Nie wiem, czy wspomniane w nazwie tych butów 4% pomogły mi w szybszym ukończeniu piekielnie trudnego (najgorętszego w historii!), tegorocznego maratonu w Londynie, ale najbardziej obecnie wyścigowe buty firmy NIKE z pewnością zdały nadzwyczaj wymagający egzamin. Biegnący w nich mistrz nad mistrze, czyli Kenijczyk Eliud Kipchoge wygrał ten maraton w znakomitym czasie 2:04:07 nie dając rywalom żadnych szans. Ja w swoich Vaporfly-iach przybiegłem wprawdzie na metę „trochę” później…, ale też – jak się potem okazało – udało mi się wyprzedzić ponad 31,5 tysiąca konkurentów biorących udział w tegorocznym maratonie nad Tamizą! Z pewnością jakiś udział w tym miały Nike Zoom Vaporfly-ie w których pobiegłem, ale o wszystkim po kolei…

Kilka tygodni przed maratonem, biegnąc na treningu w zupełnie innych butach bardzo mocno skręciłem staw skokowy lewej nogi, uszkadzając torebkę stawową. Niestety nie zdążyła się zagoić do maratonu gdyż cały czas trenowałem, biegając w specjalnym stabilizatorze stawu skokowego. Mimo tego, po każdym treningu kostka mi puchła i bolała, więc wyjeżdżałem do Londynu z dużym niepokojem. Ostatecznie zdecydowałem się pobiec londyński maraton w butach Nike Zoom Vaporfly 4% nie tyle, żeby ewentualnie pobić swoją życiówkę w maratonie o te właśnie 4 %.., ile dlatego, że zrobiłem w tych butach wcześniej długie ponad 30-kilometrowe wybieganie (już z uszkodzoną kostką i w stabilizatorze) i biegło mi się w nich naprawdę bardzo dobrze.

NIKE Zoom Vaporfly 4 %

Od pierwszego kroku Nike Zoom Vaporfly-aie zachwyciły mnie swoimi  ewidentnymi zaletami. Po pierwsze – ich niebywałą wręcz dynamiką oraz sprężystością, po drugie – niesamowitym komfortem (w ogóle nie czułem, że miałem buty na stopach) i po trzecie – fenomenalną lekkością. Dosłownie już po kilometrze biegu zrozumiałem, dlaczego wszyscy bardziej zaawansowani biegacze na całym świecie po prostu zabijali się za tymi butami! Szukali ich dosłownie wszędzie wysyłając zamówienia do polskiego Sklepu Biegacza nawet z Sydney w Australii, czy z Tokio w Japonii. Dla porządku, przypomnę jeszcze, że model  Nike Zoom Vaporfly 4 % to te same buty w których wspomniany na wstępie Kenijczyk – Eliud Kipchoge, uznawany obecnie za najlepszego maratończyka wszechczasów podjął bliską powodzenia próbę złamania bariery 2 godzin w maratonie. Na mecie legendarnego już biegu na torze Monza we Włoszech w maju 2017 roku zabrakło mu zaledwie 26 sekund, aby tą barierę złamać (pobiegł w 2:00:25), w czym bez wątpienia pomogły mu specjalnie stworzone warunki na wyścigowym torze formuły 1 (Kipchoge biegł wówczas za pilotującym go samochodem), ciągle zmieniający się pacemakerzy, ale także i buty Vaporfly 4 %, które firma NIKE przygotowała specjalnie dla niego na tą okazję. I niemal natychmiast po tamtym biegu, te niezwykle szybkie buty… jeszcze szybciej obrosły legendą, stając się obiektem marzeń i westchnień szybkobiegaczy na całym świecie. Tym bardziej, że wyprodukowano ich tak mało, że pomimo bardzo wysokiej ceny, gdziekolwiek się pojawiły, jeszcze… szybciej znikały. Popyt na Vaporfly-ie 4% był tak ogromny, że bywało iż jeden klient nie wahał się kupić za jednym zamachem kilkanaście par tych butów w różnych rozmiarach (a jedna para kosztowała aż 999 zł!) tylko po to, żeby je później jeszcze z zyskiem odsprzedać…

Ponieważ w 2017 roku biegałem już w bliźniaczo podobnym (ale tylko z wyglądu) modelu Nike Zoom Fly oczekiwałem od Vapor-ów dość podobnych wrażeń biegowych, czyli – lekkości, sporej dynamiki i wygody, ale to co zaprezentowały pod tym względem 4 %-owe Vaporfly przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Te buty to bez żadnej przesady… istne demony prędkości ! Dzięki specjalnej, całkowicie nowej piance zoom X oraz zatopionej w podeszwie płytce z włókna węglowego faza odbicia stopy w czasie biegu jest tak potężna, że wydłużenie kroku o 10 cm przychodzi bez najmniejszego wysiłku. Poza tym, charakterystyczne wyprofilowanie podeszwy Vaporfly-iów (w kształcie łódki) sprawia, że pokonywanie wszelkich podbiegów w tych butach jest bajecznie łatwe. Wystarczy bowiem lekkie pochylenie ciała do przodu, a buty poniosą same na szczyt każdej górki… Sprawdziłem to wielokrotnie na moich „przydomowych” trasach biegowych, gdzie mam praktycznie same górki i dołki.  Byłem więc niemal pewien, że na prawie zupełnie płaskiej trasie maratonu w Londynie moje Vaporfly-aie będą śmigać, że hej! Okazało się też, że wspomniana płytka węglowa zamontowana w podeszwie Vaporfly-iów (w odróżnieniu od płytki nylonowej w Zoom Fly-aiach) nadała tym butom większej twardości, ale i również ogromnej sprężystości oraz dynamiki, dzięki czemu nagłe zwiększenie tempa biegu (na przykład w interwałach) przychodzi z wielką łatwością. Dlatego przed londyńskim maratonem nie miałem najmniejszych wątpliwości, co do nieprzeciętnych właściwości podeszwy butów Nike Zoom Vaporfly 4%. Martwiła mnie jedynie ich miękka cholewka, bo nie byłem pewien czy moja kontuzjowana kostka wytrzyma w takiej cholewce dystans maratonu. Okazało się, że martwiłem się niepotrzebnie. Wytrzymała!

NIKE Zoom Vaporfly 4 %

Przed maratonem miałem też nieco obaw związanych z ewentualną przyczepnością Vaporfly-iów na mokrym asfalcie gdyby mi przyszło biec maraton w deszczowym dość często Londynie. Ale i w tym przypadku martwiłem się niepotrzebnie, bo wprawdzie zamiast typowo angielskiej, deszczowej pogody trafiłem na niemalże afrykański upał, to asfalt pod moimi nogami był mokry praktycznie przez cały czas za sprawą tysięcy butelek z wodą, którą wylewali na siebie uczestnicy londyńskiego maratonu oraz specjalnie zamontowanych przez organizatorów kurtyn wodnych. Na tej mokrej nawierzchni, buty nie poślizgnęły się ani razu, mimo, że bieżnik ich podeszwy należy do wyjątkowo płaskich.

Cholewka butów NIKE Zoom Vaporfly 4% jest faktycznie bardzo miękka. Próżno w niej szukać, legendarnej wręcz stabilności butów marki Mizuno, czy też doskonałego wyprofilowania ASICS-a.  Jest za to wspomniana miękkość i spory komfort w okolicy zapiętka. Poza tym w przedniej części buta jest sporo przestrzeni, co może stanowić pewien problem dla osób o szczupłych stopach, ale nie dla tych… pełniejszych. Moim zdaniem, wentylacja cholewki Vaporfly-iów jest również znakomita, choć podobno Eliud Kipchoge miał do niej pewne zastrzeżenia i na maraton w Londynie przygotowano dla niego wersję tych butów z primeknit-ową (czyli – dzianinową) cholewką. Jakby jednak nie było, to moim zdaniem obecna cholewka Vaporfly-iów nie jest wskazana dla biegaczy ważących powyżej 80 kg, bo nie znajdą w niej żadnego wsparcia. Podobnie jak i biegacze ze stopą pronującą (czyli płaskostopiem), bo 4 %-owe Vaporfly-aie  nie wybaczają praktycznie żadnych błędów, ani jakichkolwiek dysfunkcji ruchowych nóg i stóp biegacza! To sprawia, że niestety, nie są to buty biegowe dla każdego biegacza, chcącego pobić swoją życiówkę na dowolnym dystansie. Im ten dystans jest dłuższy, tym wymagania Nike Zoom Vaporfly-iów rosną, oczekując od biegacza naprawdę nienagannej techniki biegu. Ale po prawdzie, firma Nike nigdy nie twierdziła, że buty Zoom Vaporfly są dla każdego biegacza. Słyszałem nawet opinię (i  to od przedstawiciela firmy Nike), że są to buty nie tyle do kupowania (z uwagi na małą ilość tych butów w ogóle oraz ich wysoką cenę), ile do… podziwiania (na sklepowej półce, gdzie niestety też trudno je raczej znaleźć).

Podsumowując, buty Nike Zoom Vaporfly 4% są bez wątpienia butami biegowymi z kategorii wybitnych, choć przeznaczonych dla najszybszych biegaczy, do których ja niestety nie należę. Niemniej jednak po przebiegnięciu w nich ponad 200 km (w tym jednego maratonu) uważam, że w przypadku nawet tak znakomitych butów są jednak pewne ”ale”… Otóż, moim zdaniem, ewidentnej poprawy wymaga cholewka tych butów, w kierunku zwiększenia jej stabilności, bo ta obecna pozwala stopie biegacza zdecydowanie na zbyt wiele swobody.  Problemem jest również dramatycznie szybka zużywalność podeszwy Vaporfly-iów, która sprawia, że po 200 km łącznego przebiegu (w tym jednym maratonie) wyglądają tak, jakby pokonały co najmniej trzy razy więcej kilometrów… Poza tym, tradycyjnym już problemem niemal wszystkich wyścigowych butów firmy Nike są wiecznie rozwiązujące się sznurówki. Już po zaledwie dwóch razach przekonałem się, że wybieganie w Vaporfly-iach bez podwójnego zawiązania ich sznurówek nie ma większego sensu.

W końcowym rezultacie, jestem zdania, że buty biegowe Nike Zoom Vaporfly 4% są prawdziwymi demonami prędkości, ale niestety –  tylko dla doświadczonych i bardzo szybkich biegaczy o nienagannej technice biegu, a także… zasobnym portfelu. Cała reszta, czyli zdecydowana większość zwykłych „klepaczy asfaltu” raczej nie skorzysta z „gwarantowanego” poprawienia ich dotychczasowych życiówek o zastosowane w oficjalnej nazwie Zoom Vaporfly-iów i wyliczone na podstawie badań… mityczne 4%.  Bo z tymi butami jest trochę tak jak z bolidami formuły 1, albo końmi wyścigowymi. Po prostu, nie każdy może i powinien ich dosiadać, nawet gdy go na to stać.

epic react