Dziewiąta edycja CityTrail zakończona. Zaczęło się od Poznania, pierwszy bieg odbył się 9 stycznia 2010 r. – Grand Prix Poznania. Na sezon 2012/2013 było już 5 lokalizacji: Bydgoszcz, Gdańsk (w kolejnych edycjach funkcjonujący jako Trójmiasto, gdzie zawody odbywają naprzemiennie w Gdańsku i w Gdyni), Olsztyn, Poznań i Wrocław, w których łącznie (pod nazwą zBiegiemNatury) wystartowało 3 tysiące biegaczy. W kolejnym sezonie było już 11 lokalizacji. I tyle też jest do dziś, z tym, że w międzyczasie Gorzów Wielkopolski zastąpiono zawodami w Łodzi. Od od edycji 2015/2016 pod nazwą Grand Prix CITY TRAIL z Nationale-Nederlanden. Jak mówią Organizatorzy:

CITY TRAIL to pomysł, który rozwijał się w naszych głowach przez kilka ostatnich lat. To sposób na wypełnienie luki, a w zasadzie kilku luk w kalendarzu biegowym. Mianowicie: brak biegów przełajowych w okresie jesienno-zimowym, brak biegów na dystansie 5km, a także brak oferty dla najmłodszych biegaczy. Naturalna nawierzchnia biegów przełajowych jest zdecydowanie bardziej przyjazna biegaczom niż asfalt, na którym odbywa się większość zawodów biegowych. Ponadto biegi przełajowe – niegdyś bardzo popularne (wchodziły nawet w skład zimowych Igrzysk Olimpijskich!) i wykorzystywane przez trenerów lekkiej atletyki do budowania formy zimą – zostały niemal zapomniane. Naszym celem jest pokazanie, że w każdym mieście (CITY) można znaleźć naturalne ścieżki do biegania (TRAIL).

Jak to jest pracować na zapleczu tak dużego cyklu? Rozmawiamy z Justyną Grzywaczewską, która przy organizacji działa od sześciu sezonów.

Jak oceniacie obecną edycję?

Justyna: To był trudny sezon, bo na moment przed rozpoczęciem edycji musieliśmy zrezygnować z dołączenia do cyklu Krakowa. Uznaliśmy jednak, że nie traktujemy tego jako porażkę, a jako naukę, bo musieliśmy gdzieś po drodze popełnić błąd. Musieliśmy szybko odsunąć od siebie negatywne wydarzenia związane z Krakowem i działać z dużą determinacją w naszych 10 lokalizacjach. Rynek biegów jesienno-zimowych zmienił się w ciągu jednego roku znacząco, postało dużo lokalnych imprez, które siłą rzeczy są naszą konkurencją. Było więc inaczej niż w poprzednich latach, kiedy wydaje się, że mniej wysiłku kosztowało nas namówienie tych 10 000 biegaczy do udziału w naszych biegach. Niezmiennie jednak już po zakończeniu sezonu śmiało mogę powiedzieć, że jesteśmy usatysfakcjonowani, bo przez te sześć miesięcy namówiliśmy do biegania setki nowych osób, a kolejnym pomogliśmy w przekraczaniu wynikowych granic.

CityTrail

Fot. Karolina Krawczyk Photography

Najbardziej przyjemny moment z tej edycji, który utkwił Ci w pamięci to…?

Justyna: Przyjemnych momentów jest wiele – to dzieciaki z najmłodszych kategorii głośno wyrażające gotowość do startu, to sukcesy zawodników z naszego CITY TRAIL Team, którzy znakomicie radzą sobie na trasach, to też radość osób docierających na metę na końcu stawki, z faktu, że udało im się pokonać 5 km. Ale takim szczególnym momentem – choć nie nazwałabym go przyjemnym, a raczej bardzo wzruszającym i jednocześnie budującym – była dla mnie rozmowa z jedną z zawodniczek, która po biegu opowiedziała mi historię swojej choroby – białaczki i walkę z nią. Pamiętam, że bardzo się starałam, by powstrzymać łzy, ale ostatecznie i tak poległam.

Za Wami 9 sezonów, nie czujecie znużenia organizacją?

Justyna: Znużenie?! No skąd! CITY TRAIL jest niezwykle dynamicznym projektem, przemieszczamy się po całej Polsce, współpracujemy z wieloma bardzo różnymi osobami i co najważniejsze – ciągle spotykamy nowych biegaczy, więc tak bardzo szczerze, kompletnie nie czuję rutyny w naszej pracy. Prawdą jest, że pod koniec każdego sezonu, kiedy mamy już około 50. imprez za sobą czuję pewne zmęczenie i cieszę się na myśl, że będziemy mieć przerwę, ale kiedy przychodzi ostatni bieg zawsze pojawia się w głowie myśl o tym, że szkoda, że to już koniec, że w sumie to 2 tygodnie odpoczynku by wystarczyły i moglibyśmy ruszać z kolejną serią biegów!

CityTrrail

Fot. Piotr Dymus Photography

Skąd czerpiecie motywację do pracy?

Justyna: Największą motywacją do pracy jest fakt, że ta praca to nasza pasja, która wypełnia nasze życie. Nie jest to oryginalne stwierdzenie, ale prawdziwe i często je podkreślam. Jesteśmy w pełni przekonani do tego, co robimy, chcemy się ciągle uczyć – to nas napędza.

Czy mimo tak sporego doświadczenia, zdarza się, że w kwestiach organizacyjnych coś Was jeszcze zaskakuje?

Justyna: Oczywiście. Świat się zmienia, przepisy się zmieniają, ludzie się zmieniają, w każdym roku pojawiają się sprawy, których się nie spodziewamy. Ale najbardziej zaskakująca bywa natura, która potrafi zaserwować nam pół metra śniegu na trasie w drugiej połowie marca.

Skoro o naturze mowa. Zawody City Trail odbywają się zazwyczaj własnie w miesiącach charakteryzujących się śniegiem, błotem, deszczem. Pogoda nie jest dla Was przeszkodą? I kilkugodzinna praca w takich warunkach? Czy zdarza się, że potem musicie to odchorować?

Justyna: Trafiłaś z tym pytaniem w punkt! Praca w jesienno-zimowych warunkach to największe wyzwanie naszego cyklu. Bywa naprawdę ciężko, bo mieliśmy już biegi w ponad 20-stopniowym mrozie, czy w ulewnym deszczu i czasami są jakieś konsekwencje pracy w takich ekstremalnych warunkach, ale tutaj istotne jest, że mamy stałą ekipę, która zwyczajnie jest zahartowana – w podwójnym tego słowa znaczeniu – z jednej strony psychicznie, a z drugiej – fizycznie. Naprawdę bardzo rzadko chorujemy, a marudzenie w ekipie zdarza się jeszcze rzadziej.

Jak z reguły wygląda Wasz plan dnia w weekend zawodów City Trail?

Justyna: Pobudka – w zależności od lokalizacji i odległości z noclegu na miejsce biegu – między 4:15 a 5:45. Każdy ma swoje ulubione śniadanie – jedni preferują owsianki z owocami, inni kanapkę z tuńczykiem, a jeszcze inni piją tylko kawę lub jogurt. Na miejscu biegu jesteśmy między 6 a 6:45 – to też zależy od lokalizacji – im większy bieg, tym więcej czasu potrzebujemy na rozstawienie. Pracujemy w stałym składzie, więc wszyscy wiedzą, co mają robić i praca idzie sprawnie, a im jest zimniej tym sprawniej, bo nikt nie chce marznąć ???? O 8:30 mamy pełną gotowość i to jest moment otwarcia biura zawodów. Dalej plan dyktuje harmonogram imprezy – obsługa biegaczy w biurze zawodów i depozycie, od 9:30 trwają biegi dla dzieci, o 11 jest start biegu głównego, następnie najwięcej pracy ma bufet z herbatą, izotonikiem i przekąskami oraz znowu depozyt. O godz. 12 zazwyczaj w naszych biegowych miasteczkach zaczyna się robić pusto, a do około 13 jesteśmy spakowani i gotowi do drogi – albo do kolejnego miasta (jeśli to sobota), albo do domów (jeśli niedziela). Oczywiście jest jeszcze wspólny obiad. W soboty, kiedy dojeżdżamy do kolejnej lokalizacji, zazwyczaj od razu część ekipy idzie biegać, część przygotowuje herbatę na kolejny dzień – zawsze przed weekendem mamy wyznaczone osoby odpowiedzialne za herbatę. Kiedy już wszystkie obowiązki mamy za sobą, jest czas na relaks, jakieś piwo, dowcipy, czasami wspólne oglądanie zawodów, np. skoków narciarskich.

CityTrail

Fot. Karolina Krawczyk Photography

W kolejnych edycjach możemy spodziewać się jakiś niespodzianek? Nowych lokalizacji?

Justyna: Nowej-starej – jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli dołączymy Kraków. Mamy też kilka pomysłów dotyczących formuły całego cyklu, ale jeszcze za wcześnie, by mówić o szczegółach. Pewne jest, że przed nami co najmniej 3 sezony, bo to okres, na jaki mamy zagwarantowaną współpracę z Nationale-Nederlanden.

baner trail