Biegnie. Walczy. Kibice klaszczą. Podziwiają. Krzyczą. Po chwili jeszcze z 3 km wcześniej poruszający się z niezwykłą lekkością zawodnik, któremu wydawałoby się nikt już nie odbierze czołowego miejsca, pochyla się. Nogi uginają się pod nim. Pada. Próbuje się podnieść. Znów upada. Podnosi się po raz kolejny. Nie może. Próbuje. Jego ciało jak bezwładne przewraca się. Będąc przed metą walczy. Próbuje poruszać się na czterech. To przewracając się. To znów podnoszą. Grymas na twarzy mieszany z bezradnością wskazuje jak ciężki to jest wysiłek. Za metą leży…

Media przyzwyczaiły nas do takich obrazków. Co więcej, jest ich naprawdę bardzo dużo. Maratony, triathlony, a nawet krótsze zmagania z biegów przełajowych pokazują dramatyczną walkę…

Do odcięcia? To nie my…

– Do odcięcia? To nie takie łatwe – mówi Tomasz Domżalski, przyznając – chciałbym kiedyś doprowadzić się do takiego stanu, to będzie oznaczało naprawdę dobrą formę.

Co robić, żeby nie dopuścić do maksymalnej „bomby na finiszu”?

Tomek wyjaśnia – zacznę może od tego co zrobić, żeby stać się heroicznym bohaterem ostatnich merów. Od razu zaznaczę, że jeśli ktoś marzy o takiej końcówce na ugiętych nogach, to spokojnie, bo nie takie to proste.

• Po pierwsze musisz być w doskonałej formie, w szczytowej, takiej właśnie idealnej na ten dzień, to już zapewne redukuje nam większość z nas, bo przecież znacznie częściej jesteśmy niedotrenowani w dniu zawodów lub przetrenowani.

Być wypoczętym, oczywiście wiąże się z poprzednim punktem, który częściowo wynika również z odpowiedniego ułożenia BPSu (bezpośredniego przygotowania startowego). My szaraczki biegowe nie zawsze mamy idealny transport na zawody, nie najwygodniejszy nocleg a niekiedy na starcie stajemy po 12h szychty. Nie mówiąc już o tygodniu poprzedzającym start.

Nie możesz bać się bólu, nawiasem mówiąc, który podobno nie istnieje i jest tylko chwilowym brakiem komfortu.Wysiłek może boleć, więc trzeba mieć w sobie a właściwie nie mieć tej klepki, która odpowiada za ostrzeżeni przed nadchodzącym zagrożeniem.

Mieć odpowiednie wytrenowanie metabolizmu – systematyczne, wieloletnie treningi kształtują nie tylko nasze mięśnie, wytrzymałość czy szybkość ale również sposób przemiany materii. Biegacze przez duże B, są jak rozpalone piece które są w stanie spalić wszystkie dostępne kalorie. My na szczęście zawsze mamy coś w rezerwie i nie mam na myśli dodatkowych żeli czy batoników.

Mieć jasny cel i determinację. Są one konieczne jeśli chcesz się przewrócić przed metą. Tylko maksymalne zaangażowanie i realność celu, uśmierzają ból. Jeśli nie gramy o wysoką stawkę, albo życiówka już jest poza zasięgiem, nic z tego nie będzie. Szansa na upadek pojawia się kiedy przydarzy się jakiś błąd np. w nawadnianiu.

Warto dodać, błędy splatają się często z warunkami zewnętrznymi, wysoka temperaturą, wilgotność lub jedno i drugie. Nie zawsze jesteśmy w stanie przygotować się do ekstremalnych warunków i na bieżąco uzupełniać wszelkie niezbędne elektrolity. Jest wtedy szansa na przejażdżkę karetką. Jeśli jeszcze przyjdzie do głowy pomysł na oszczędnie sekund kosztem zwalniania na wodopojach, lub dla podkreślenia blond fryzury rezygnujemy z nakrycia głowy przy 30 stopniowym prażącym słońcu, to wręcz mamy gwarancje tej przejażdżki.

Z całej tej stawki warunków i przyczyn „odcięcia” na trasie, dwa są moim zdaniem najważniejsze. W przypadku biegaczy rekreacyjnych to oczywiście odpowiednie korzystanie z bufetów, nakrycie głowy i regularna kontrola stanu zdrowia. Jeśli chodzi o tych ambitnych amatorów, pół-wyczynowców, prawie zawodowców, którzy są bardzo dobrze wytrenowani i w doskonałej formie, tu potrzebna jest odporność na ból, górująca nad wszystkim chęć wyjścia obiema nogami i głową ze strefy komfortu, no i przede wszystkim cel warty poświecenia. Powodzenia !

Tomasz Domżalski Fot. Filip Gomułkiewicz

Tomasz Domżalski Fot. Filip Gomułkiewicz

Tomasz Domżalski – trener, pasjonat i podróżnik.

ASICS poczuj roznice