Aby nasza bateria działała jak najdłużej, jak najmniej korzystajmy z telefonu, a w trakcie gdy potrzebujemy dodatkowego zasięgu warto wyłączyć 3G i przełączyć się na sieć GSM. Dobrą aplikacją nawigacyjną jest Mapy.cz, które są w miarę dokładne i działają w trybie offline.

Co zrobić przed wyjściem w góry?

Marcin Rzeszótko: Na pewno powiadomić kogoś bliskiego. Dać mu znać gdzie się wybieramy i jaka jest planowana godzina powrotu. Ewentualnie jak znajdujemy się w niebezpiecznym miejscu, warto powiadomić mówiąc np. „jestem tu i tu, zadzwoń za 20 minut”. Warto też być przygotowanym do warunków, tzn. sprawdzić prognozę, sprawdzić teren. Wiele osób obecnie dzieli się informacjami o warunkach w górach na kanałach social media. Tym samym łatwo możemy pozyskać informacje jak przetarty jest szlak.

Jakich sygnałów organizmu nie należy lekceważyć na trasie, by chronić się przed wychłodzeniem?

Marcin Rzeszótko: Ciężko ocenić, należy pamiętać, że gdy ruszamy, to już jesteśmy narażeni na wychłodzenie. Mamy czasem cienkie stroje, ale w ruchu czujemy komfort termiczny. Jeśli już czujemy się źle, to często mamy mało czasu, żeby działać. Na pewno nie należy lekceważyć ukształtowania terenu. Trzeba sobie zadać pytania:

    • Czy jestem w stanie np. tędy wrócić?
    • Ile czasu zajmie mi powrót?
    • Czy mam wystarczającą ilość jedzenia i picia?
    • Czy na pewno jestem dobrze ubrany?
    • Czy nie lepiej zrobić np. 2—3 pętle gdzieś w niższych partiach niż wchodzić wysoko?

Warto sobie odpowiedzieć na te pytania. Wychłodzenia nie odczuwamy podczas wysiłku, często zaczyna nam być po prostu zimno w stopy i dłonie, zaczynają się pojawiać drgawki, ale to już jest niepokojący sygnał, bo znaczy, że jesteśmy w I stopniu hipotermii. Sądzę jednak, że powinniśmy tu patrzeć prewencyjnie, a nie nasze reakcje fizjologiczne organizmu np. na wspomniane drgawki i wychodzić z założenia, że póki nie mam drgawek, to jest ok. Trzeba starać się trzeźwo oceniać sytuacje.

Dla zwiększenia komfortu możemy przed wyjściem posmarować najbardziej narażone części ciała: stopy, dłonie, twarz i uszy, tłustym kremem. Ważnym czynnikiem jest dieta oraz sen. Głodni i niewyspani szybciej marzniemy. To wszystko teoria i trudno przewidzieć sytuację wyjątkowe na trasach.

Szlaki mają podane czasy przejścia. Ile należy dodać do czasu jego pokonania przy śnieżnych warunkach?

Marcin Rzeszótko: Wiele zależy od warunków. Ciężko o jakiś przelicznik. Są dni, gdy na Kasprowy wchodzę poniżej godziny czy nawet poniżej 55 minut, a są dni, gdy ¾ trasy zajmuje mi 2,5 godz. przy takim samym stopniu zmęczenia bądź niewiele mniejszym. Nie powinniśmy się sugerować czasami na szlakach zimą. Mam kilka swoich szlaków, ale one są często w rejonach Drogi pod Reglami. Biega się w nich niemal tak samo latem jak i zimą. Wydaje mi się, że tak naprawdę, jeśli chcemy zrobić trening biegowy to należy to zrobić np. w otulinach parku. Wyżej będziemy się kopać w śniegu. Jak dla mnie wielkich walorów treningowych, z tego że np. wejdziemy na Kasprowy w 2 godz, z czego już po pierwszej będziemy przemoczeni, nie ma. Jestem zwolennikiem treningu na skiturach, a biegania tam gdzie są do tego warunki.

Gdy jest 4. stopień zagrożenia szlaki w tatrzańskim parku są zamykane, wtedy dobrym rozwiązaniem jest udać się w doliny. Można skorzystać  m.in. z terenów takich jak: Gubałówka, Dolina Bachledzka, Antałowka czy już wspominana kilkukrotnie Droga pod Reglami. Przy ciężkich warunkach, np. zamieci można przejść na bieżnie mechaniczną. Jeśli stopień zagrożenia zmienia się na 3, to lepiej wciąż być w dolinie gdzie nie ma dużych źrebów.

Numery alarmowe GOPR/TOPR to 601 100 300 lub 985.