Kamil Leśniak to organizator zawodów Ultra Mazury, młody, ambitny biegacz o którym słyszała chyba już większość miłośników biegów trailowych i górskich. Nie stroni od humorystycznych wpisów na swoim fanpage’u. Jak niemal każdy tym roku przeżywał wzloty i upadki. W listopadzie przy okazji wyjazdu na Wyspy Kanaryjskiej z czasem 2:36:00 zajął drugie miejsce w Maratonie Santa Cruz de Tenerife. W tym roku szykował się przede wszystkim do mocnego, jesiennego startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc (171 km + 10000 m), gdzie celem pośrednim było również złamanie 24 godzin. Ostatecznie jednak rywalizację zakończył po 79 km. Jak przyznał, po UTMB bardzo mocno odpuścił sobie bieganie. Weekendami startował, ale tak to nic, oprócz jazdy na rowerze (rekreacyjnie), nie robił.

Dostał jednak propozycję startu w październikowych zawodach Łemkowyna Ultra Trail, W jej ramach na dystansie 70 km rozegrane zostały Mistrzostwa Polski w Ultradystansowym Biegu Górskim 2018. Po raz pierwszy było to wspólne przedsięwzięcie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki oraz polskich reprezentantów International Trail Running Association. Kamil po rozmowach z trenerem Arturem Kernem zdecydował się na start. Okazało się to być dobrą decyzją, nie tylko sięgnął po złoty medal Mistrzostw Polski, ale i ustanowił nowy rekord trasy 5:43:15,8.

Kamil z dobrej strony zaprezentował się również w maju, podczas jednych z najważniejszych zmagań w świecie ultra – Mistrzostwach Świata Ultra Trail rozegranych w Hiszpanii w ramach Penyagolosa Trails na dystansie 85 km (4900 m+/3690 m). Zajął tam 21 miejsce z czasem 9:37:00, będąc drugim najszybszym Polakiem (najlepszym z Polaków był Marcin Świerc kończący zmagania na 17. pozycji). Dla Kamila były to już 4. Mistrzostwa, a wśród swoich startów notuje ciągły progres. W 2015 r. dobiegł na 160 miejscu, a raczej jak sam przyznał – potruchtał do mety. Były to dość dziwne zawody pod względem organizacyjnym jak i samego biegu. Rok później na dystansie 85 km wspomniał – skończyłem zawody na 77 miejscu, czyli znaczniej lepiej niż w Annency, ale znów było za dużo czasu na kryzys, a za mało biegania… W 2017 r. zanotował – 27 miejsce, dodając – i w końcu nie wyprzedziła mnie żadna dziewczyna.

Jak sam Kamil ocenia obecny rok? Zapraszamy do rozmowy.

Jak oceniasz ten rok?

Kamil LeśniakJeżeli pomyślę dłużej, to bardzo dobrze oceniam ten rok. Zrobiłem znaczący progres w biegach górskich. Jednym z pomocnych czynników pokazujący progres jest wskaźnik ITRA – wskoczyłem ponad magiczną barierę 800 pkt. To dla mnie pozytywna informacja. Poza tym niezły występ zaliczyłem na Mistrzostwach Świata oraz w Łemkowyna Ultra Trail. Ten rok fajnie wystrzelił po długiej kontuzji, pracy w BodyWork i fizjoterapeutą Bartoszem Kiedrowski oraz nowym trenerem Arturem Kernem. Oby ten zespół wystrzelił i w przyszłym roku. Plus jest taki, że zaczynam bez kontuzji. Rok 2018 był dla mnie ciekawym wyzwaniem. Były chwile słabości, słabsze biegi, ale patrząc na całokształt to wyszło bardzo przyjemnie.

Obecny ranking ITRA zawodników z Polski (stan na 3.12.2018)

1. Przedwojewski Bartłomiej 895
2. Świerc Marcin 887
3. Długosz Andrzej 844
4. Gorczyca Bartosz 834
5. Rzeszotko Marcin 824
6. Bodurka Krzysztof 820
7. Leśniak Kamil 808
8. Jabłoński Artur 805
9. Rajca Michał 798
10. Probst Wojciech 797

Z czego jesteś najbardziej zadowolony?

Kamil LeśniakBiegania na równym, dość wysokim poziomie. Cieszę się, że mimo braku formy, potrafię trzymać wysoki poziom biegowy – pokazał to chociażby start w Łemkowynie [Kamil sięgnął po wspomniany na początku złoty medal Mistrzostw Polski] czy też MŚ w Karpaczu. Jestem zadowolony po prostu z progresu.

Największe rozczarowanie, UTMB?

Kamil Leśniak: UTMB jest rozczarowaniem, ale nie największym. Nie był to mój dzień po prostu. Największego rozczarowania, smutku i bólu dostałem podczas Biegu w Szczawnicy. Co jakiś czas wpada mi ten bieg do głowy. Cały czas myślę, że było tak blisko, już się witałem z medalem, a tu psikus… [W Szczawnicy w ramach biegu Wielka Prehyba na dystansie 43 km rywalizowano w 12. Mistrzostwach Polski w Biegu Długodystansowym, Kamil plasował się na pozycji medalowej. W ferworze walki i satysfakcji pozycją pomylił jednak trasę wbiegając na ścieżki prowadzące uczestników nie Wielkiej Prehyby, tylko innego z dystansów, Niepokornego Mnicha. Jak sam przyznał – zamiast biegu życia, wyszła wtopa życia. Podjął decyzję o zakończeniu zmagań.]

Plany na kolejny rok?

Kamil Leśniak: Ustabilizować swój system treningowy. Nadal działam chaotycznie – chociaż widzę z roku na rok poprawę. Uważam, że jeżeli uda mi się więcej rzeczy, spraw mieć zaplanowanych w przód, to uda mi się efektywniej trenować. Na tym bym chciał się skupić. Poza tym chciałbym się rozwinąć zawodowo. Chciałbym także wyjechać jeszcze raz na obóz – myślę o Teneryfie. A z takich z czysto startowych spraw to planuje oczywiście Bieg w Szczawnicy, gdzie znów będą Mistrzostwa Polski w długodystansowym biegu górskim. Jeżeli trasa pozwoli to chciałbym złamać 3h 30min oraz powalczyć o medal jak najcenniejszy (czekoladowy najlepiej jakby był). Kolejnym krokiem będzie uciekanie przed samochodem w Wings for life. Tak, aby pokazać, że Ci z dużymi łydkami też potrafią biegać po asfalcie. Trzecim zapisanym celem są Trailowe Mistrzostwa Świata. Chciałbym po raz 5. w nich wystartować. Chociaż teraz to nie wiem jak to będzie, bo dosyć po macoszemu PZLA traktuje biegi górskie. Co do innych biegów jestem otwarty na konkretne propozycję. Starty będą też zależeć od Teamu, jeżeli takowy będzie. Zapewne początek roku spędzę na startach na ulicy, bo lubię. Myślę jeszcze nad rozważeniem startów w którymś z cykli światowych (UTWT, Golden Trail, Skyrunning).

Trzymamy kciuki!