W swoim pierwszym biegu ultra wystartowała w 2014 r., rok później na dystansie 65 km podczas Dolnośląskiego Festiwalu Biegowego. Zajęła 7 miejsce OPEN i pierwsze wśród kobiet z czasem 7:50:55. Szybko wkręciła się w świat biegów ultra osiągając stale czołowe lokaty. W ubiegłym roku podczas Mistrzostw Polski Ultra rozgrywanych w Szczawnicy zajęła 3 miejsce wśród kobiet. To nie jedyne sukcesy tego roku. Wygrała 110 km podczas DFBG, zwyciężyła i poprawiła dotychczasowy rekord trasy Dolomiti Extreme Trail. Jej znakiem rozpoznawczym stały się kolorowe stroje m.in. spódniczka. Kim jest Marta i za co pokochała góry? Dlaczego tak często przemierza całą Polskę by się w nich znaleźć? Zapraszamy do rozmowy. Oczywiście odpowiedzi udzieliła będąc w drodze do Krakowa.

„Może by tak rzucić i wyjechać w góry”, chyba nie masz z tym problemu przemierzając często trasę z północy na południe, co ciągnie Cię w góry?

Marta Wenta: Dla mnie wyjazdy w góry stały się częścią życia. Nie chodzi tylko o trening. Staram się podróżować na południe co miesiąc. Po południu w czwartek wsiadam w Pendolino i w niedzielę późnym wieczorem jestem już w Gdyni. Niby tak mało, a jednak są to conajmniej 3 spore wycieczki na szlaki.  Dla mnie te wyjazdy to przede wszystkim relaks, ładowanie akumulatorów, odpoczynek i przyznam szczerze, że nie wyobrażam już sobie życia bez takich wypadów.

Co mnie tam ciągnie? Chyba nie umiem tego opisać. Przyroda, przestrzeń, ludzie? To odcięcie się od miasta i codziennych obowiązków. Lubię to co robię, ale czasami potrzebuję się nieco wyrwać, bo potem mam dwa razy więcej energii do pracy. Nie znaczy to jednak, że koniecznie chciałabym przeprowadzać się na południe. Nie wiem, gdzie mnie życie poniesie, ale póki co cieszę się, że mogę tam być na tyle często na ile mi się udaje.

Zaczynałaś od biegów ulicznych, pamiętam Twoje obawy przed debiutem w pierwszym ultra, teraz już chyba ta ultra atmosfera pochłonęła Cię na dobre?

Marta Wenta: No chyba jestem stracona. Pamiętam jak Waldek Miś śmiał się ze mnie w Krynicy (2014), że już na pewno przepadnę dla ultra, a ja zarzekałam się, że na pewno NIE. Jak widać miał stuprocentową rację.

W ultra czuję się zwyczajnie najlepiej. Odpowiada mi tempo, fascynuje wielogodzinna walka z własnym organizmem i psychiczny aspekt tak długiego wysiłku. Do tego to jakby połączenie moich dwóch pasji: biegania i gór, i jakoś wcale mi się nie nudzi.

„Veni, Vidi, Wenta” nazwałaś swój profil, ale patrząc na ubiegłoroczne osiągnięcia, chyba można zmienić na „vici” . Brązowy medal Mistrzostw Polski, zwycięstwa m.in. w Janosik a zwłaszcza rekord w Dolomiti Extreme Trail 2017/ Lubisz biegi trudne technicznie?

Marta Wenta: Rok 2017 w ogóle był dla mnie mega dobry! Zawodowo, życiowo, a do tego mogłam się tak świetnie rozwinąć  mojej pasji jaką jest bieganie! Aż się boję, że za dużo tego dobrego. :)

Biegi trudne technicznie? Tak! Po DXT (Dolomiti Extreme Trail) strasznie spodobały mi się strome podejścia, ekstremalne odcinki górskie itd. Są one chyba także moją mocną stroną. Z drugiej strony kiedy na KBL pędziliśmy całkowicie innym tempem po duuużo bardziej łagodnych górach Kotliny Kłodzkiej czułam się równie wspaniale! A spodziewałam się, że znienawidzę tę trasę! Wydaje mi się zatem, że może trochę preferuję trudne techniczne trasy, ale różnorodność jest chyba najlepsza. Co do nazwy to wymyślił ją Bubamara Szara, za co bardzo dziękuję!

Najlepiej starty nocą?

Marta Wenta: Kiedyś (zanim spróbowałam) uważałam, że to najgorsze co może być! Okazało się jednak, że przy świetle czołówki, gdy widzę tylko kilka metrów przed sobą o wiele łatwiej (i szybciej) mi się zbiega.  Zbiegi to w ogóle moja największa słabość. Poza tym polubiłam nocne bieganie,  czas leci wtedy szybciej, no i te cudowne poranki! Nigdy np. nie zapomnę wschodu słońca na Mogielicy w trakcie Wielkolud Ultra 2016. Dodatkowo kiedy startuje się o 20 w piątek, to w sobotę, często koło południa, jest się już na mecie i można cieszyć się dłużej weekendem w górach.

Jak to się stało, że zaczęłaś biegać?

Marta Wenta: Jak już wspomniałam zaczęłam biegać już dawno temu  Jednak dopiero w 2009 roku zaczęłam traktować bieganie nie tylko jako sposób na podwyższenie oceny z wychowania fizycznego (byłam klasową ciamajdą w grach zespołowych), a jako przyjemność. Najpierw pojechałam z moją wf-istką na Bieg Europejski (2009 rok), gdzie startowałam w biegach szkół ponadgimnazjalnych. Po biegu miałyśmy poczekać z koleżanką na moją nauczycielkę, która startowała na 10km. Kiedy zobaczyłam ten tłumik, z lekka szalonych, ale przede wszystkim napełnionych tak pozytywną energią ludzi zapragnęłam spróbować tego samego. Moja nauczycielka stanęła na wysokości zadania i przygotowała mnie do listopadowego startu, jednocześnie przekazują mi tajemną wiedzę jak cudowne jest bieganie i zarażając miłością do tego sportu.

Czy byłaś związana jeszcze z jakimiś dyscyplinami sportowymi?

Marta Wenta: To jest dość trudne pytanie. Już w podstawówce startowałam w szkolnych zawodach i należałam do sztafety, podobnie było aż do końca liceum. Przyznam szczerze, że nie cierpiałam wówczas startów w zawodach, a zwłaszcza presji występowania w drużynie. Biegać dla przyjemności zaczęłam dopiero w 2009 roku, kiedy to wystartowałam w Biegu Niepodległości w Gdyni. Od tamtej pory biegałam co jakiś czas, głównie w wakacje, ale bez jakiejś większej regularności. Dopiero jakieś 3 lata temu zaczęłam trenować intensywniej i co najważniejsze – systematycznie. Inne dyscypliny sportowe? Zawsze uwielbiałam jeździć na rowerze, dużo się nachodziłam w harcerstwie i nabiegałam w dzieciństwie, ale nic poza tym.  Marta Wenta

Co sobie cenisz najbardziej w bieganiu?

Marta Wenta: To uczucie jak biegnę, kiedy liczy się tylko tupot moich nóg, oddech, to co jest naokoło mnie. Człowiek zapomina o problemach i skupia na rzeczach prostych. No i to świetne samopoczucie po bieganiu!  Poza tym ten sport uczy wytrwałości, systematyczności….same plusy!

Trochę borykałaś się z kontuzjami, udało się wyjść na prostą?

Marta Wenta: Borykam się tak trochę cały czas. Na szczęście dzięki stałemu nadzorowi Aleksandry Przytulskiej (FizjoLab) i jej super trafionym radom mogę chyba powiedzieć, że wyszłam na prostą. Powiem tyle, bez regularnych ćwiczeń (wciąż wykonywanych) i pomocy fizjoterapeutki pewnie bym już nie biegała.

Twoje ulubione zawody?

Marta Wenta: O jeja, trudne pytanie. Moim zdaniem każda ma coś w sobie. Dolomiti Extreme Trail zachwyciło mnie atmosferą i przyjęciem jakie nie spotkałam nigdzie w Polsce. Mam zamiar tam wrócić, głównie ze względu na ekipę ( w sumie całą wioskę), która organizuje te zawody. W Polsce najchętniej wracam do Lądka Zdrój na DFBGP – polecam.

Plany na ten rok?

Marta Wenta: Wybieram się na Biegi w Szczawnicy, po zeszłorocznym skróceniu trasy Niepokornego Mnicha (znienawidzony śnieg) chcę go w końcu przebiec w całości. Poza tym Serbia, Włochy i może coś na jesień, ale pozostawiam sobie czas na decyzję.

baner trail