Z wykształcenia fizjoterapeuta, na co dzień związany ze sprzętem sportowym, zawodnik ASICSFrontRunnerPoland i działacz społeczny, organizator biegów i treningów. Po prostu człowiek „biegowa orkiestra” Przemek Menziński opowiada o swoich początkach, o tym czego unikać, gdy rozpoczynamy aktywność, a także o swoich startach m.in. o łamaniu 3 godzin w maratonie. Zapraszamy do rozmowy.

Sam prowadzisz zajęcia dla początkujących motywując coraz to nowe osoby do aktywności. Często mówi się o tym jak zacząć, ale to może rozpocznę z innej strony – czego nie robić na początku biegowej drogi?

Przemek Menziński: Na początku biegowej drogi nie dać się pokusie startom w zawodach. Do startów w zawodach powinniśmy się przygotować. Sprawność, wytrzymałość, szybkość i technika. To są cechy bardzo ważne podczas każdej aktywności. Na zawodach, te wszystkie cechy muszą zgrywać się w jedną całość plus opanowanie. Fajnie jest ustawić sobie cel i do niego dążyć, ale nie odwrotnie. Zielonym być i wystartować w biegu. Czasem się udaje od tej drugiej strony, pytanie jakie konsekwencje to niesie za sobą. Tydzień, dwa, a może więcej gojenie kontuzji po szaleńczym starcie w zawodach bez przygotowania i treningów. Zdecydowanie każdemu biegaczowi i biegaczce zalecam przygodę z bieganiem od lekkich treningów, by stopniowo zagłębiać się w wyższy poziom. Drugim błędem to biegać samemu. Szczególnie na początku, każdy kto chce sprawdzić się w bieganiu powinien mieć swojego kompana, czy to kolega, żona, koleżanka, a może przyjaciel pies. Uważam, że początki powinniśmy pokonywać razem. Zdecydowanie szybciej człowiek rozwija się w grupie, niż samodzielnie. Tak właśnie ja to poczyniłem. Zanim zacząłem biegać , zaglądnąłem do paru książek i poszukałem chętnych do biegania. Raźniej, można porównać swoje postępy na tle grupy. Bezpłatnie korzystać z doświadczenia i porad.

Twoim zdaniem jaki jest największy z błędów początkujących?

Przemek Menziński: Ubranie spodenek i wyjście w plener biegać bez znajomości swojego organizmu. To, że ktoś jest aktywny w życiu, nie znaczy, że przełoży się to na bieganie. Inne partie mięśniowe, inne obciążenie. Większe obciążenie dla układu kostno-stawowego, układu mięśniowego. Nie wspomnę o znaniu swojej kondycji mięśnia sercowego.

Porywanie się na długie odległości, również nie jest mądrym posunięciem. Poznanie swoich granic jest dobrym argumentem, ale czy na samym początku i bez przygotowania? Odpowiednie przygotowanie uchroni nas przed kontuzjami i popełnianiu podstawowych błędów.

Niektórzy pytają czy zatem na początku lepsza różnorodność czy systematyczność?

Przemek Menziński: Jestem zwolennikiem systematyczności i to zawsze powtarzam swoim znajomym i podopiecznym, którzy przychodzą do naszego stowarzyszenia na zajęcia biegowe. Jeszcze jako młody kolarz byłem tego uczony i mi wpajano. Rezultaty były. W bieganiu jak w każdym sporcie systematyczność to podstawa, a różnorodność to deser za dobrą bazę :)

Dziś jesteś mocno wkręcony w tematykę biegową, prowadzisz treningi, pamiętasz swoje początki?

Przemek Menziński: Moje początki, były bardzo ambitne. Kupiłem swoje pierwsze buty biegowe dokładnie 26 dni przed pierwszymi zawodami, dziś to SKLEPBIEGACZA.PL w Olsztynie. Biegałem bardzo dużo, po żwirowni wokół wsi, gdzie mieszkałem jeszcze z rodzicami. Ułożyłem sobie śmieszny plan, opierałem się na treningach pana Galloway-a. Coś wyszło, chyba muszę wrócić do tego… I tak się zaczęło i trwa do dziś.

Zaczynałeś spontanicznie, a dziś możesz się pochwalić dobrymi rezultatami. Sporego poświecenia wymagało dojście do takiego poziomu?

Przemek Menziński: Zacząłem na wariata, dopiero jak poznawałem tajniki biegania, zacząłem myśleć i analizować. Miałem cel, który musiałem zrealizować. Nie ma rzeczy niemożliwych i w niespełna 3 miesiące z 41:23 zszedłem na 36:38 na dystansie 10 km. Dziś mogę poszczycić się 35:08 na 10 km, a w  maratonie 2:53:13. Na pewno odrobinę czasu trzeba było poświęcić, starty kontrolne, treningi wytrzymałościowe, choćby 20×400 z przerwami 1 minuta. Uwielbiam ciężkie treningi, natomiast bez celu ciężko o motywację.

Szybko się wkręcałeś, zostając „ambitnym amatorem”, jak wyglądała Twoja droga do złamania 3 godzin w maratonie?

Przemek Menziński: Droga była długa. Gdy zacząłem biegać 8 lat temu, nie słyszałem o takim dystansie jak maraton. Może słyszałem, ale nie wiedziałem o co w tym chodzi i z jakim to wysiłkiem się wiąże. Biegałem od punktu A do punktu B. Gdy po miesiącu biegania wybrałem się na bieg o długości 33 km to byłem pewien, że dam radę. Liczyłem, że coś z roweru mi zostało. Mowa o wydolności, sile i charakterze. Wszystko ok , tylko organizm nie był oswojony z tak ciężkim wysiłkiem. Do czego zmierzam, a mianowicie Kolega mi powiedział, że jak ukończę perłę 33km to żaden dystans nie będzie mi straszny. Piekło przeszedłeś, teraz będzie tylko lżej.

3 lata dorastałem do dystansu maratońskiego. Pamiętam tamte chwile, stres, spóźniony pakiet i w konsekwencji wystartowałem dopiero ze strefy 5:25.

Byłem pewien, że uda mi się złamać granicę 3 h w maratonie podczas debiutu. Wydawało mi się, że dam radę. Błędy niezależne ode mnie przyczyniły się do małej porażki. Marzyłem o tym by debiutować z czasem poniżej 3h. Odczekałem kolejny rok, by zaatakować tą samą imprezę i ten sam dystans. Udało się 28.09.2016 złamałem granicę 3h, a dokładnie 2:57:55. Pierwsze co na myśl mi przyszło to mało wybiegania, mało kilometrów bo biodra miałem chyba pod pachami. Dzięki dobremu przygotowaniu uniknąłem kontuzji.

Uniknąć kontuzji udało się też chyba dzięki Twojemu wykształceniu, jesteś fizjoterapeutą. Ta wiedza pomaga? Zazwyczaj biegaczom ciężko zrozumieć, że organizm to jedna wielka machina, i np. ból kolana może wynikać z problemów z kręgosłupem.

Przemek Menziński: Zdecydowanie muszę się z Tobą zgodzić. Każdy myśli, że tylko bieganie się liczy i świat się kręci wokół biegania, a zapominają o podstawie. Każdorazowo musimy przygotować organizm do wysiłku, rozgrzewka przed każdym treningiem, rozciąganie prawie po każdym treningu to u mnie podstawa. Staram się tego schematu uczyć wszystkich, którzy mi towarzyszą w bieganiu na co dzień i w zajęciach które prowadzę. Wiedzy nigdy za wiele. Do tego trening siłowy, bo bieganie to nie tylko „nogi”, ale pracuje cały organizm. Jak często się słyszy, jesteśmy „tak silni jak nasze najsłabsze ogniwo”, musimy więc zadbać zarówno o mocny korpus czy nawet siłę rąk. To jest bardzo obszerny temat, bo należy także zwrócić uwagę na dysproporcje mięśniowe w organizmie. Na pewno świadomość własnego organizmu jest cenną wiedzą w unikaniu kontuzji.

Dystanse ultra stają się coraz bardziej popularne. Też postanowiłeś się z nim zmierzyć.  Stanąłeś na starcie TUT – Trójmiejskiego Ultra Track na dystansie 65 km. Do połowy trzymałeś się czołówki, a potem chyba poznałeś co znaczy „ultra”?

Przemek Menziński: Zima jest okresem wybiegań, łapania kilometrów, by w sezonie startowym można powalczyć o lepsze czasy. Start w ultra zawsze mnie fascynował i chciałem odczuć na własnej skórze. Szosa po mału mnie nudzi, szukam czegoś mocniejszego, większych wrażeń. Nie interesują mnie biegi z przeszkodami, a biegi po nieznanych szlakach, gdzie można zabłądzić i się sponiewierać :) Start w TuT-cie, był dla mnie sprawdzianem moich możliwości, głównie chodziło o psychikę czy poradzę sobie 7 godzin biegania w obcym lesie. Uważam za udany start w TuT-cie. Muszę na pewno posiedzieć nad strategią w letniej edycji, gdyż w zimowej edycji biegłem jak typowy biegacz z ulicy. Zapłaciłem na 30 km. Kryzys utrzymywał się, aż 10 km. Walczyłem z głową, że muszę biec, muszę. Inni  inaczej do tego podchodzili i na finiszu mnie wyprzedzali.

Jakie były Twoje odczucia po biegu, co zaważyło na wyniku?

Przemek Menziński: Po biegu był wielki niedosyt, chęć powrotu na start i raz jeszcze stanąć na starcie i pokazać na co mnie stać. Wynik jest nie do cofnięcia, stało się. Na pewno mogę powiedzieć, że na letnią edycję odrobię lekcje i wstawię się mocniejszy i bardziej doświadczony. Na wyniku, bardzo dużo zaważyła moja głupota. Przed biegiem wymieniłem wkładki w butach z innych butów treningowych. Stopy bolały już na 16 km. Nigdy więcej…

Był odwet, można powiedzieć z sukcesem – 4 miejsce OPEN w kolejnej edycji. Wiele startów masz już za sobą. Co lepsze dla Ciebie, biegi ultra czy jednak krótsze dystanse?

Przemek Menziński: Krótsze dystanse też są super, natomiast jak wspomniałem wcześniej, zaczynam się nudzić tymi cyframi. Chcę zrobić odskocznię od tych międzyczasów  i spokojnie pobiegać z luźną głową.

Rozkręciłeś bieganie w swojej miejscowości. Prowadzisz zajęcia, organizujesz zawody, choćby niedawne Barczewo Biega. Zostałeś też zdaje się wyróżniony za swoja działalność?

Przemek Menziński: Zmieniłem miejsce zamieszkania ze wsi na małe miasteczko Barczewo. Zmieniając adres chciałem swoje środowisko przenieść ze sobą, i udało się. Prowadzę bezpłatne zajęcia dla wszystkich. W niespełna rok udało się rozpowszechnić nasze treningi, oczywiście za pomocą znajomych. Chcę ożywić społeczność miasta i rozpromować nasza gminę. Organizuję biegi w okolicy, również charytatywne. Dzięki swej działalności zostałem zauważony, przez władze miasta i mnie docenili na gali sportu. Dziękuję im za to. Motywuje do dalszego działania.

Przemek Menziński

Mam wrażenie, ze choć jak już wspominałam, osiągasz dobre rezultaty, prowadzisz treningi, organizujesz zawody, mimo wszystko potrafisz nie tracić z oczu tego co najważniejsze. Wielu zatraca się w bieganiu, Masz żonę i córki i potrafisz znaleźć dla nich czas. Jest sposób by to wszystko pogodzić?

Przemek Menziński: Recepta na pogodzenia pracy i hobby, to rozmowa i wyrozumiałość. Złość i nerwy tu nie potrzebne. Nie po to człowiek zakłada rodzinę, by żyć jak pies z kotem. Mam kochaną żonę, piękne i sprytne córki, niedługo wystartujemy w biegu z wózkiem. Liczę, że w konkurencji nie będziemy mieli równych.

To na koniec, Twoje największe marzenie biegowe?

Przemek Menziński: Niezbyt wielkie, bo udział w maratonie zagranicznym oraz ultra górskie. Jedno mam nadzieję spełni się już 13 października. 

Trzymamy kciuki za realizację!

kayano 25