Charty vs Lemingi – epilog. Sprawdźcie zaskakujące zakończenie biegu, w którym wspólnie wystartowali Marek i Czarek.

Poznajcie Marka, którego Czarek nazwałby „chartem” i Czarka, którego Marek nazwałby „biegowym lemingiem”. Lektura ich pamiętników pozwoli spojrzeć z dystansem na liczną i różnorodną rodzinę biegaczy.

Każdy z nas jest inny, ale nikt nie jest gorszy.

Autorką epilogu jest Beti Ogon, która wybrała konkurs na zakończenie perypetii Marka i Czarka.

EPILOG

Marek

Okej, teraz tylko przepchnę się przed te tłumy amatorów. Co? Co to za leszcze w pierwszej linii. No! Porozpychałem ich trochę. Widzę, że Staszek też się tu dopchał. Odliczanie. No i start!!! Ooo świetnie!!! Noga dobrze podaje i jestem w pierwszej piątce. Łydka trochę kłuje, ale dam rade. To tylko piątka. Pierwszy kilometr! Jest dobrze, czołówka, żel wciągnięty przed startem daje moc. Drugi kilometr, łydka mocniej kłuje, czołówka się oddala. Ale nadal pierwsza dziesiątka jest. Trzeci kilometr, dobra wciągnę żel to dogonię tego piętnastego. Czwarty kilometr, łydka pali strasznie, okej, jutro pójdę do lekarza, ale dziś dam rade!!! Chociaż w pierwszej 30 jak będę to spoko. Ważne by przed tymi lemingami za mną.
4,8 kilometra. Jest meta!!! No to teraz mocny akcent na koniec!! Tak to czas na sprint by wszystkie lemingi zobaczyły jak należy finiszować. Zrywam się i… Aua!!!! Co z moją nogą, nie potrafię się podnieść, a łydka szarpie jak nigdy wcześniej… żeby chociaż wstać i dotruchtać do mety…. Ej! Lemingu cholerny uważaj ja tu leże!!! Słyszysz?!?! Uważaaaaj…

Czarek

Okej Endo odpalone, muza w uszach, szybki selfik w tłumie i ruszamy… Macham do ludzi… ooo chyba już czytali mojego bloga. Pierwszy kilometr… jak to pierwszy?? przecież już godzinę biegnę… a nie Endo pokazuje że 6 minut. Te chipsy przedwczoraj to był chyba zły pomysł. Drugi kilometr… okej wpadłem w rytm, muzyka dobra, pora na izo z bidonika przy pasku. Drugą ręką nadal macham do ludzi. Kurcze wszyscy mnie chyba z Youtuba znają. Trzeci kilometr, ręka boli, ale ważne, że plam pod pachami nie ma. Ooo pani przede mną ma legginsy z najnowszej kolekcji Nike… ciekawe jakbym w nich wyglądał. Czwarty kilometr pomału trzeba się zacząć poprawiać. Koszulka lekko się pomarszczyła na klacie a spodenki podwinęły. Ktoś mi puścił peeptalka na endo „go czarek go” w uszach mi odzywa się Krysia Czubówna.
4,8 kilometra. Dobra pora na selfika. Wyciągam z mojego wielofunkcyjnego paska kijek do selfi, jednocześnie pilnuje tempa w Endo. Skubany kijek nie chce się zamontować… Ale dobrą muzę dziś w rzuciłem na trackliste. Eye of Tiger leci, o kijek zaskoczył. No to teraz selfik i meta!!!

I bum!!!!

Marek

Ty głupi lemingu ja tu leżę i czekam na pierwszą pomoc przedmedyczną!!! Nie wiesz, że nie biega się w słuchawkach?? Ooo! To ten mój głupi sąsiad.

Czarek

Jasna cholera. Telefon w drobny mak się rozsypał przez jakiegoś idiotę co na środku trasy leżał. Kijek do selfi połamany. Ooo! To ten mój nadęty sąsiad.

Czarek i Marek już po udzieleniu pomocy siedzą i wcinają makaron. Marek przyniósł z depozytu swój telefon i robią wspólnego selfika, o którego poprosił Czarek.

Opis na fb pod selfi głosi: Tyle razy mijaliśmy się na treningu, a spotkaliśmy się dopiero przed metą. Wspólnie ją przeszliśmy, gdyż Marek zerwał ścięgno Achillesa, a ja potrzaskałem kolano gdy na niego wpadłem. Od dzisiaj biegam bez muzyki!!!!

Wstęp

Odcinek 1 – poniedziałek

Odcinek 2 – wtorek 

Odcinek 3 – środa

Odcinek 4 – czwartek

Odcinek 5 – piątek 

Odcinek 6 – sobota

Odcinek 7 – niedziela

Tekst jest wytworem przeciętnej jakości wyobraźni autora i nie ma na celu obrażenia kogokolwiek, a jedynie aspiruje do rozbawienia czytelników. Zbieżność wszelkich nazw i nazwisk jest zupełnie przypadkowa.