Przez najblizsze kilka tygodni będziemy Wam przedstawiać naszych przyjaciół.
Ponad dwudziestoosobowa grupa Ambasadorów Sklepu Biegacza to ludzie całkowicie zakręceni na punkcie biegania. Poznajcie ich historie i zobaczcie jak wiele bieganie może zmienić w naszym życiu.

Tak, to ja – „Buła”. Z takim uśmiechem zawsze wpadam na metę. Tak to ja „Buła” – Ambasador Sklepu Biegacza, trochę już dojrzały owoc 2,5 letniego zakochania się w bieganiu. To tyle wstępu. Teraz będzie troszkę o tym, co i jak, kiedy i gdzie, no i dlaczego.
2U mnie na początku było słowo, jak w Ewangelii – „tato! baterię w wadze trzeba wymienić, bo nie działa”. To był 3 stycznia 2014. No kto by miał odwagę odmówić córci? Ja nie miałem. Przy okazji zważyłem się – 117 kg. No to spoko, jutro wracam na delegację do Niemiec, będą znowu kebaby i piwko, przecież dążę do doskonałości, znaczy kształtu doskonałego jakim jest kula.

Czyż, nie wyglądam doskonale? Tak, właśnie tak wyglądałem. Generalnie nie ma dramatu, przecież kawał chłopa jestem. No właśnie… Ale wracam do początku… Po słowie muszą być czyny. No i były, a jakże. Już 5 stycznia… Ci z Was kochani, którzy zaczęli biegać z powodu zbytniego podobieństwa do kuli, niech pierwsi rzucą we mnie starym butem. Kto z was nie przypomina sobie problemów z zawiązaniem butów? A może ktoś tak jak ja usłyszał „trrrrrrrrrr”? Charakterystyczne ” trrrrrrr” pękających spodni. Czekam…
Tak, to był początek. I słowo, i czyn. Wtedy prawdziwy facet we mnie pomyślał: „hmmm, coś z tym trzeba zrobić”. No i zaczęło się. W tajemnicy przed rodziną, najpierw dieta. Mniej i regularnie. Później siłownia. Znaczy rower, steper, no i bieżnia. Tu mam czym się pochwalić… Bieżnia i telefon nie biegną z sobą w parze. Upadek i pięknie wydepilowana łydeczka, tu nadmienię iż nie polecam tego sposobu na depilację paniom bo i długo się goi i nie wygląda zbyt estetycznie. Zostało mi wyjść na światło dzienne. I tak też się stało. W marcu wybiegłem pierwszy raz. „Wybiegłem” brzmi dumnie. Bo ile można przebiec ważąc już „tylko” 112 kg?:) Udało mi się „przebiec” parę kilometrów na przemian z marszem. Jako, że jestem uparty jak osioł i trudny do… to walczyłem. Waga spadała, ja troszkę więcej mogłem przebiec. I wtedy zdarzył się kolejny cud. Przyjechał mój przyjaciel i od niego zaczynając wymienię w tym tekście kilka osób.

3Ten z tyłu to on. Borek. Piotr. Przyjaciel. Nauczyciel. To on mi pokazał wszystko. On mnie nauczył biegać. On, po paru tygodniach, zabrał mnie na pierwsze długie wybieganie. Tak, po paru tygodniach pobiegliśmy ponad 20 km do Frankfurtu i z powrotem. „Pobiegliśmy” to zbyt dużo powiedziane. Do hotelu wracaliśmy już na przemian z marszem. Wtedy też się dowiedziałem, że bieganie może boleć . I bolało mnie wszystko. Dalej biegałem. Coraz więcej i więcej.
W 2015 roku mój przebieg liczę już w tysiącach km. Muszę założyć sobie konto na fb. Potrzebuję go, żeby wiedzieć więcej o zawodach, w których zaczynam startować. Są już jakieś wyniki. Mam się czym chwalić. Waga schodzi do ok 80 kg.
Poznaję biegaczy. Zaczynam się odnajdywać w środowisku biegaczy w Gliwicach. Aż nadszedł ten dzień, w którym poznałem nową namiętność. Pokazał mi ją Paweł Żuk , tegoroczny mistrz Polski w biegu 6 dniowym. „Buła”! Dlaczego ty nie biegasz ultra?” Hmmm, właśnie! Dlaczego?
Luty 2016. Pierwszy mój ultramaraton dookoła Zielonej Góry – 103 km, niecałe 12 godzin. To było coś. Zaraz potem 12-godzinny bieg w Rudzie Śląskiej, prawie 114 km.
I co potem? Jak to co? No oczywiście nowa miłość. Poznałem ją dźięki dwóm takim… Tomkowi Smollowi i Jackowi Obroślakowi.
Ale jak to z nową miłością bywa… ta też miała wszystkie wady poprzednich i oczywiście swoje – dla mnie nowe. Zakochałem się w bieganiu po górach. To dzięki nim i z nimi przebiegłem „Rzeźnika Ultra” na dystansie 100 kilometrów. Mogłem czuć się prawie doskonały. Ale wtedy, nadszedł „Stumilak”.
To on zwrócił mnie na właściwe ścieżki biegowe. Nie ukończyłem go. Dostałem w przysłowiową dupę tak, że bolało naprawdę. I to nie tylko fizycznie.

4Teraz już wiem o sobie i moim „lataniu” dużo, ale nie wszystko. Teraz biegam, bo lubię. Biegam, bo mam na to czas. Nie czuję przymusu biegania na czas. Mogę się angażować w bieganie z grupą SBRT W GLIWICACH.

5Z uśmiechem na twarzy mogę się chwalić tym, że zaraziłem bieganiem wiele osób, w tym kolegów z pracy. Biegam teraz wszędzie – nawet na wakacjach nad morzem. Udało mi się zrobić trening nawet na Wielkim Murze Chińskim.

77Ale najważniejsze jest dla mnie to, że moje bieganie zaakceptowała rodzina. Moja żona też biega ze mną. Mamy swoje trasy asfaltowe, a ostatnio nawet góry się nam trafiły. Biegamy razem również w biegach charytatywnych.

66

Teraz jestem też Ambasadorem Sklepu Biegacza. Można mnie spotkać na czwartkowych spotkaniach biegowych, lub napisać do mnie na facebooku.

Jak ktoś miałby jakieś pytania, uwagi albo chciał trochę wspólnie pobiegać to się polecam. Lubię też święte niedziele – dzień wybiegania.

No i tak dotarłem do mety, tego krótkiego biegu o mnie.

11Pamiętaj! Musi być słowo, czyn i bieganie.
I nigdy nie biegaj sam.
I never run alone.
Niech zawsze będzie z Tobą choć cień i myśli, bo przecież nie można się nudzić biegnąc z takim super człowiekiem jakim jesteście Ty sam, biegacz.

baner-blog-750x250