Gruba Piętnastka to nazwa najkrótszego dystansu, rozgrywanej w lutym, już kultowej imprezy TUT – Trójmiejski Ultra Track. Nazwa nie jest przypadkowa. „Gruba”, bo jak żartują co niektórzy, ma ponad 3 km „nadwagę”, ale też „gruba” z uwagi na ukształtowanie terenu. Jeśli ktoś wciąż myśli, że nad morzem jest płasko, to proponowana trasa jest idealną okazją, by sprawdzić w jak dużym jest się błędzie, czy to podczas zawodów czy też treningu. Okoliczne tereny to lokalizacje w których rozgrywane były nawet ogólnopolskie zawody w skokach narciarskich. Dziś co prawda można znaleźć tylko gdzieniegdzie pozostałości konstrukcji, ale samo miejsce wciąć pozwala przenieść się z klimatu nadmorskiego w górski, i w to zaledwie kilka kilometrów.

Trójmiejski Park Krajobrazowy przez rejony którego prowadzi trasa, to nie tylko las, to również miejsce pełne historii i legend, a niemal każdy z jego obszarów ma swoją nazwę, często nieprzypadkową. Choć rzadko kto z biegaczy zwraca na to uwagę, to warto spojrzeć na trasę i z tej perspektywy.

Start

Pierwotnie trasa Grubej Piętnastki zaczynała się z ul. Jana Kiepury i tam też kończyła. W nowej odsłonie start został zlokalizowany przy ulicy Aleksandra Orłowskiego, a meta pozostała bez zmian. Te punkty dzieli ok. 700 m, które spokojnie można pokonać ścieżką leśną, biegnąc skrajem lasu.

Już na początku jest pod górę.  Do ok. lat 70-tych funkcjonował tu stok narciarski, prawdopodobnie powstały w latach 60-tych. Narciarze dostawali się na górę przy wykorzystaniu wyciągu wyrwirączki. Podczas wbiegania można zauważyć pozostałości konstrukcji.  Miłośnicy historii mogą szukać ciekawostek po haśle „Lagry”, tak niektórzy nazywają miejscową górę, nawiązując do znajdującego się w okolicy obozu jenieckiego i baraków.

Na szczycie, z którego rozpościera się widok na okoliczne, miejskie tereny, trasa skręca w lewo na Lipnicką Drogę (na starych mapach można się spotkać również z nazwą Jakubowa Droga). Szeroka ścieżka zachęca do przyspieszenia, ale w nowej odsłonie tylko przez około kilometr. Na skrzyżowaniu dróg (powrócimy tu za ok. 17 km), lokalnym miejscu spotkań, przetniemy szlak zielony, dołączymy na niego za kilkaset metrów. Towarzyszyć nam będzie urokliwa aleja brzozowa. Na początku XX wieku będąca polną ścieżką, łączącą osadę Lipnik z VII Dworem. Był tu nawet młyn wiatrowy, po nim pozostało jednak w okolicy tylko połamane koło granitowe.

Niedźwiedzia Dolina

Po kilkuset metrach dołącza, z prawej strony, wspomniany szlak zielony (zwany Skarszewskim). I to on towarzyszyć nam będzie przez kolejne kilometry. Szlak z głównej drogi, kawałek za mijanym osiedlem (po lewej stronie) i szlabanem odbija w nieco mniej udeptaną leśną w lewo. To kolejna zmiana pierwotnej wersji trasy, wcześniej biegło się prosto.

Ucieszą się miłośnicy zbiegu, zwłaszcza tych o większym nachyleniu, bo taki powadzi do tzw. Niedźwiedziej Doliny (w niektórych źródłach nazywanych również Kocim Rowem). Można być jednak spokojnym, niedźwiedzia się tu nie spotka, co najwyżej mieszkające w okolicy dziki czy sarenki. Nazwa doliny, jak i pobliskiego osiedla (Niedźwiednik) pochodzi od niemieckiej nazwy Barenwinkel, co oznaczać miało „Niedźwiedzi Zakątek”. Jednak „bare” oznacza również maciorę, a w tych rejonach wypasali świnie.

Trasa odbija lekko na lewo, by po chwili na prawo, po skoku przez rzeczkę, wspiąć się na kolejne wzgórze.

niedzwiedzia dolina

Droga się lekko wije, a po lewej stronie można podziwiać unikalny krajobraz Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. To jego największy walor. Mocno pofałdowany teren to zasługa pozostałości po zlodowaceniu północnopolskim, zwłaszcza jego ostatniej fazy, ok. od 15 do 13 tysięcy lat temu.

Wciąż jesteśmy na zielonym szlaku, ale po ok. 700 m, coraz wyraźniej słychać ruch uliczny. W pobliżu znajduje się jedna z głównych dróg ul. Juliusza Słowackiego. Szlak odbija na lewo, a trasa na prawo. Po ok. 300 m już łącząc się z kolejnym szlakiem – niebieskim (Szlakiem Kartuskim) i to jego warto się trzymać przez kolejne ok. 2 km aż do asfaltowej drogi tzw. Szwedzkiej Grobli.

Wąwóz Huzarów

Szlak wiedzie skrajem rezerwatu Wąwóz Huzarów, który mijamy po prawej stronie. Jest jednym z „młodszych”, utworzono go dopiero w 2005 r. Wzmianki archiwalne dodają, że nazwę zaczerpnięto od drogi nazywanej Huzarskie Manowce oraz stacjonującego przy ul. Słowackiego na początku XX w. elitarnego  regimentu pruskiego „Huzarzy Śmierci”, który to w lasach oliwskich miał ćwiczyć pracować nad techniką wojowania z szablą na koniach.

Szlak prowadzi do wspomnianej Szwedzkiej Grobli, obecnie wyasfaltowanej ścieżki. To tędy według historyków w XVII wieku wojska szwedzkie pod dowództwem Hermanna Wrangla maszerowały w stronę Oliwy, którą ostatecznie ograbiły. Szlak niebieski skręca w prawo w stronę widocznej drewnianej wiaty, a trasa biegu w lewo, skąd z głównej ścieżki odbija w najbliższą na prawą w Drogę Pionierów.

To również do niej dołącza po kilkuset metrach z lewej strony kolejny ze szlaków, tym razem czarny (Szlak Wzgórz Szymbarskich), którego ścieżkami prowadzi Gruba 15 przez kolejna ok. 4,5 km trasy. Na początku będzie nawet lekki zbieg, gdzie można swobodnie przyspieszyć. Znaki poinformują nas, że zbliża się skręt w prawo. Od tego miejsca pokrywają się również kolejne kilometry innych tras TUT – Szybkiej 40 i 68 km dystansu ultra. To również odcinek, gdzie często można spotkać błotniste fragmenty. Po kilkuset metrach szlak na lewo przetnie drogę asfaltową i poprowadzi w górę do Doliny Węży. Nie jest do końca znane pochodzenie tej nazwy, prawdopodobnie to kwestia wijącej się tu doliny. Choć wydaje się, że nazwa „dolina” jest myląca, gdy dla nas było pod górę, ale gdybyśmy dotarli tu z niebieskiego szlaku, nie byłoby wątpliwości.

Jest tu skrzyżowanie dróg i szlaków. Na trasie wciąż trzymamy się czarnego, który ponownie skręca na lewo. Warto pamiętać, że szlak przed strzałką odbija w dół na prawo. Skąd prawdziwi do „cywilizacji” i miejscowej restauracji specjalizującej się w rybach – Rybakówki (gdzie podczas zawodów ulokowany jest punkt odżywczy).  W nogach mamy już 8 km.

Dolina Radości

To również miejsce zwane Doliną Radości. Już set lat temu cieszące się dużą popularnością i uznawane za oazę. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą już z XVII wieku. Obecnie to wciąż popularne miejsce na spacery czy inne aktywności. Nazwa to tłumaczenie niemieckiej „Freudental”. Niegdyś dotyczyła tylko miejsca połączenia dwóch potoków, dziś określany nią jest znacznie szerszy obszar. Jak podaje Gedanopedia (encyklopedia tworzona przy współpracy miasta Gdańsk) – W 1865 r. posiadłość przejęło nadleśnictwo oliwskie. Kilka lat później założono hodowlę pstrągów, kiełbi i łososi. W 1905/1906 r. zbudowano okoliczną „willę”, nazwaną pensjonatem Freudental, a w 1928 r. wybudowano w pobliżu zwierzyniec, były tu wilki, a nawet bizony. Dziś ogród zoologiczny (do którego powrócono) znajduje się kilka kilometrów dalej.

Dawna Skocznia Narciarska

To nie jedyna historyczna atrakcja tego regionu. Na ok. 9 km trasy szlak odbija w lewo. Znajdziemy się w dolinie między dwoma wzgórzami, których wysokość pnie się do 120 m n.p.m. Ich strome zbocza sprawiły, że to tu powstała jedna ze skoczni narciarskich. Dziś pozostało po niej niewiele. Zbudowany w 1932 roku obiekt przez Ochotniczą Służbę Pracy składał się z drewnianej wieży służącej za rozbieg i wyrównanego wzgórza. Tuż po wojnie pozostała jednak w ruinie. Zdecydowano się na jej remont, który miał zagwarantować dalsze skoki. Wcześniej triumfatorzy osiągali wyniki w okolicach 19-20 m. Tym razem punkt K ustalono na 35 m. Niektórzy wspominają, że rekordzista, zakopiańczyk Kołtuń, miał nawet skoczyć na odległość 39 m. Poza skokami na okolicznych terenach rywalizowano również w biegach narciarskich. Korzystania ze skoczni zaprzestano, gdy wybudowano nową w Sopocie. Do Doliny Radości powrócono jeszcze w 1965 r. rozgrywając kolejną edycję Trofeum Północy, ale w następnych latach obiekt zaczął popadać w ruinę, a zgonie z przepisami korzystać z niego mogli tylko wyczynowi zawodnicy. Nie bez znaczenia był tragiczny wypadek podczas konkursu z 1940 r. Na szczycie wzgórza, po prawej stronie (naprzeciwko skoczni) znaleźć można pomnik upamiętniający zmarłego w 1940 r. po nieudanym skoku, niemieckiego zawodnika Ernesta Becker-Lee. Niektóre źródła podają, że pomnik powstał w miejscu, gdzie zginął, patrząc jednak na okoliczne, mocno zarośnięte tereny z wysokimi drzewami, pierwsza z wersji wydaje się być bardziej prawdopodobna.

Przyjdzie okazja na własnej skórze przekonać się, by wydostać się z doliny, trzeba się trochę wspiąć do góry. Tym razem zbieg nie czekać będzie od razu. Na złapanie oddechu będziemy mieć około kilometr. Tam na prawo Szlak Wzgórz Szymbarskich zaprowadzi do Drogi Marnych Mostów, gdzie przyjdzie się pożegnać z biało-czarno-białymi oznaczeniami, które zasugerują skręt w lewo. trasa biegu podąży w prawo do bardziej urokliwego z wyglądu miejsca niż jego nazwa – Dolina Zgniłych Mostów, nazwana od zbutwiałego mostku. Przez lokalnych biegaczy obszar doliny z polaną otoczoną lasem i sąsiedztwem wzniesień, bywa nazywany „Trójmiejskimi Bieszczadami”. Latem to również popularne, piknikowe miejsce.
Na końcu drogi nie braknie kocich łbów. Miniemy też po lewej Dwór Oliwski, przetniemy asfaltową drogę, by ścieżką o lekkim nachyleniu, na końcu odbijając w lewo, dostać się na kolejne wzniesienie. Pośrodku drogi znajduje się charakterystyczny okrąg, jeszcze kilka lat temu w jego centrum znajdowało się spalone drzewo. Znowu lekko w dół, by po lewej stronie minąć ogródki działkowe.

Głowica

Tu ponownie na prawo trasa łączy się ze szlakiem zielonym, na jednym z jego najbardziej wymagających odcinków, w którym naprzemiennie prowadzić nas będzie w górę i w dół. a od wzgórza Głowica mijanego na 14 km trasy po prawej stronie (zwanego również na wzór szczytu w Alpach – Wzgórzem Trzech Panów „Dreiherrenspitze”), nawet miejscami nieco mniej wyraźnie wydeptanymi ścieżkami. Pomiędzy drzewami można dostrzec żółtą tabliczkę z nazwą i wysokością choć może nie robi ona wielkiego wrażenia – 122 m n.p.m, to jest to najwyższe wzniesienie strefy krawędziowej Wysoczyzny Gdańskiej. W pobliżu znajdują się wzniesienia są Góra Dantyszka (od imienia biskupa) i Wiecha (od imienia leśniczego, stąd Wzgórze Trzech Panów. Zielony szlak (podczas zawodów również oznaczenia organizatora) zaprowadzi w okolicach 15,9 km najbardziej stromego zbiegu z licznymi korzeniami.
Na dole miniemy tabliczkę „Zielona Dolina”, w dawnych czasach nazywana Quellental (Dolina Źródlana), zaś na mapach z XIX w. do 1945 r. można spotkać Dolina Reinkego (od nazwiska dzierżawcy Reinketal). Biegacze to miejsce nazywają po prostu „U”, od ukształtowania terenu. Po zbiegu przed sobą mamy bowiem kolejne wzgórze, z dość wymagającym stromym nachyleniu.
Po nim kolejny zbieg, który prowadzi do kolejnej doliny zwanej Samborowo. Jej nazwa powstała po II Wojnie Światowej, nawiązując do księcia Sambora I, który w XII w. ufundował klasztor cystersów w Oliwie.
Przyjdzie nam przebiec przez łąkę, zazwyczaj na ostatnim fragmencie dość podmokłą. Po niej szlak prowadzi na prawo. Tu warto uważać, bo po chwili skręca w lewo. Na końcu ścieżki w dolinie, czeka już jedno z ostatnich bardziej wymagających podejść. Choć mijane po lewej stronie wzgórze wygląda dość niepozornie, to po jego drugiej stronie w latach 50. XX wieku wybudowano drugą gdańską skocznię narciarską. Dziś pozostał tylko stromy stok z przewalonymi na nim drzewami. Na górze znajdziemy się na skrzyżowaniu, na którym byliśmy już na początku trasy. Tym razem pobiegniemy jednak dalej zielonym, ścieżką w dół. Przy drzewie z komunikatem, że szlak skręca w prawo, trasa prowadzi w lewo. Trzymając się ścieżek na prawo, pozostaje ok. kilometr do mety. Na ostatnich metrach do niej będzie już z górki.
Więcej informacji o samym biegu TUT -Trójmiejski Ultra Track dostępnych jest na stronie: tutrail.pl.
baner gotowi wyruszyc na szlak?