Paweł Matysiak znany jako Paweł Biega przygodę z bieganiem rozpoczął w grudniu 2008 r., można dodać – przez dziewczynę. I jak sam przyznaje – od tego czasu bieganie stało się jego pasją, stylem życia a w końcu pracą. Na co dzień związany jest ze Sklepem Biegacza Warszawa Powiślea poza bieganiem jego specjalnością są recenzje sprzętu.

Buty do biegania i technologie nie są Ci obce, skąd takie zamiłowanie?

Paweł Biega: Tak na prawdę z chęci pomocy ludziom. Modelowym czytelnikiem mojego bloga jest osoba, która w sklepie z butami staje na wprost całej ściany kolorowych butów i zastanawia się „które?”. W sklepach takim osobom jest łatwiej bo są doradcy, którzy pomogą. Gorzej jest w Internecie. Informacje producentów czy suche opisy w sklepach internetowych często brzmią tak samo w przypadku skrajnie różnych modeli. Który będzie dla danego biegacza najlepszy? Które powinien omijać szerokim łukiem? Takie wątpliwości staram się rozwiewać na blogu, a żeby to robić muszę znać bardzo dobrze buty i technologie.

W twoich recenzjach nie brakowało też rozcinania butów, wiele par rozłożyłeś na czynniki pierwsze?

Paweł Biega: Około kilkunastu par, właściwie wszystkich najważniejszych marek. Fajnie poza technicznymi, ale czysto teoretycznymi rzeczami, zobaczyć jak działają i wyglądają w praktyce. Tym bardziej, że producenci często sami się tym nie chwalą. Można się dowiedzieć, że GELu w Nimbusach nie ma wcale tak dużo jak się z zewnątrz wydaje. Można odkryć że pofalowany Wave w niektórych przypadkach wcale nie jest falą… Chciałbym też zajrzeć i sprawdzić własnymi rękami co kryje się we wnętrzu Under Armour Phantoma.

Czy zdarzyło się, że któraś z technologii stosowanych w butach naprawdę Cię zachwyciła?

Paweł Biega: Zachwyciła nie, choć jest jedna która odkąd śledzę tą branżę bardzo mocno zmieniła buty biegowe i odcisnęła na nich swoje piętno jak żadna inna – boost. Adidas wówczas reklamował się wielkim hasłem „rewolucja w bieganiu” i z perspektywy czasu nie było to slogan bardzo przesadzony. To była to zmiana, która w ostatnim dziesięcioleciu najbardziej namieszała w butach biegowych. Wraz z boostem adidas zyskał produkt, który bronił się sam swoją jakością. Teraz inni producenci też idą tym tropem i zamiast na amortyzacji skupiają się na „zwrocie energii”. Adidas natomiast był pierwszy. Sam zresztą tej jakości uległem, bo choć nie dane mi było biegać w pierwszych boostach, to jak tylko w 2014 założyłem Supervonę Glide Boost 6 to już jej nie zdjąłem. Podobnie miałem ostatnio z Adizero Boston.

Analizujesz rynek sprzętu biegowego już od kilku lat, poza boostem zauważasz znaczące zmiany?

Paweł Biega: Technologicznie najbardziej znaczącą zmianą jaka się dokonała na moich oczach to właśnie wspomniany boost. Da się też zauważyć fakt, że bieganie przestaje być tylko sportem a staje się stylem życia. Sprzęt też idzie w tym kierunku. Dlatego właśnie coraz bardziej zaciera się granica między butem biegowym i lifestylowym. Dlatego to samo dzieje się w odzieży. Ba! Niektóre ciuchy biegowe wyglądają tak dobrze, że szkoda ich brać na trening. Bardzo widać to też w elektronice. Kiedyś elektronika miała być praktyczna: mierzyć tętno, potem czas czyli typowo techniczne elementy. Teraz można mieć zegarek który z jednej strony będzie kombajnem z milionem funkcji treningowych. Z drugiej strony wygląda tak dobrze, że można go nosić i używać na co dzień. Można go sparować z telefonem, może obsługiwać portale społecznościowe, a nawet można pisać na nim wiadomości na Messengrze. Ze stricte treningowego punktu widzenia każda z tych funkcji jest zbędna i niepotrzebna. Z lifestylowego punktu widzenia, gdzie zegarek jest takim trochę manifestem sportowego stylu życia – tak, przydają się.

Być może też czasem dostajesz takie zapytania, czy szeroko rozumiane technologie w sprzęcie biegowym są nam w ogóle potrzebne?

Paweł Biega: Potrzebne. Każda z nich to krok w rozwoju butów. Czasami większy, czasami mniejszy. Czasami jest w nich więcej marketingu niż właściwej jakości ale czasami są to rozwiązania rzutujące na wiele lat w przód. Patrząc bardzo szeroko w latach osiemdziesiątych Asics opracował GEL , który do tej pory ma się całkiem nieźle. Niewiele później Nike stworzył protoplastę dzisiejszych poduszek gazowych Zoom. W ostatnich latach taką przełomową technologią w amortyzacji był właśnie przewijający się już w rozmowie boost.

Technologie dotykają też rozwiązań w cholewkach, które wyglądają coraz lepiej, dają lepsze dopasowanie. Czy pięć lub dziesięć lat temu ktoś myślał że but może mieć cholewkę przypominającą skarpetę? Raczej nie. Teraz to nic zaskakującego. Wszystko to sprawia, że buty poza aspektami praktycznymi wyglądają też coraz lepiej i zahaczają o szeroko rozumiany lifestyle.

Oczywiście nie jest tak, że w każdym nowym modelu czy sezonie pojawia się coś takiego przełomowego, ale patrząc na buty w dłuższej perspektywie to technologie sprawiają, że buty stają się coraz lepsze i ładniejsze

Wiemy, że buty to bardzo indywidualna sprawa, ale masz swoich faworytów?

Paweł Biega: Z czasem o takich faworytów jest mi coraz gorzej, bo coraz trudniej dać się czymś zaskoczyć. Z wszystkich butów biegowych jakie miałem na nogach gdybym miał wyłuskać swoich ulubieńców to wybrałbym trójkę w postaci Supernovy Glide 6, o którym już pisałem, że po pierwszej przymiarce go nie zdjąłem. Rewelacyjnie leży mi też Zante od NB i generalnie uważam, że „lekka linia” w New Balance to jest to co w tej marce jest najlepsze. Trzecim ukochanym butem jest Mizuno Sayonara w wersji drugiej. Wspominany z sentymentem i już nie produkowany mój ideał buta treningowo-startowego. Szkoda, że Mizuno zaczęło go w kolejnych wersach zmieniać a potem całkowicie zarzuciło. Dwójka była najlepsza. Na dwójce Sayonara skończyła się niczym Metallica skończyła się na Kill’em All…

W tym roku przypada 10 lat od kiedy zacząłeś biegać, jak rozpoczęła się Twoja przygoda?

Paweł Biega: Stresująco… Zdarzyło się to pewnego grudniowego dnia pod koniec 2008 roku. Byłem, delikatnie mówiąc, zły na dziewczynę, więc postanowiłem „rzucić wszystko i iść pobiegać”. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Wyszedłem na dwór w czymkolwiek. Pobiegłem jakkolwiek i robiąc dwie solidne przerwy, przebiegłem jakieś 2,5 kilometra. Wróciłem umordowany jak sto pięćdziesiąt, ale tak już zostało…

Stawiasz jednak na biegi uliczne?

Paweł Biega: Aktualnie tak. Poniekąd z tego powodu, że góry mnie trochę rozczarowały a raczej ja się rozczarowałem sobą w górach. Lubię góry i np. będąc ostatnio w Zakopanem nie wyobrażałem sobie jak mógłbym nie iść choć na chwilę pobiegać po Tatrach. Nie mam natomiast tego czegoś, aby nawet ciężko trenując we względnie płaskich lasach móc dobrze biegać i napierać po górach. Kiedyś próbowałem i ukończyłem kilka górskich biegów jak Rzeźniczek, Bieg Rzeźnika i Maraton Gór Stołowych. Było to ciekawe doświadczenie, ale idąc dalej czuję, że nie jestem w stanie się tak przygotować, aby nie „umierać” na trasie i walczyć o coś więcej niż tylko ukończenie. Pochłonęło by to zbyt wiele mojej energii i czasu. A czas sobie cenię i chcę mieć go trochę dla siebie. Wolę zostać na ulicy i lekkim trailu czyli w środowisku jakie mam na codzień pod nosem.

Twoją pasją są też rowery, „Paweł biega” czy jednak „Paweł kręci”?

Paweł Biega: Zdecydowanie Paweł Biega, choć jestem typem człowieka, który musi coś robić i jak nie będzie biegał to będzie jeździł, skakał lub nauczy się żonglować. Zanim nie biegałem to sporo jeździłem. Jak po kilku latach biegania skręciłem kostkę i z dnia na dzień wypadłem z biegania to… znów wsiadłem na rower. Generalnie im więcej biegam tym mniej jeżdżę. Im więcej jeżdżę tym mniej biegam.

Początkowo relacje z rowerowych wypraw i rowerowe perypetie opisywałem w zakładce na pawelbiega.pl ale w pewnym momencie okazało się że najlepszym wyborem będzie przeniesienie tego na zupełnie nową domenę pawelkreci.pl. Powód był bardzo prosty. Znajomi biegowi i rowerowi to zupełnie dwa światy. Nie mam nikogo kto jednocześnie jeździ z nami na nasze rowerowe wypady i regularnie biega i startuje w zawodach.

baner-saucony-denim-1