Jeśli maraton to poezja ruchu, to dla wszystkich startujących w jutrzejszym Orlen Warsaw Marathon (i nie tylko) mamy próbkę ruchu w poezji.

Dziękujemy wszystkim maratończykom, którzy dzięki determinacji, rzetelności i pasji byli dla nas weną przy tworzeniu tego „dzieła”.

Czy to przypadek, że biegacz z zeszłorocznego plakatu reklamującego OWM ma wiele wspólnego z bohaterem mickiewiczowskich Sonetów Krymskich? Nie sądzę.

Oda do Maratonu

Pakiet startowy już odebrany,
Sutki zakryte, a żel wybrany.
I niby lekko zdenerwowany,
ni to radosny, ni skołatany,
jestem jak dzieciak przed pierwszą gwiazdką,
jutrzejszym biegiem zaaferowany.

Całe miesiące się poświęcałem,
w mrozie i chłodzie nie odpuszczałem.
Skipy robiłem, podbiegi biegałem,
co drugi wieczór się rolowałem!
Wszystko jak Jurek Skarżyński kazał,
czasem goniłem, czasem człapałem.

[sociallocker]W teorii wszytko rozpracowane
i międzyczasy na pamięć znane,
węglowodany naładowane,
a buty startowe wypastowane.
Lecz gdy na starcie w niedzielę stanę,
wrócą pytania już przerabiane.

Po co mi to?! – pytam drażliwie,
Dlaczego katuję się tak straszliwie?
Skąd u mnie chęci tyle właściwie,
że każdy trening robię skwapliwie?
I choć w życiu sporo już doświadczyłem,
wciąż nowe wyzwania gonię łapczywie.

Może to wszystko ta atmosfera?
Może ambicje większe od zera?
Lub raczej duma, co mnie rozpiera,
kiedy po biegu się medal odbiera?
Inni zaś mówią, że to przez ciarki na plecach,
gdy adrenalina we mnie się wzbiera.

Tych odpowiedzi nie znam kolego,
lecz jutro na błoniach Narodowego,
gdy będę dobiegał do celu swego,
nie będę myślał o nich, wolnego!
Wtedy podniosę ręce w tryumfu geście
i wyprawię ucztę dla mego ego.

Jest coś dziwnego w tym długim dystansie,
że człowiek wraca doń jak as w pasjansie,
o każdym biegu myśli jako o szansie,
zależy mu bardziej niż WAGs na lansie.
I dzięki temu mogę Ci przysiąc, że znów
spotkasz mnie w maratońskim transie.[/sociallocker]

Powodzenia w stolicy!