Sport wymaga kompromisów w związkach. Nie zawsze łatwo przekonać drugą połówkę do wspólnych treningów. Piotr Pietrzak ze sportem związany był niemal od zawsze. Od kilku lat wkręcił się w bieganie. Do którego podchodzi ambitnie i sumienne, walcząc o nowe rekordy życiowe. Jego żona Teresa męża zawsze wspierała, sama się jednak nigdy nie angażowała. Dziś na swoim koncie ma wiele ukończonych biegów, w tym także start na królewskim dystansie. I mimo częstego przemierzania ścieżek biegowych już od kilku lat, zdarza się jej powtarzać, że nie lubi tego.

Zawsze u boku aktywnego sportowo męża. Windsurfing, MTB, teraz bieganie. Wcześniej nie byłaś aktywnie zaangażowana w sport. Zapewne więc pytanie, nad którym się zastanawia wielu, czy łatwo być żoną sportowca?

Teresa: To trudne pytanie, tzn. odpowiedź jest uzależniona od stopnia aktualnego zaangażowania Męża w treningi… Kiedyś, gdy nie angażowałam się aktywnie w sport, który uprawiał Piotr, było to dla mnie irytujące, choć z drugiej strony cieszyłam się z Jego poczynań. Gdy uprawiał windsurfing lub MTB (jeszcze gorzej!), przebywałam w towarzystwie, które rozmawiało po polsku, jednak w obcym mi języku, bo mowa była o: bomach, footstrapach, przyboju, żaglach, wiatrach itp, a ja jak ta sierota siedziałam na brzegu i liczyłam ziarenka piasku na plaży. 2 godziny ekscytacji mego męża były 2 godzinami mojej męki i nudy. Sprawa zmieniła się potem, gdy podrósł syn i też zaczął pływać, ale na optymistach. Wtedy miałam już towarzystwo innych mam, które mówiły ludzkim głosem.

Teraz przy bieganiu niezrozumiane było dla mnie przedkładanie treningów nad inne domowe rzeczy, tym bardziej, że Piotr, to niezły leniwiec, uwielbia spać… Odkąd zaczął biegać, potrafi wstać o 6:00 w niedzielę i zrobić wybieganie, tak, żeby mieć jeszcze czas dla rodziny. Bycie ze sportowcem to pasmo kompromisów, nie zawsze łatwych.

Jak to się stało, że wreszcie i Ty dałaś się namówić na wspólne treningi? Jakie były pierwsze odczucia?

Teresa: Nigdy nie lubiłam biegać i nie wiem, czy teraz lubię, chyba nie… Praca, dom, obowiązki, serial… Waga szła w górę, tym czasem na Potrze ubrania wisiały. Choć wcześniej mnie namawiał na bieganie, to ja dojrzewałam do momentu, że zachciałam biegać. Bieganie miało być  środkiem do zrzucenia zbędnych kilogramów, tyle się o tym mówiło w mediach i w domu miałam przykład.

Pierwsze wyjście to luty 2012, wtedy gdy ciemno, gdzie ludzie nie widzą. Udało się parę razy. Na jesień był powrót na dobre. 3 minuty biegania- wrażenie jakby cala wieczność, a do plaży jeszcze daleko! Potem trochę dalej i dalej, mąż mnie denerwował gdy podpowiadał, a przecież chciał dobrze. Potem dystans zaczęłam wydłużać. Było dalej i dalej. 

Biegasz, jednak jak sama podkreślasz – nie lubisz biegać. Co więc ciągnie Cię do wyjścia z domu?

TeresaBieganie wciąga jak narkotyk, na szczęście to zdrowe uzależnienie. Bieganie stało się świetnym sposobem spędzania czasu. Zapoznałam wielu fantastycznych ludzi, których połączyła pasja biegania. Ludzi, którzy w życiu robią rożne rzeczy, a wieczorami lub w weekendy odcinają się od tego i po prostu cieszą się życiem. Kocham ludzi (choć czasem są okropni) i to własnie chyba oni przyciągają mnie najbardziej. Można spędzić czas uprawiając sport, ale także, przy okazji rozwijać się, bo przecież każdy z nas jest inny, od każdego czerpiemy jakąś wiedzę bądź wzorce – zawsze tylko te lepsze! Po prostu zamiast siedzieć przed telewizorem, biegam.

Systematyczne treningi zaowocowały progres. Łatwo przychodził? 

Teresa: Niestety nie! Mój Mąż wie najlepiej, bo to jemu, gdy już miałam okazję z nim biec, najwięcej marudziłam. A to, że buty mnie cisną, że brzuch skacze, a to piersi itp. 

Kiedy już biegałam regularnie na treningach, Piotr zaproponował mi dołączenie w soboty na parkruna [cotygodniowe biegi na dystansie 5 km rozgrywane w różnych lokalizacjach na całym świecie]. Po pierwsze wstać w sobotę na 9:00(!?), po drugie 5 km biegu- ciągłego?  Brzmiało jak abstrakcja. Udało się. Teraz sobota bez parkrun, to nie sobota! Potem przyszedł czas na pierwsze starty w zawodach, pierwsze wybiegania w lesie itd. Powoli coraz bardziej zwiększałam kilometraż. Zawsze też biegowi przyjaciele pomagają, dopingują, wierzą w moje możliwości. Zazwyczaj nie jest łatwo, to ciężka praca, raz jest przyjemniej innym razem ciężko, ale na mecie jest ZAWSZE satysfakcja!

Teresa Pietrzak wycieczka

Czy bieganie wpłynęło na Twoje życie? Nie tylko w kwestii wylegiwania się w łóżku choćby w weekendowe poranki? Wspólna pasja zmieniła coś w podziale obowiązków domowych?

Teresa: Jestem nagminnie niewyspana…. Sobota parkrun, niedziela inne przyjemności biegowe, bałagan w domu. W sobotę po parkrunie zawsze razem robimy zakupy, spędzamy razem więcej czasu. Teraz to ja więcej mówię o bieganiu i zamęczam znajomych i rodzinę. Jednak to chyba ja, mimo wszystko, mam więcej obowiązków domowych. Muszę podkreślić, że zawsze się uzupełnialiśmy, Piotr potrafi mnie zaskoczyć pozytywnie!

Twój mąż Piotr, już zaprawiony w bojach przyjął Twoją chęć do wspólnego uczęszczania na treningi?

TeresaBardzo pozytywnie! Ale od początku umówiliśmy się, że On „robi: swoje, a ja „swoje” inaczej, to nie miałoby sensu! Tu taka opowieść. Gdy przychodziłam na pierwsze treningi była nas garstka, głownie sami mężczyźni. Górę brał testosteron i szybkie bieganie, ja zostawałam w tyle…było ciemno, zimno i samotnie. Wtedy koledzy pytali Piotra – a Żona? Co z nią? Piotr odpowiadał – My jesteśmy dogadani. Ksywka Żona pozostała.