Bieganie wciąga. Trzeba umieć znaleźć równoważnie w życiu. W realizacji celów i marzeń ważne jest oparcie w Przyjaciołach i rodzinie. Czasem biegającej, czasem nie. Jak jest być niebiegającą żoną biegacza i triathlonisty? Na to pytanie zdecydowała się odpowiedzieć Rosselina Obłuską. Jedna z najgłośniejszych kibicek podczas zawodów. Zwłaszcza, gdy obok niej trasę przemierza mąż Rafał.

Nie jesteś związana ze sportem, mimo to świat sportu nie jest Ci obcy. Jesteś obecna na zawodach, kibicujesz dzielnie wspierając swego męża Rafała, który wkręcał się w bieganie, a potem triathlon. Jak przyjęłaś zaangażowanie Rafała w sport?

Rosselina: Faktycznie sama nie jestem zaangażowana w sport. Nigdy nie byłam typem sportowca. Próbowałam biegania na krótkich dystansach i gry w piłkę ręczną w szkole podstawowej, ale to nie było dla mnie. Jedyne co sprawiało mi ogromną przyjemność to balet. Uczęszczałam na zajęcia baletowe przez 6 lat. Byłam elastyczna. Pięknie wykonywałam taniec brzucha, założenie nóg za głowę czy szpagat to była pestka, ale to było dawno:) Teraz jestem szczęśliwa szczęściem Rafała. Jego zaangażowanie w bieganie, w triathlon, to zbawienie dla Niego (dawniej uprawiał siatkówkę) i dla całej naszej rodziny. Początek był euforyczny, jeździłam z Nim na każdy bieg, kibicowałam. Przeżywałam każdą nową życiówkę. Teraz czekam na sukces w maratonie, bo to jest Jego cel. Wspieram Go jak mogę, jestem wyrozumiała, zawsze byłam. Uważam, że małżonkowie muszą mieć do siebie zaufanie, muszą zostawiać sobie miejsce tylko dla siebie, czyli każdy musi być trochę egoistą w związku, mieć swoje pasje i się w nich realizować.

Mocno zmieniło to Wasz tryb życia? Treningi, wyjazdy na zawody. Wszystko zajmuje sporo czasu. Jak pogodzić to z życiem rodzinnym nie ograniczając realizacji celów drugiej połówki? Rafał kalendarz startów konsultuje z Tobą?

Rosselina: Jeżeli chodzi o zmianę naszego trybu życia, to nastąpiło to, po naszym powrocie do miasta. Mieszkaliśmy przez 5 lat w domu, który wybudowaliśmy za miastem. Rafał spędzał po kilka godzin w samochodzie, w korkach, a ja pracowałam i nieustannie sprzątałam oraz dbałam o nasze gniazdko. Jedyne momenty kiedy siedziałam, to chwile po pracy przed kominkiem. Po przeprowadzce Rafał zaczął biegać, a ja po pracy uwielbiałam zawinąć się w kocyk na kanapie. Mój zmęczony i zestresowany organizm miał zupełnie odmienne potrzeby niż organizm Rafała.

Na dzień dzisiejszy bardzo żyję moją pracą, spełniam się w tym co robię, ale żeby się nie wypalić, staram się cały czas dokształcać i być na bieżąco, w moim zawodzie trzeba. Wyjazdy na zawody są dla nas odskocznią od codziennego zabieganego życia. Czasami nie mogę jechać, ale to nie problem. Młodsza córka Sonia wymaga jeszcze naszej uwagi, ale dajemy radę. Jestem czasami bardzo zmęczona, bo cały czas pracuję zawodowo, a w domu mam „góry” prania, produkowane przez mojego sportowca, ale i to staramy się podzielić miedzy wszystkich członków rodziny. Co do konsultowania startów Rafała, to ostatnio się pogubiłam… Ważne jest dla mnie aby pamiętał o naszej rocznicy ślubu, to dla mnie świętość.

Próbował Cię wciągnąć w bieganie? Nie masz ochoty czasem spróbować?

Rosselina: Bieganie to niestety chyba nie moja bajka. Obecnie nie mam żadnej ochoty na ruch. Siedzę dużo. Mój kręgosłup woła o pomoc, a ja nie mogę się zmobilizować. Jedyne co robię to spacery. Szczególnie kocham Jelitkowo oraz seanse w saunie. Cały czas mam nadzieję, że przyjdzie ten moment. Mam w domu matę do ćwiczeń, piłkę, hantle, nawet hula hop, którym zaraz po zakupie zakręciłam 500 razy, ku zdziwieniu mojej familii. Na tym się skończyło. To był mój mały sukces i tyle mi wystarczyło! Wiem, że źle robię, zwłaszcza, że moja waga też wzrosła, ale chyba potrzebuję jeszcze trochę czasu…

Osoby niebiegające często mówią, że można mieć dość ciągłego słuchania o treningach i startach. W domu często przewija się temat o bieganiu/triathlonie?

Rosselina: W kwestii tematu biegania i triathlonu, to są momenty, że jestem troszkę zirytowana, szczególnie gdy Rafał nie rozstaje się z telefonem i FB, ale wtedy wygadam się, pomarudzę przez chwilę i za jakiś czas wszystko jest ok. Jak już wspomniałam jestem wyrozumiałą żoną, niektórzy (łącznie z moją Teściową) uważają, że jestem zbyt pobłażliwa, ale przecież nie będę się zmieniała po 23 latach małżeństwa i 29 latach znajomości z moim mężem. Tak jest nam dobrze, a poza tym jeżeli ja pobłażam, to On też musi. Nikt nie jest idealny.

Można czerpać radość z kibicowania gdy mroźno lub deszczowo? Czy raczej unikasz takich warunków?

Rosselina: Kibicowanie to dla mnie ogromna frajda. Jestem bardzo emocjonalną osobą, a w trakcie zawodów daję upust tym emocjom. Wiem że to sprawia ogromną przyjemność i dodaje sił startującym, więc krzyczę i gwiżdżę, bo na co dzień jestem raczej powściągliwa, szczególnie w pracy (księgowej nie wypada ha,ha,ha). Dla Rafała to jest przyjemne i mam nadzieję, że mobilizujące. Miałam okazję przekonać się o sile mojego kibicowania na półmaratonie w Warszawie, gdzie Rafał źle rozłożył siły i stracił moc na 18 kilometrze. Moje „dawaj Rafał, jeszcze tylko troszkę” pomogły Mu dokończyć ten bieg. Nie ukrywam, przeżywam bardzo każdy start, denerwuję się, że może się coś złego stać, w końcu nie mamy już po 20 lat, ale wierzę w Jego rozsadek i teraz już też doświadczenie. Warunki pogodowe? No cóż, deszcz i wiatr psują fryzurę, ale już chyba też wyrosłam z tego, aby się tym martwić.

obluscy

W zawodach startują też czasem Wasze córki. Jak odbierasz chęci córek do startów?

Rosselina: Nasze córki to fajne dziewczyny, coraz fajniejsze. Sonia towarzyszyła nam zawsze na zawodach. Gdy ja nie mogę, jeździ z Rafałem i robi zdjęcia. Super sprawa. Ma swoją radochę, czuje się doceniona i pochwalona, a Rafał i ja dumni. Parę razy też pobiegła z Nim, wszyscy mieliśmy satysfakcję. Starsza Sarah to jest teraz nasza duma (zaraz po Rafale). Pierwszy bieg na 10 km to była spora porcja adrenaliny dla nas wszystkich, Rafała rozpierała duma jako biegacza, widziałam jaką radość Jemu to sprawiło (pomimo, że biegł Jej Tempem), mnie rozpierało jako mamę. Miałam łzy w oczach ze wzruszenia, zdawałam sobie sprawę, że to był kawał dobrej roboty. Sarah stała się teraz konsekwentna, regularnie ćwiczy, zdrowo się odżywia, pilnuje godzin posiłków i tego co je. Potrafi spędzić sporo czasu w kuchni, aby przygotować wymyślny, zdrowy i dietetyczny posiłek, bardzo się z tego cieszymy. I tak na koniec, mam nadzieję, że kiedyś uda się nam stanąć na starcie we czwórkę, zrobię wszystko, aby tak się stało.

Baner wyprzedaz