Rzadko startuję drugi raz  na tych samych zawodach, czy trasach biegowych. Uważam to za stratę czasu, z tego względu, że w Polsce jest organizowanych bardzo dużo biegów i zabrakłoby mi czasu startować kilka razy na tych samych ścieżkach. Jednak z „Mardułą” jest zupełnie inaczej… Dzięki temu wyścigowi zobaczyłem Tatry, które tak mocno pokochałem (tak, to mało odpowiedzialne z mojej strony, by w trudnym technicznie biegu debiutować w biegach górskich). Start w ubiegłym roku, mimo wszystko, nie należał do udanych: brakowało mi pewności na kamienistych zbiegach, sił na długich podejściach i chyba trochę szczęścia… Obiegane buty zaczęły mnie ocierać już od Przełęczy Karb. Miałem dziury na stopach. Każdy płaski odcinek, czy zbieg pokonywałem ze łzami w oczach #takbolało. Z przygodami (2 wywrotki na trasie) skończyłem bieg w czasie 4;28 i 103. miejscu open. Niedosyt pozostał i wiedziałem, że wrócę tu za rok.

No i wróciłem! Wróciłem silniejszy, mądrzejszy i przede wszystkim pewniejszy siebie. Udane starty na Wielkiej Prehybie i Cracovii Maratonie dodały mi mocy w nogach. Celem była pierwsza 50-tka open lub złamanie 4h.

Przed startem

Wstałem po 4tej. Niewyspany. Dawno nie przejmowałem się tak wyścigiem. Przez stres nie mogłem zmrużyć oka (jak za czasów pierwszego maratonu!). Tradycyjnie na śniadanie wjechały kanapki z Nutellą, dodatkowo przegryzane bananem. Po śniadaniu spowrotem wróciłem do łóżka, lecz nie na długo. Stres. Kursowałem do kuwety niczym kot, naprzemiennie faszerując się stoperanem. Gdy problem ustąpił, w głowie rodziły się pytania: Jakie buty założyć na bieg? Czy w trakcie biegu będzie padał deszcz? Jak tak, to w dolinkach będzie błoto i wtedy lepiej pobiec w s-lab Wingsach SG, niż w „zwykłych” Wingsach. Nie mogłem się zdecydować… Do startu zostało 20 minut, a ja jeszcze nie wyszedłem z pokoju. Postawiłem na czerwone s-lab Wingsy z drobnym bieżnikiem. Plecak spakowany, baton w rękę i w drogę!

Start

Mariusz Borowiec - startO godzinie 7:00 ze startu honorowego na Placu Niepodległości w Zakopanem pobiegliśmy na start główny, który znajdował się na Krupówkach na wysokości restauracji Sphinx. Ustawiłem się z Piotrem w 1 lini, na starcie, by uniknąć przepychanek oraz co by na zdjęciach dobrze wypaść (wiadomo, na stare lata trzeba będzie pokazać dzieciom zdjęcia ze startu elity :D).

Ruszyliśmy mocno. Do Ronda biegliśmy w tempie 3;40, po czym spadało ono dość gwałtownie bliżej Nosala :D. Nosal według planu miałem pokonać spokojniej, rozgrzewkowo, by nie przypalić się już na starcie. Wyszło jak zwykle – mocno. Obawiałem się odcięcia w późniejszej części trasy, ale na szczęście ściana się nie pojawiła. Na zbiegu z Nosala wyraźnie brakowało mi rytmu. Zbiegałem ciężko, niepewnie, czasami zatrzymując się i schodząc. Od zbiegu podpiąłem się pod plecy Marcina K.T empo bardzo mi odpowiadało i trzymałem się go dłuższy czas. Od Nosalowej Przełęczy trasa biegu biegła do Murowańca.

fot. Anna Karpiel-Semberecka2-Zbieg z KasprowegoHala Gąsienicowa

Na Hali Gąsienicowej czekała na mnie Kasia. Doping ukochanej dodał skrzydeł i luźniejszej czwórki na zbiegach, czego brakowało mi od początku trasy . Następnie spod Murowańca kontynuowaliśmy bieg nad Czarny Staw Gąsienicowy, gdzie czekał na nas czarny szlak. Prowadził on na niebezpieczny i trudny podbieg na Przełęcz Karb. Ciężko nazwać go podbiegiem, ba! Podejście, co najwyżej… Szybki marsz przeplatany biegiem i Karb pokonałem w 14 minut. Lekko nie było! Mięśnie czworogłowe mocno odczuły to wymagające podejście. Na „spompowanych” nogach rozpoczął się również trudny technicznie zbieg z Karbu. Przy samej końcówce nie trafiłem nogą na skałę (zabrakło paru centymetrów do przodu i obyłoby się bez wywrotki). Leciałem na twarz. Aby uniknąć kontaktu zębów z kamieniami ochroniłem się dłonią i kolanem. Przy upadku szarpnąłem również głową do przodu, co spowodowało nadwyrężenie karku. Ból i sztywność odcinka szyjnego towarzyszyły na szczęście tylko przez kilka kilometrów. Gdy dobiegłem do Czerwonych Stawków, czekał na mnie kolejny ciężki i długi podbieg pod Przełęcz Liliowe. Tutaj również poszło sprawniej, niż w ubiegłym roku. Już na wysokości ok. 1700m. n.p.m. pojawiły się chmury. Biegliśmy w tak zwanym „mleku”. Pierwszy raz przeżyłem coś takiego, to było wspaniałe! Temperatura na Przełęczy wahała się w okolicy 7 stopni – było całkiem rześko Z Liliowego na Beskid, a potem na Kasprowy Wierch, z którego musieliśmy zbiegać aż… 6,5km w dół przez Myślenickie Turnie do Kuźnic.

Zbiegiem do mety

Na początku zbiegu z Kasprowego ponownie zabrakło mi płynności, ale po 2 kilometrach wszedłem w odpowiedni rytm i zacząłem ruszać się szybciej. W trakcie, gdy dobiegałem do Kalatówek, zaczęły odzywać się mięśnie czworogłowe, a na podbiegach łapały mnie skurcze. Częste przystanki, rozciąganie i masowanie mięśni zdecydowanie mi pomogły. W końcu mogłem myśleć o dalszym napieraniu do mety. Na ostatnim zbiegu z Doliny Białego do mety udało mi się jeszcze wyprzedzić jedną osobę. Ostatnie kilometry (po asfalcie) były najbardziej męczące dla moich nóg (ponownie skurcze odzywały się w mięśniu czworogłowym), lecz nie zatrzymywałem się – napierałem! Meta była już blisko.

W Parku miejskim zameldowałem się z czasem 3;37 i 27 miejscu Open.

indekstrasa-mardula-11

* Bieg„Marduły” od 2012 r., będący jednocześnie Mistrzostwami Polski w Biegach Wysokogórskich Skyrunning, od 2014 r. wchodzi w skład elitarnego cyklu Pucharu Polski w Biegach Wysokogórskich Skyrunning. Skyrunning jest najbardziej ekstremalną formą biegów wysokogórskich. Jedną z jego dyscyplin jest SkyRace® – bieg na dystansie ok. 20 – 30 km, rozgrywany na wysokościach powyżej 2000 m, o sumie przewyższeń sięgającej także powyżej 2000m. Jest to jedyny w Polsce bieg odpowiadającym tym wymaganiom.