Powstanie teamu Buff Poland Pro Team wywołało spore zamieszanie w środowisku ultra. W zespole, obok Ani Kącka, Marcina Świerc i Marcina Rzeszótko znalazła się Martyna Kantor, która z baletu wskoczyła do krajowej czołówki biegów górskich. Mimo krótkiego stażu biegowego, zdobywając brązowy medal na mistrzostwach Polski  w skyrunningu 2016, zakwalifikowała się do kadry na Mistrzostwa Świata w Długodystansowym Biegu Górskim rozgrywane w Słowenii, gdzie zajęła 29 miejsce. W tym roku zwyciężyła m.in. na dystansie 64 km podczas Festiwalu Biegowego w Krynicy, a także w biegu towarzyszącym na dystansie 22 km rozgrywanego podczas Mistrzostw Europy w Skyrunningu. Jakie były początki? Jakie ma plany? Zapraszamy na rozmowę.

Na co dzień jesteś tancerką i aktorką?

Martyna Kantor: Z tą aktorką nie brnęłabym tak daleko. Z wykształcenia jestem tancerzem, choreografem. Pracowałam co prawda w teatrze, ale był to teatr tańca współczesnego. Tak już jest w zawodzie artystycznym, że wszystko się przewija, jednak aktorką bym siebie nie nazwała.

Dziś numerem jeden jest dla Ciebie taniec czy bieganie?

Martyna Kantor: Taniec jest moją pracą. Na co dzień pracuję w szkole baletowej. Bieganie jest pasją, która zajmuje coraz większą część życia. Pasja nie zawsze jest pracą, może więc właśnie teraz to bieganie jest numerem jeden.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

Martyna Kantor: Pracowałam w teatrze, miałam dużo prób, ciężką głowę. Próbowałam znaleźć coś co mnie trochę odpręży. Przeczytałam na jakimś blogu, że bieganie w takich kwestiach pomaga. Postanowiłam spróbować. Okazało się, że jest to całkiem fajne. Poszłam drugi raz, trzeci…

Dawno temu to było?

Martyna Kantor: 3,5 roku temu, kwiecień 2014.

Marzyłaś wtedy by być w ścisłej czołówce Polski?

Martyna Kantor: Gdzie tam. Gdyby ktoś mi to powiedział, to bym to wyśmiała. Jak byłam młodsza, to nauczyciele w-f pchali mnie w biegi przełajowe czy starty lekkoatletyczne, ale ja bardzo tego nie lubiłam. Jak ognia unikałam wszelkich takich aktywności. Miałam klapki na oczach, dla mnie liczył się tylko taniec. Sport jako taki mnie interesował. Być może do niektórych rzeczy trzeba dojrzeć i podejść do nich nieco inaczej.

Pierwsze treningi to asfalt czy góry?

Martyna Kantor: Mieszkając w Krakowie siłą rzeczy pierwsze treningi zaczynałam po asfalcie, kręcąc pętelki na Błoniach Krakowskich. Przez przypadek po pół roku biegania trafiłam na zawody Grand Prix Krakowa w biegach górskich. Pierwszy raz biegłam pod górę, spodobało mi się to. Poznałam ludzi, którzy zaprosili mnie do swojego teamu – Poranny Patrol. Był prawdziwie poranny. Spotykaliśmy się o 4 rano i biegaliśmy. Dla mnie było to poniekąd morderstwo. Często do 23 pracowałam w teatrze. Długo nie byłam w stanie tak ciągnąć, jednak to dzięki nim wkręciłam się na dobre. Zapisałam się na maraton na Wielką Prehybę. Już więcej nie biegałam po płaskim.

Startowałaś też w biegach ulicznych?

Martyna Kantor: Po dwóch tygodniach biegania przebiegłam półmaraton [rozgrywany podczas IV Maratonu Opolskiego, ukończony z wynikiem 1:45:54], a po czterech miesiącach maraton [15. Poznań Maraton z czasem 3:40:42].

Już wtedy czułaś, że „to jest to” i masz ku temu predyspozycje?

Martyna Kantor: Chyba nie. Dopiero jak zaczęłam biegać po górach, startować i stawać na podium przemknęła taka myśl. Podczas debiutu w Wielkiej Prehybie zajęłam trzecie miejsce i zdobyłam jednocześnie brązowy medal Mistrzostw Polski. Nie wiem czy nie minęłam się z powołaniem [śmiech]. Sukces zawsze napędza. Mnie motywował, po każdych takich zawodach miałam jeszcze większe samozaparcie. Wkręciłam się w bieganie jeszcze bardziej.

Bieganie przeszkadza w balecie?

Martyna Kantor: I tak i nie. Z jednej strony trzymam dobrą kondycję, nie muszę dodatkowo robić swoich treningów tanecznych, mam bazę. Niestety bieganie usztywnia też dość mocno, muszę więcej pracować nad rozciąganiem, by nie stracić tej mobilności.

Najbardziej spodobał Ci się skyrunning?

Martyna Kantor: Chyba jeszcze szukam. Bardzo lubię biegi wysokogórskie. Głównie przez widoki, tereny. Nie powiem jednak czy to jest to i tylko to będę robiła.

Czasem amatorzy żartują, że czołówka przy swoich prędkościach nigdy nie zwraca uwagi na widoki.

Martyna Kantor: Wiadomo, przy trudnym terenie, wysoko, nie można się rozglądać ze względów bezpieczeństwa. Inaczej wywrotka gwarantowana. Na podejściu jak można nieco uspokoić oddech i rozejrzeć się, to korzystam. Biega się zresztą też biegi w takich rejonach treningowo. Główną frajdę z biegania po górach czerpie się chyba właśnie na treningach. Na zawodach trzeba jak to się mówi cisnąć z wywieszonym językiem. Nie ma czasu na zastanawianie się jak jest pięknie. Choć przynajmniej kilka razy podczas startu staram się rozejrzeć dookoła i przypomnieć, że jestem tu właśnie dlatego, że tak bardzo mi się tu podoba, a nie dlatego by być na podium.

Biegając w górach, co zawsze znajdzie się u Ciebie w plecaku?

Martyna Kantor: Zawsze mam folię NRC. Przekonałam się już kilkukrotnie, że bardzo się przydaje. Wybierając się na dłuższą wycieczkę mam też czołówkę. Co prawda nie z biegania, ale na skitourach już dwukrotnie zdarzyło się, że zbłądziliśmy i wtedy się przydawała. W górach po ciemku jest naprawdę ciężko. Mam też żelki – moja słabość.

Zdarzył Ci się kiedyś poważny kryzys na trasie?

Martyna Kantor: Tak, w zeszłym roku w Krynicy podczas startu na dystansie 64 km. Było bardzo gorąco. To był też okres w którym zmieniłam pracę, bardzo źle się odżywiałam. Co nie było mądre z mojej strony. Dopadł mnie kryzys energetyczny. Doczłapałam się do mety, ale było bardzo ciężko.

Co uznajesz za swój największy sukces biegowy obecnie?

Martyna Kantor: Gdy coś udaje mi się osiągnąć, zawsze myślę, że można osiągnąć więcej. Na pewno dużo od siebie wymagam, może czasem zbyt. W tym roku chyba najlepszym takim startem był bieg w Krynicy. Każdy wyjazd, zawody są jakimś wspomnieniem, które gdzieś tam sobie zapisuje i chętnie do tego wracam.

Trenujesz sama czy korzystając z porad trenera?

Martyna Kantor: Korzystam z pomocy od 1,5 roku. Obecnie zmieniłam trenera. Lubię mieć kogoś nad sobą kto mi trochę pogrozi palcem, pokrzyczy. Dobrze, gdy ktoś czuwa nad planem i potrafi nakierować. Nie mam doświadczenia, tanecznie mogę powiedzieć sporo, ale bieganie wciąż jest mi trochę obce, wolę zaufać komuś w tych kwestiach.

Jako Buff Pro Team organizujecie wyzwanie dla biegaczek. O co w nim dokładnie chodzi?

Martyna Kantor: Chcemy ponakręcać się wzajemnie. Większość biegaczy to panowie, może nie było jeszcze zbyt wiele projektów spersonalizowanych typowo dla kobiet. Chcemy z Anią Kącką nakręcić kobiety nie tylko na bieganie, ale po prostu aktywność. Mamy jesień. Przez panującą szarość nasza motywacja spada. Chodzi o to by pokazać, że biegać/ruszać się można też jesienią i zimą.

Rozmawiając o zachęceniu kobiet do biegania bez względu na warunki. Zaczynałaś biegać w grupie, a teraz biegasz sama? Często obawą kobiet jest strach przed przemierzaniem ścieżek samotnie.

Martyna Kantor: Obecnie biegam sama. Do pewnego momentu na treningi wychodziłam ze swoim partnerem, natomiast zaczęłam biegać szybciej [śmiech]. Realizując plan treningowy trzeba się skupić na prędkościach. Zakładam słuchawki na uszy i ruszam. Jeśli jest w planie jakaś wycieczka biegowa czy spokojny trening, to wtedy chętnie ruszam z kimś [więcej o wyzwaniu dla kobiet].

Jakie masz plany na przyszły rok?

Martyna Kantor: Chce się rozwijać. W przyszłym roku na pewno chcę nieco skrócić dystanse. Chcę nabierać prędkości. Długie starty niestety mnie bardzo mocno zamulają. Być może to kwestia braku doświadczenia. Biegam stosunkowo krótko. Chcę startować maksymalnie na dystansach do 25 km. Zarówno zawody skyrunningowe, ale i te uliczne.

baner Buff Polska