Nike LunarEpic Flyknit to jedna z najgorętszych nowości ostatnich tygodni w świecie biegania. Przeczytaj recenzję naszego doradcy i sprawdź, jak LunarEpic sprawdzają się w praktyce.

RECENZJA BARTKA

Były wszędzie. W internecie i w pracy ich temat przewijał się nieustannie, a kolejne zapowiedzi zawodników biegających w tych butach tylko podsycały moją wyobraźnię. Strasznie byłem ciekaw, co to będzie. Nareszcie są, tak bardzo oczekiwane i pożądane Nike LunarEpic.

Otwierając pudełko czułem się jak Mo Farah występujący w jednej z reklam Nike. Odchylałem papier w opakowaniu bardzo powoli dozując sobie doznania. Otwarłem pudełko, spojrzałem do środka – i… mmh, no ten tego… Jakby to dyplomatycznie ująć… Jakieś dziwne są. Inne niż wszystkie, przez myśl przeszło pytanie – czy to w ogóle jest do biegania? Ta część mojego mózgu odpowiadająca za bieganie, podpowiadała, bym nie zrażał się tym co widzę i od razu go przymierzył. Pierwsza rzecz, którą było czuć, to to, że są za małe. Były zbyt wąskie, pieta układała się jakoś nie tak, w ogóle były jakieś niewygodne. Założyłem te o pół rozmiaru większe i odczucia zmieniły się diametralnie. Na szerokość są ok, pięta jest na swoim miejscu, układały się już normalnie. Dziwne uczucie pozostawiła po sobie podeszwa: bardzo mocno odczuwalne są wycięcia, które znajdują się w spodniej jego części. Buty nawet wydawały się delikatnie niestabilne gdy w nich stałem, ale odczucie to blednie przy bieganiu, a i z czasem przyzwyczaiłem się do tak charakterystycznego spodu.

LunarEpic: wygląd

lunarepicTo, co w tych butach rzuca się w oczy od razu, to kołnierz, który wygląda trochę jak wbudowana w but skarpeta. Jest dość gruby i nie ma przypisanej jakiejś specjalnej funkcji, no chyba poza jedną – nie występuje w żadnym innym bucie biegowym, co powoduje, że Epiki bardzo mocno wyróżniają się na tle innych modeli. Jednak to, co najważniejsze ukazuje się nam dopiero po uważniejszym spojrzeniu na produkt. Podobnie gdy poznajemy kogoś nowego, i rzuca nam się najpierw w oczy jego wygląd, a dopiero po czasie dostrzegamy to co w drugiej osobie najważniejsze. Tak jest też z LunarEpicami. Najpierw widzimy dziwną i brzydką cholewkę, a w drugiej kolejności dostrzegamy nowatorską podeszwę. I to w niej należy upatrywać tego, co jest w tym bucie wyjątkowe.

LunarEpic: budowa

Tkana cholewka, połączona z technologią Flywire bardzo dobrze dopasowuje się do stopy, nie powoduje otarć i daje bardzo miłe wrażenie. Osobiście uważam, że jest zbyt gruba, a oddychalność nie jest zbyt duża, przez co stopa mocniej się poci niż w butach ze standardową cholewką.

W dolnej części buta znajdziemy dwie nowe mieszanki pianek, ułożone w sposób widoczny na zdjęciu, które robią w tym bucie największą robotę. Świetnie amortyzują, a przy tym są bardzo lekkie. Brak plastikowych wstawek i charakterystyczne laserowe nacięcia wzdłuż buta jak i w spodniej jego części, powodują, że stopa przetacza się bardzo lekko i płynnie. Brak nadmiernej ilości komponentów w postaci stabilizatorów itp., powoduje, że but jest bardzo lekki, dla mojego rozmiaru 42,5 waży tylko 230 g.

lunarepic

LunarEpic: bieganie

Przebiegłem w nich około 300 km, ale doskonale pamiętam ten pierwszy raz :) Ogromne wrażenie zrobiła na mnie wspomniana podeszwa. Nie ma w niej zbędnych elementów i innych systemów, które naprowadzają naszą stopę „na odpowiedni kurs”. Bardzo mocno czuć w nich naturalność i swobodę ruchu, każdy krok jest lekki, przyjemny i dynamiczny. Ta podeszwa sprawdza się wprost genialnie na twardych nawierzchniach.

lunarepicPodczas treningu gdy padał deszcz, Epiki trzymały się nawierzchni asfaltowej wręcz rewelacyjnie, śmiało można w nich robić nagłe zwroty i wbiegać z dużą prędkością w ostre zakręty. Właściwie ani na moment buty nie straciły przyczepności. Te wszystkie nacięcia, wycięcia i wypuklenia podczas biegania współgrają ze sobą wspaniale. Jednak do lasu i na szuter LunarEpic się nie nadają. W szczeliny wchodzi piach i kamyki, co dodaje wagi i przeszkadza w dobrym czuciu podłoża. Po prostu nie biega się w nich dobrze po miękkim terenie. I tak jak podczas deszczu na betonie podeszwa spisuje się super, to w lesie kompletnie nie daje rady. Drugim minusem, który objawia się podczas biegania w deszczu jest, bardzo szybko przemakająca – nawet przy mżawce – cholewka momentalnie robi się mokra. Ewidentnie nie polecam ich do biegania w terenie w czasie deszczu.

LunarEpic: podsumowanie

Moim zdaniem wyjątkowości w tych butach należy upatrywać w podeszwie. Cholewka szokuje i zadziwia, ale nie pełni żadnej większej roli poza tą, którą ma pełnić (brak otarć, dobre trzymanie stopy). Za to podeszwa robi różnicę. Z jednej strony naturalne odczucia dla stopy, mimo dropu 10mm, a z drugiej dobra amortyzacja i niska waga pozwalają robić długie treningi przygotowujące do maratonu. Z nowego modelu Nike jestem bardzo zadowolony. Po prostu lubię te buty. Używam ich do chodzenia, a ze względu na to jak się w nich biega, zabieram je na treningi. Minusem zdecydowanie jest zbyt gruba, łatwo nasiąkająca i słabo oddychająca cholewka. I to ten element jest do poprawy. Ale to nie zmienia faktu, że Nike Lunarepic zajmują szczególne miejsce w mojej szafie biegowych butów, a firma Nike powielając tę wersję podeszwy w kolejnych modelach, zapewni sobie na stałe uznanie wśród biegaczy.


Autor wpisu: Bartek Wicher, Sklep Biegacza Warszawa Powiśle

Parametry biegowe: stopa neutralna. Tygodniowy kilometraż w granicach 100-120 km.

Trenowane na powierzchni: asfalt/szuter/las – temp 5o – 20o

Cholewka: tkana, typu flyknit; Podeszwa środkowa: Pianka Lunarlon

Spadek pięta palce: 10mm; Waga: 230 gram dla roz. 42,5

Zaintrygowały Cię nowy model Nike LunerEpic? 

Sprawdź LunarEpic w Sklepie Biegacza

RECENZJA WOJTKA

Huczna premiera, zwiastuny, zajawki we wszystkich branżowych portalach i czasopismach, marketing na miarę boosta z Adidasa. I wreszcie się pojawił LunarEpic – kosmiczny i jakże dziwny, żeby nie powiedzieć brzydki but.lunarepic

Pewnie już wiecie po tytule tego tekstu że do gustu mi nie przypadł, przebiegając w tym bucie przez jedno z Powiślańskich skrzyżowań, przepuszczał mnie na pasach właśnie Fiat Multipla, od razu do głowy przyszło mi porównanie, które przełożyłem na świat butów biegowych.

Zacznijmy jednak od początku. Był deszczowy, marcowy poranek, Nike zaprosiło mnie i kilku kolegów do głównej siedziby na nieoficjalną premierę całkiem nowego modelu. Jak to bywa z biegaczami ciekawość była przeogromna od razu chcieliśmy wyjść i przetestować buty na zewnątrz! But podzieliłem na dwie części: podeszwę i cholewkę. W takiej kolejności opiszę Wam moje odczucia po przetestowaniu tego modelu.

Po pierwsze, podeszwa naprawdę wygląda kosmicznie. W lunar epicpierwszej chwili, gdy zobaczyłem tego buta rzucił się w oczy ogromny kawał pianki, dziwnie ponacinany, następnie od spodu podeszwy, przyklejone dziwaczne wysepki również ponacinane. Co to ma być? – pomyślałem. Oczywiście nie mogłem się powstrzymać i następnego dnia wylądowały na stopach i pobiegły 10 kilometrową trasę po warszawskich ścieżkach biegowych. I jak było? – spytacie. Odpowiem tak, dół idealnie dopasowuje się do indywidualnego przetoczenia stopy, podczas kolejnych treningów starałem się również dynamiczniej pobiegać ze śródstopia. Wbrew różnym opiniom jest przyjemnie. Ponacinane wypustki dają efekt niesamowitej integracji podeszwy z asfaltem, czuć każdy ruch i miękkość dwóch różnych pianek. Natomiast na miękkich nawierzchniach było ciężko, drobne kamyczki wchodziły w bieżnik, co skutecznie ograniczało przyjemność z biegu.

Pozostaje jeszcze górna część, czyli cholewka. No i niestety ta pozostawia dużo do życzenia. Cholewka w LunarEpicu kompletnie mi się nie sprawdziła, nie dość że brzydka to jeszcze wysoka. Po 8km, w miejscu „kołnierza” materiał zaczyna ewidentnie uwierać i jest po prostu za gruby. W tylnej części buta poprowadzony jest szew, który potrafi się czasami rolować, dlatego na treningi w tym bucie zawsze zakładałem wyższą skarpetkę. Niestety połączenie nawet cienkiej skarpetki plus grubej cholewki dawało uczucie owiniętej stopy bandażem, przy treningach powyżej 10km zbierał się tam nadmiar wilgoci. Na szczęście skończyło się tylko lekkim obtarciem w okolicy Achillesa, ale z dnia na dzień chęć do biegania dłuższych treningów w tym bucie malała.

lunar epic

Plusem Epic’a na pewno jest lekka waga, o której wcześniej nie wspomniałem. Kolejny plus to cała podeszwa – kompletnie nowe rozwiązanie w świecie biegania, bardzo dobra amortyzacja, wypustki działają jak drobne przylepki, które zapewniają niesamowite trzymanie się drogi. Minus to ewidentnie cała cholewka, przede wszystkim za gruba, nieoddychająca w górnej części i źle wykończona na tylnym szwie buta. Na koniec dodam tyle, czekam na krótką wersję LunarEpic, która uwolni moje kostki i to dopiero może być rewolucja!