Wyczekiwany odpoczynek. Czasem niepokój, znów trzeba będzie zaczynać od nowa. Po ostatnich startach to dla wielu nastał okres roztrenowania. Brak reżimu treningowego bywa trudny do zniesienia, gdy dopada jesienna chandra. Przerwa dla trenujących dużo i systematycznie jest jednak konieczna, bo jeśli nie dobrowolna to najprawdopodobniej z czasem będzie przymusowa – kontuzja.

Amatorzy biegają często za dużo. Do tego nie wysypiają się łącząc codzienne obowiązki i pracę z treningami, nie dbają o dobre jedzenie. Dość często są jak bomba z opóźnionym zapłonem. Chodzi o to by ją rozbroić przed odpaleniem – podkreślają fizjoterapeuci. Jak to zrobić? Roztrenowanie bywa jak odcięcie kabla przed wybuchem. I więcej nim można zyskać niż stracić.

Przerwa – oczywista oczywistość

Idziesz pobiegać bardziej z przyzwyczajenia niż chęci? Przy odpoczynku – głód biegania powróci. Wiele mówi się o tym, że roztrenowanie to niedoceniany okres dla zdrowia nie tylko fizycznego, ale i psychicznego. Więcej czasu dla rodziny i Przyjaciół. Specjaliści SKLEPBIEGACZA.PL to nie tylko zaznajomieni z nowinkami technologicznymi doradcy, to także biegacze. Zarówno na poziomie amatorskim jak i startujący w imprezach krajowych o jak najwyższe lokaty. Czym jest dla nich roztrenowanie i co w tym czasie robią?

– Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdego interesuje o ile poprawiło się życiówkę na konkretnym dystansie, jaki wykonało trening. Ale właśnie to jest bardzo ważne w przypadku traktowania biegania, jako walki o konkretny progres. Właśnie to, że mamy wobec siebie konkretne oczekiwania, czasem też za dobry wynik, kciuki trzymają znajomi, rodzina. Taka mała presja, którą de facto sami sobie stwarzamy powoduje, że to nieustanne rzeźbienie czasu na trening, planowanie jednostek, czy taktyki na start jest obciążeniem psychicznym. Natomiast łączenie treningów i pracy jest męczące fizycznie. Dlatego właśnie każdy powinien sobie raz na jakiś czas zrobić taką małą przerwę. To jest – cytując klasyka – oczywista oczywistość – zaczyna Sebastian Bielski.

Co robić?

– Co robiłem przez ostatnie 10 dni roztrenowania? Zwyczajnie obijałem się. Jadłem to, na co miałem ochotę i kiedy miałem ochotę. Starałem się jednak wszędzie chodzić na piechotę, żeby się całkiem nie rozleniwić. Kiedy wyszedłem na pierwszą od tych parunastu dni dychę, mimo spokojnego tempa, przypomniałem sobie, jak to jest się zmęczyć. Czyli w sumie cel osiągnąłem – odpocząłem i zatęskniłem za treningami. Bez tej przerwy, ciężko byłoby wykrzesać w sobie chęci na wychodzenie na trening. Póki co spokojnie klepię kolejne kilometry, pilnuję się z treningiem stabilizacji i sprawności. Krótko mówiąc – buduję fundamenty, pod szybkie bieganie w kolejnych miesiącach – komentuje Paweł.

Okres roztrenowania to chyba najprzyjemniejszy czas w ciągu roku. Mój sposób na ten czas to, korzystanie przede wszystkim z życia, ale oczywiście w sposób aktywny fizycznie – uzupełnia Magdalena Miszewska specjalizująca się w startach na stadionie – w tym okresie robię rzeczy, które są zakazane w okresie przygotowawczym jak i startowym. Jazda na rowerze czy rolkach, towarzyska gra w siatkówkę czy piłkę nożną, zajęcia z jogi lub tańca i wiele innych. Przy tak urozmaiconym wyborze spędzania czasu wolnego nie zapominam również o stabilizacji, siłowni czy lekkich rozbieganiach. W tym okresie ważne jest, aby wzmocnić mięśnie głębokie oraz popracować nad sprawnością ogólną – dodaje.

Może squash/wspinaczka/bouldering?

O podsumowanie swoich startów pokusił się Michał Garczarczyk mający za sobą starty w tegorocznych maratonach w Berlinie oraz w Nowym Jorku – choć za mną sezon ze stosunkowo niewielką ilością startów (9), to był on był niezwykle intensywny. Dwa jesienne maratony, które były pierwszymi w, zwiększony kilometraż, z 3369 km w ubiegłym sezonie do 3899 km w tym oraz cała masa treningów wykonywanych pod konkretne cele. To wszystko powoduje, że w moim przypadku okres roztrenowania trwający 3-4 tygodnie, to przede wszystkim odpoczynek dla głowy, nabrania dystansu do biegania i głodu biegowego. To też oczywiście również czas na odpoczynek dla organizmu. Nie oznacza to jednak leżenia plackiem i nic nie robienia. „Kiedy idziemy na squash?” to pierwsze pytanie, które pada ze strony trenera tuż po ostatnim starcie. Odkryty kilka sezonów temu squash daje przede wszystkim niesamowitą frajdę z gry, dużo zabawy, a przy okazji pozwala uruchomić mięśnie, których podczas treningu biegowego nie używamy tak często. Inną aktywnością, która pozwala popracować innym partiom mięśni jest wspinaczka oraz bouldering. W tym przypadku aktywizuję i rozluźniam moje pospinane mięśnie grzbietu oraz wyginam nogi łapiąc nieco luz w stawie biodrowym, zwiększając tym samym zakres ruchu w nim. No i ponownie, tak jak w przypadku squasha, tak i tutaj znajduję całą masę dobrej zabawy. Do tych aktywności dodaję moczenie się w basenie i regenerację w saunie, rolowanie oraz rozciąganie, a jeśli pogoda na to pozwala, to wskakuję na rower i ruszam w okoliczne lasy. Także osobiście stawiam na aktywny odpoczynek od biegania, podejmując aktywności, których w sezonie biegowym nie podejmuję z uwagi na skupieniu się na treningach i realizacji zakładanych celów.

Jeśli ktoś obawia się po okresie roztrenowania straci zupełnie formę i nic nie nabiega, to uspokoję podając swój przykład. W ubiegłym sezonie po 4 tygodniowy odpoczynku i 2,5 miesięcznym okresie treningów (z czego pierwsze 2 tygodnie, to spokojne wybiegania) byłem w stanie przygotować się do półmaratonu, poprawiając w nim życiówkę o 1,5 minuty. Także spokojnie, forma nie chart, dogonicie ją – kończy Michał.