O wyścigu Ultra Gobi zrobiło się nieco głośniej na początku października, kiedy to pierwsza kobieta w tegorocznym starcie złamała barierę 100 godzin. Elísabet Margeirsdóttir, profesor na Uniwersytecie, ukończyła bieg z wynikiem 97 godzin i 11 minut, zajmując siódme miejsce w klasyfikacji generalnej. Była to 4. edycja wydarzenia w której zawodnicy sprawdzają granice swoich możliwości.

Wśród panów triumfował Liang Jing z czasem ponad 85 godzin. I choć nie udało się sięgnąć po obiecywaną przez organizatorów nagrodę pieniężną w wysokości 10 0000 dolarów (oferowaną każdemu kto poprawi rekord trasy należący do Daniela Lawsona z 2017 r. – 70 godz. i 52 min), to dla społeczności było to ważne osiągnięcie, mimo, że zwycięzca jeszcze niedawno uporać się musiał z krytycznymi komentarzami, po tym jak został zdyskwalifikowany na HK100 za łyk wody od turystów oraz śmiecenie na trasie. Chodziło jednak o przywrócenie dumy do triumfu krajowych zawodników. W ubiegłym roku wszystkie sześć miejsc na podium (kobiet i mężczyzn) zdobyli obcokrajowcy.

Zdani na siebie

Ultra Gobi to bieg rozgrywany na dystansie 400 km w formule non-stop i bez suportu, dla wybranych, głównie zawodników z Chin. Udział może wziąć tylko 50 osób w wieku 18-60 lat. Biegacze zdani są sami na siebie. Punkty kontrolne z wodą zlokalizowane są co ok. 10 km, a tzw. odpoczynku co ok. 30 km. Tam organizatorzy gwarantują miejsce do spania (ale nie nadmiernego, o tym więcej za chwilę), opiekę fizjoterapeutów, pomoc lekarską oraz gorącą wodę. Nie ma jedzenia, ale zawodnicy mogą skorzystać z tego co zapakują wcześniej do swoich worków, które czekać będą na nich na tych punktach. Udział wymaga niezwykle dobrego zaplanowania logistycznego, to jednak nie wszystko.

Trasa

Choć wielu pustynia kojarzy się z przemierzaniem piaszczystych ścieżek, to nic bardziej mylnego. Krajobraz południowej Gobi jest bardzo zróżnicowany, typowego piasku w którym można się zapadać, tam niewiele. Występują za to skały, a ich ostre zakończenia wymaga zaopatrzenia się w dobre obuwie. Spora część trasy przebiega przez ubitą ścieżkę. Ponadto w wielu miejscach przedrzeć się trzeba przez zarośla, kilka razy trzeba przejść przez autostradę. Nie brakuje też koryt rzek i kanionów, które mogą sprawić trudność podczas przemierzania ich w ciemności.

Początek trasy zlokalizowany jest obok 2000-letnich ruin miasta Suoyang, w pobliżu miasta Guazhou. Meta czeka na zawodników w samym mieście Guazhou. Pomiędzy trzeba dobrze nawigować po śladzie GPS wgranym w urządzenie, ale nie telefon. Ten jest niedozwolony i niepraktyczny. Ekran bywa trudny w obsłudze przy deszczu czy śniegu, a i bateria nie trzyma długo – jak podkreślają organizatorzy. Umiejętność czytania mapy też się nie przyda. W Chinach jest brak dostępnych map topograficznych do użytku publicznego.

Wyzwaniem może być również pogoda. Już wg słów mnicha Xuanzanga, który był inspiracją do powstania wydarzenia, a który przemierzył ten odcinek Gobi 14-15 wieków temu (w zależności od źródła): „W ciągu dnia upał rozpala cię jak płomień, w nocy zimno tnie twoje ciało jak nóż„. Warunki pogodowe w tej części Gobi mogą być bowiem ekstremalne.

Może być prawie 30 ° C w ciągu dnia, ale w nocy temperatura spada poniżej zera. Burza śnieżna może pojawić się nieoczekiwanie, a temperatura spaść nawet do -15 stopni. Bywa również dość wietrznie, Hrabstwo Guazhou słynie z silnych wiatrów.

Gdyby tego było mało, konieczne jest uważanie na dzikie psy czy też wilki.

Limity odpoczynku

Ciekawostką na trasie są limity w odpoczynku. Zawodnicy sami decydują gdzie chcą odpocząć i ile, ale organizator zaznacza maksymalny czas ich trwania. Za przekraczanie naliczane są kary czasowe, a także grozi dyskwalifikacja. Zawodnicy mogą przebywać w punktach maksymalnie 2 godziny a 1 godzinę na trasie. Dłuższe zatrzymanie oznacza dla organizatora problem zdrowotny uczestnika i konieczność oceny, czy zawodnik jest zdolny do kontynuowania zmagań. Każde przekroczenie czasu o 30 min powoduje naliczenie 10 min kary (nawet krótsze przebywanie niż 30 min, zaliczane jest jako nadmiar odpoczynku i podlega karze). Całkowity czas odpoczynku w wyścigu nie może przekroczyć 9 godzin, kara nie może przekraczać 3 godzin, w innym przypadku zawodnik może zostać zdyskwalifikowany.

Mała ilość snu, przy wysiłku trwającym ponad 3 doby dla najlepszych (limit wynosi 149 godz.) często wpływa na halucynacje wśród zawodników, którymi chętnie się dzielą na mecie. Li Renli, 4. zawodnik tegorocznej edycji opowiadał np. o zatrzymaniu się taksówki na środku pustyni obok niego, z której pytano się go o wyścig. Zapomniał, że w nim uczestniczy, więc tylko wspomniał, że wyszedł na krótki trening.”

Wymagania

Nie jest tak łatwo znaleźć się na liście startowej tego wydarzenia, głównie ze względu na limit 50 uczestników. Z ogólnych wytycznych należy mieć minimum 20 punktów ITRA uzyskanych w maksymalnie 4 wyścigach, bądź też wykazać się zdobyciem jakiegoś ośmiotysięcznika, ukończeniem biegu na bardzo długim dystansie. Każde takie zgłoszenie wymaga jednak złożenia swojego CV, które rozpatrywane jest indywidualnie.

Medal finiszera – Tiger Tally

Dla tych, którym szczęście dopisze i wystartują w biegu oraz go ukończą, czeka niezwykły medal tzw. „Yangling Tiger Tally” – symbol władzy, autorytetu i triumfu zwycięstwa, gdy połówki będą połączone. Przed rozpoczęciem wyścigu zawodnicy otrzymują lewą połowę niewielkiej statuetki leżącego na brzuchu tygrysa. Drugą połowę dostaną po przekroczeniu linii mety.

Statuetki tygrysów (虎符) były używane w starożytnych Chinach. Lewą połowę otrzymywali miejscowi generałowie, podczas gdy cesarz miał prawa połowę. Dopiero gdy te dwie części się zgadzały, generał był upoważniony przez cesarza do ruchu żołnierzy, było to swego rodzaju potwierdzenie rozkazu. Podczas dynastii Tang praktyka ta była stosowana w chińskich garnizonach rozproszonych po Gobi, a organizatorzy wydarzenia zdecydowali się przypomnieć ideę. Dodatkowo, jak wspominają, akt pozostawiania połowy za sobą, zanim wyruszysz w podróż, oznacza odejście od stałego opiekuna i przysięgę, że wrócisz.

Strona biegu