Przez najbliższe kilka tygodni będziemy Wam przedstawiać naszych przyjaciół.
Ponad dwudziestoosobowa grupa Ambasadorów Sklepu Biegacza to ludzie całkowicie zakręceni na punkcie biegania. Poznajcie ich historie i zobaczcie jak wiele bieganie może zmienić w naszym życiu.

Biegi sprinterskie

Od dzieciństwa żyłem sportowo. Jak większość chłopaków ganiałem za piłką, ścigałem się z kolegami, a także grałem w tenisa ziemnego. Uwielbiałem oglądać wydarzenia sportowe w telewizji, bo to oczywiście napędzało mnie jeszcze bardziej do tego, aby się ruszać. W piątej klasie podstawówki dobrze pobiegłem w biegu na 60m i pojechałem na swoje pierwsze zawody lekkoatletyczne, byłem niesamowicie podekscytowany. Potem jeszcze parę razy jeździłem na „czwartki lekkoatletyczne” i startowałem w biegach sprinterskich pod okiem Dariusza Adamczyka. Kiedy poszedłem do gimnazjum, zawsze byłem najszybszy na sprawdzianach na 60m i trenerzy mówili, abym zapisał się do jakiegoś klubu. Pewnie gdyby nie to, że moja młodsza siostra zszokowała wszystkich, bijąc rekord szkoły w biegu na 60m, nie zacząłbym zawodowo trenować. Po jej świetnym wyniku musiała rozpocząć treningi, a ktoś musiał z nią na nie jeździć. Miałem wreszcie dobry pretekst, aby rozpocząć moją poważną przygodę ze sportem. Zajęcia w „WKS Flota Gdynia” pod okiem Jerzego Słowikowskiego dały mi bardzo dużo. Dowiedziałem się, jak powinna wyglądać porządna rozgrzewka, jak powinniśmy się odżywiać, poznałem szereg różnych ćwiczeń, zarówno biegowych, jak i siłowych. Byliśmy skoncentrowani, aby zwracać uwagę na technikę. Trenerzy dbali nie tylko o nasz rozwój fizyczny, ale także nas wychowywali. Patrząc na to, jakie dystanse teraz biegam, można pomyśleć, że ten okres był stracony. Nic bardziej mylnego. Myślę, że łapiąc te podstawy, udało mi się uniknąć wielu kontuzji. Dlatego jeśli ktoś zastanawia się, na jakie zajęcia sportowe wysłać swoje dziecko, to te związane z lekkoatletyką na pewno będą świetnym wyborem. Udało mi się parę razy stanąć na podium zawodów gdyńskich, jak i wojewódzkich, co zawsze było dla mnie niesamowitym przeżyciem. Dzięki lekkoatletyce mogłem odwiedzić wiele pięknych miast w Polsce, a także dwa razy wybrać się na zawody do Niemiec. Dodatkowo spędziłem wiele wspaniałych, ale oczywiście ciężkich chwil na obozach, które mój klub współorganizował z zespołem „MMKS Gdańsk”.

2

Triathlon

Po pewnym czasie czułem się trochę wypalony w biegach sprinterskich, ale pamiętałem słowa jednego z moich trenerów, abyśmy nigdy się nie poddawali i szukali swojej dyscypliny, w której będziemy się czuli najlepiej. Jeśli chodzi o długie biegi to zawsze mnie do nich ciągnęło :D  Po raz pierwszy wystartowałem na 10km, kiedy jeszcze trenowałem biegi sprinterskie, w biegu listopadowym w 2010 roku (ukończyłem 16 lat i miałem prawo startu). Trenowałem wtedy sprinty, więc przygotowanie miałem na pierwsze 200m :D Bieg przebiegłem w czasie 48:59, więc byłem bardzo zadowolony. Biegałem potem po sezonie parę razy na 10km i najlepszy czas, który wykręciłem to było 45:24. Pamiętam, jak kiedyś przeczytałem, że jest taki triathlon Ironman, w którym zawodnicy muszą przepłynąć 3,8km, przejechać na rowerze 180km, a na koniec przebiec maraton, czyli 42km. Robiło to na mnie wrażenie i uważałem, że jest to niewykonalne. Któregoś dnia przeczytałem, że znani celebryci zaliczyli półironmana. W tym samym czasie zauważyłem,  że w moim ukochanym mieście będą się odbywały zawody na tym dystansie oraz Mistrzostwa Polski w aquathlonie. Stwierdziłem, że wystartuję sobie właśnie w tej drugiej konkurencji. Po skończonym biegowym sezonie zacząłem w wakacje pływać (wcześniej pływałem bardzo mało, bo nie jest to wskazana aktywność przy biegach sprinterskich) oraz oczywiście przebiegać dłuższe dystanse. Kiedy ukończyłem aquathlon na 18. miejscu, wiedziałem, że za rok muszę wystartować w półironmanie.  Cały rok się przygotowywałem porzucając treningi sprinterskie.  Jednak szybkość którą zyskałem, pozostała i zawsze na końcówce finisz mam bardzo szybki. Przed startem w Gdyni wystartowałem jeszcze 6 lipca w małym triathlonie w Kartuzach. Jednak prawdziwy start nadszedł 10 sierpnia. To był niesamowity wyścig, który zapamiętam do końca życia. Chciałem złamać 6 godzin. Jak na mnie, dobrze płynąłem, na rowerze super się jechało i pamiętam jak dziś, kiedy kończąc rower,  po prostu płakałem ze szczęścia, że nawet jak będę iść na biegu, to i tak osiągnę swój cel. Biegło mi się też wspaniale, tym bardziej, że ta konkurencja wyszła mi najlepiej, a mijanie kolejnych zawodników dodawało mi mocy :D  Ukończyłem go z czasem 05:16:46.

1

Maraton

zdjecie-sklep-biegaczaPo triathlonie stwierdziłem, że zawsze marzyłem o tym, żeby przebiec maraton. Czułem się dobrze przygotowany biegowo i postanowiłem w październiku ukończyć te słynne 42,125km w Poznaniu. Podsumowując ten bieg,  krótko powiem tak: cierpiałem strasznie. Przede wszystkim to nie był mój dzień, gdyż nie czułem się dobrze. Ponadto, zacząłem za szybko pierwszą część dystansu. Na mecie stwierdziłem, że półironman był prostszy ;) Dlatego ukończenie maratonu to dla mnie wielka radość. Czas nie był rewelacyjny, bo tylko 03:33:37. Mam nadzieję, że kolejny bieg na 42,125km ukończę, jak będę starszy i uda mi się złamać 3 godziny. Dodatkowo, niech moja historia z maratonem będzie przestrogą dla innych, że z takim dystansem nie ma już żartów i jeśli chcecie startować i walczyć o świetny czas, musicie się dobrze przygotować. Szczególnie, jeśli chodzi o liczbę kilometrów. Uważam także, że w pierwszym starcie nie powinno się zwracać uwagi na wynik, a na to, aby się po prostu dobrze bawić i czerpać radość z tego, że dokonujecie czegoś niezwykłego ;)

Invictus 3City

invictus-3city-logoPo pierwszym triathlonie pasja pozostała. W kolejnych latach również startowałem w różnych triathlonach i niesamowite jest to ciągłe przełamywanie barier. Kiedy kończę każde duże zawody, to bez względu na wynik czuję, że dokonałem konkretnej rzeczy. Marzyłem, aby stanąć kiedyś na triathlonowym podium. Sztuka ta udała mi się rok temu na kameralnym triathlonie Charlotta Zoo Triathlon. Mimo, że uczestników dużo nie było, to właśnie takie małe rzeczy cieszą mnie najbardziej i motywują do pracy.

Rok temu narodził się pomysł, aby stworzyć organizację dla osób młodych, które pasjonują się triathlonem i chciałyby należeć do bezpłatnego klubu w gronie pasjonatów tej dyscypliny. Tak powstał Invictus 3City. Najpierw w formie strony na facebooku, a z czasem powstał do niego blog http://invictus3city.wordpress.com. Na stronie tej pojawiają się nasze relacje z zawodów, porady, ciekawe przepisy, sylwetki znanych sportowców, informacje o wspólnych treningach. Dodatkowo, udało mi się połączyć sport z moją inną pasją, jaką są wystąpienia publiczne. W ramach działalności Invictusa często występuję z prezentacjami dotyczącymi tego, jak sport może pozytywnie wpłynąć na biznes albo o motywacji. Jeśli chodzi o przyszłość, chciałbym ukończyć pełnego Ironmana, a potem pewnie będę wyznaczał sobie nowe cele i dążył do tego, aby je spełnić. Wiem na pewno, że pomoże mi w tym Sklep Biegacza, którego mam zaszczyt być teraz ambasadorem.

adidas running