Sezon maratonów wystartował. Mówi się, że „maraton to setki przebiegniętych kilometrów, ostatnie 42 to tylko finisz”, będące zwieńczeniem długich przygotowań. Zwłaszcza pierwszy start na królewskim dystansie wzbudza najwięcej emocji, euforii wyczekiwania mieszanej ze strachem czy uda się podołać.

Ostatnie dni przed startem to idealna okazja by lepiej przyjrzeć się temu co nas czeka, przeanalizować profil trasy, sprawdzić co organizator przygotował na punktach odżywczych. To także czas by upewnić się w kwestiach logistycznych takich jak: godziny otwarcia biura zawodów, funkcjonowania komunikacji dojeżdżającej w okolice startu i przygotowania sprawdzonego sprzętu startowego.

To okres w którym lepiej już nie eksperymentować, a na co jeszcze zwrócić uwagę? O tym rozmawiamy z Piotrem Suchenią prowadzącym treningi przygotowujące do Orlen Warsaw Marathon organizowane przez markę ASICS i SKLEPBIEGACZA.PL

Jak treningowo mógłby wyglądać ostatni tydzień?

Piotr Suchenia: Przede wszystkim na przysłowiowe „pół gwizdka” czyli lepiej mniej niż więcej i za wolno niż za szybko. W tym tygodniu najważniejszym środkiem treningowym jest odpoczynek i na nim powinniśmy się skupić. Oczywiście nie znaczy to, że nie możemy trenować. Musimy ;) ale spokojnie, lekko, bez szaleństwa. Będzie to szczególnie ciężkie, gdyż nogi po zmniejszeniu obciążeń zaczną się „szybciej same kręcić” co automatycznie spowoduje wejście na większe prędkości. Warto w tygodniu pobiec krótki akcent na prędkości okołostartowej, żeby aż do startu, przez cały czas lekko bodźcować organizm zadanym obciążeniem. Ostatni trening przed startem to typowy rozruch, kilka km spokojnego truchtu, gimnastyka i kilka przyspieszeń dla pobudzenia. Warto ten trening wykonać na miejscu zawodów, jeżeli przyjeżdżamy z „daleka”, żeby rozkręcić nogi po po podróży. Oczywiście rozruch wykonujemy dzień wcześniej niż start ;)

Jak oszacować czy jestem gotowy/a osiągnąć dany wynik w maratonie?

Piotr Suchenia: Na podstawie realizacji założeń treningowych i startów kontrolnych. Innej drogi nie ma. Jeżeli trening szedł dobrze, na prędkościach startowych biegało się nam swobodnie a starty kontrolne to potwierdziły, zakładany wynik w maratonie powinien być przysłowiową wisienką na torcie, ale trzeba pamiętać że to maraton a maraton uczy pokory.

Zdarzały się Tobie jakieś maratońskie wpadki w ostatnim tygodniu?

Piotr Suchenia: Treningowe całe szczęście nie, ale sporo innych, logistycznych na które nie miałem wpływu. Np. w 2010 roku przed startem w Berlin Maraton. Po dojechaniu na miejsce późnym wieczorem okazało się, że hotel zamknęła policja i nie mamy gdzie spać. Długo trwało, zanim coś znaleźliśmy, gdyż było bardzo późno a całe miasto żyło maratonem i w hotelach nie było wolnych miejsc [Piotr ukończył ten maraton w czasie 02:33:48].

Z Twojego doświadczenia, kiedy mimo przygotowań jednak warto odpuścić start?

Piotr Suchenia: Na pewno w przypadku choroby czy kontuzji. Często słyszę, że ktoś biegnie maraton z niewyleczoną kontuzją czy będąc 2-3 tygodniu po chorobie, albo co najgorsze po kuracji antybiotykowej. To zawsze prowadzi w drugą stronę i nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi. Tu ambicje trzeba odłożyć na bok i kierować się zdrowym rozsądkiem. Zdrowie mamy jedno i nie można nim szafować. Szczególnie w przypadku tak ekstremalnego wysiłku, jakim jest bieg maratoński.

nimbus platinum