Już za kilka dni najtwardsi biegacze na naszej planecie zarejestrują się w biurze zawodów na marokańskiej Saharze. Zapytaliśmy, co dzieje się w głowie jednego z nich, najszybszego Polaka w ubiegłorocznej edycji zawodów – Michała Głowackiego, na parę dni przed rozpoczęciem imprezy. 

Start tegorocznego Maratonu Piasków zbliża się wielkimi krokami. Michał Głowacki znalazł czas w natłoku przygotowań, by odpowiedzieć nam na kilka pytań związanych z jedną z najtrudniejszych imprez biegowych świata. Jeśli ciekawi Was, jakie przemyślenia na krótko przed wylotem na pustynię piętrzą się w głowie Głowackiego, zapraszamy do lektury.

Poradnik Biegacza (PB): Przed Tobą jeden z kluczowych momentów tego sezonu. Za kilka dni wracasz na trasę jednej z najbardziej wymagających imprez biegowych, jakie kiedykolwiek wymyślono. Co Cię bardziej stresowało: zeszłoroczny debiut czy też powrót na trasę Maratonu Piasków?

Michał Głowacki (MG): Powrót jest zdecydowanie bardziej stresujący niż pierwszy start. Większe oczekiwania, nie ma już wymówek, że nie wiedziałem, jak to wygląda, czego się spodziewać. Nauczyłem się jednak radzić sobie ze stresem, więc jestem dobrej myśli.

PB: Czego najbardziej obawiasz się na trasie?

MG: Moją największą obawą jest nieszczęśliwy wypadek, błaha kontuzja typu skręcenie kostki. Trasa biegu jest bardzo zróżnicowana, a piasek to teren wyjątkowo zdradliwy. W takich warunkach nietrudno o uraz. Szczególnie podczas zbiegów ze stromych, kamienistych wzniesień musimy być bardzo ostrożni.

maraton piasków wywiad

Foto: www.marathondessables.com

PB: Jestem ciekaw, jak prezentuje się tydzień biegowy ultrasa przed takim startem. Jak to wygląda u Ciebie?

MG: Mój tydzień biegowy jest zróżnicowany. Przede wszystkim nie trzymam się kurczowo stałego planu. Jest dużo modyfikacji z dnia na dzień, czasem nawet improwizacja (jeśli w ogóle tego słowa można użyć w kontekście planu treningowego). Trening dawkuję sobie w zależności od tego, jak się czuję. Zawsze biorę pod uwagę to, czy jestem zmęczony po racy i czy organizm wypoczął dostatecznie po poprzednim treningu. Jestem doświadczonym zawodnikiem, który zna bardzo dobrze swój organizm, wiec wiem kiedy powinienem odpuścić. Kilometraż to od 90 km do 160 km w tygodniu. Są w nim zazwyczaj dwa lekkie akcenty, siła biegowa i długie wybieganie +30 km.

Biegi ciągłe biegam średnio w granicach 3:30 – 3:33/km w zależności od terenu. Jeżeli to jest bieżnia, czasami zdarza mi się trenować szybciej. Niedawno biegałem 15 km w tempie 3:28 i po treningu czułem się rewelacyjne. Rok temu brakowało mi siły w nogach po 3 godzinach biegu, szczególnie na podbiegach. W tym roku stawiam więc na siłę biegową i ćwiczenia z obciążeniami.

PB: Czy w ramach przygotowań trenowałeś również w górach lub w cieplejszym klimacie?

MG: Teren przygotowań był zróżnicowany. Zazwyczaj starałem się biegać po trasach pagórkowatych, gdzie jest sporo zbiegów i podłoże nierówne, które mogłyby choć trochę przypominać Maroko. Kilka razy odwiedziłem Kingston University, aby pobiegać w specjalnej komorze, gdzie warunki były identyczne jak na Saharze: 40`C i wilgotność 40%. To pomogło mi oszacować optymalne tempo biegu, które chroni mnie jednocześnie przed przed przegrzaniem organizmu. Co 15 minut była mierzona temperatura ciała, a na koniec treningu zmierzyliśmy także poziom mleczanu. Z badań wynikło, że idealne tempo dla mnie to 12 km/h. To cenna wiedza, ale spodziewam się, że pustynia i tak zweryfikuje te obliczenia laboratoryjne.

PB: O czym myśli się podczas biegu przemierzając pustynię?

MG: Na pustyni jest faktycznie sporo czasu na rozmyślania. Przede wszystkim staram się być skupiony: utrzymywać równe tempo, patrzeć pod nogi, obserwować rywali. Przyznaję jednak bez bicia, że nie jestem jednak w stanie utrzymać stuprocentowej koncentracji przez cały bieg. Na najdłuższym odcinku przewijają się rożne myśli, mniej lub bardziej związane z bieganiem, np.: czy mój syn dobrze zagrał na treningu, ile zjem słodyczy gdy wrócę po biegu do hotelu itp. (śmiech).

PB: Skoro jesteśmy już przy jedzeniu, to chciałbym zapytać, jak wygląda „wałówka” na Maratonie Piasków?

MG: Pożywienie w czasie imprezy składa się głównie z liozofitów. Główny posiłek (proszek zalewany wodą i po 5 min. mam „spaghetti bolognese”) to 1000 kcal. Do tego dochodzą żele i batony energetyczne na trasie. Po biegu jest zawsze napój regenerujący i aminokwasy. Wieczorami podjada się trochę orzeszków ziemnych i sezamki. Za dużo tego nie ma, bo każda dodatkowa porcja obciąża plecak. Rok temu  w siedem dni schudłem 6 kg, w tym roku będę miał przygotowane około 15000 kcal. na 7 dni.

PB: A jak wygląda regeneracja, sen między etapami?

MG: Regeneracja po biegu jest prosta: leżeć i spać jak najwięcej. Muszę przede wszystkim uzupełnić w miarę możliwości ubytki w organizmie izotonikami BCAA i zjeść posiłek regenerujący. Potem udaję się do lekarza, aby opatrzył mi stopy. Mam to szczęście, że jestem jednym z pierwszych w obozie i nie muszę czekać w kolejce do medyka. Wraz z upływem czasu na mecie pojawia się coraz więcej zawodników i w kolejce po opatrunek trzeba spędzić znacznie więcej czasu.

PB: Właśnie, jeśli już rozmawiamy o bolących stopach, to mam kolejne pytanie. Kamienie, piach, wysoka temperatura to idealne warunki do tworzenia się odcisków. Jak sobie z nimi radzisz?

MG: Rok temu w całej imprezie straciłem 8 paznokci u stóp. Nie da się ukończyć tych zawodów bez odcisków, przetarć i tym podobnych przypadłości. 250 kilometrów biegu w temperaturze 40`C musi dać znać o sobie. W tym roku będę miał – podobnie jak rok temu – skarpetki palczaste, które oddzielają palce i zapobiegają przetarciom. Dodatkowo 2 pary skarpetek na zmianę. Podczas zawodów jest bardzo dobra opieka medyczna, ale pamiętam po 2. etapie miałem na palcach tyle plastrów, że stopy mi się nie mieściły do skarpetek.

maraton piasków wywiad

Foto: www.marathondessables.com

PB: Jak znosisz wysiłek w wysokich temperaturach? Czy stosujesz jakieś dodatkowe elementy treningu, które przygotowują Cię do startów w takich warunkach?

MG: Wysokie temperatury znoszę całkiem dobrze, zawsze lubiłem ciepło – zdecydowanie wolę biegać w +50`C niż w –25`C. Tak jak wcześniej pisałem, korzystałem z heat chambers, gdzie panowała taka sama temperatura i wilgotność jak w Maroku. Do tego dochodzi sauna plus czasem bieganie z dodatkową warstwą odzieży, której normalnie nie założyłbym w danych warunkach.

PB: Jaki jest dla Ciebie najtrudniejszy moment całego wyścigu?

SB: Myślę, że każdy odcinek trasy rządzi się własnymi prawami, ale chyba jednak najtrudniejszym etapem jest prawie stukilometrowy odcinek. Obawiam się go, bo to jest wysiłek bardzo długi, ponad dziesięciogodzinny wysiłek i nigdy nie wiesz, jak organizm zareaguje: czy odbędzie się bez problemów żołądkowych? jak mięśnie zareagują na 60/70 km, czy energetycznie dobrze to zniosę? Bardzo ważne jest tutaj nawodnienie organizmu. Na trasie robię małe łyczki co 3, 4 minuty i staram się utrzymać równe tempo biegu. Jeżeli przeszarżujesz na początku, to z pewnością drogo za to zapłacisz. Rok temu bardzo się tego obawiałem, więc najdłuższy etap zacząłem bardzo powoli. Na pierwszym check point byłem prawie ostatni z czołowej 50-ki. Na 60. km do najlepszej kobiety traciłem 40 min, by ostatecznie na mecie wyprzedzić ją o 30 min. Dziś wiem, że trochę za bardzo ostrożnie pobiegłem na początku. Miałem dużo energii na ostatnich 30 km, ale całych strat z pierwszych 60 km. nie udało się nadrobić.

PB: Czy czujesz, że na trasie biegu panuje rywalizacja, czy może masz poczucie, że możesz liczyć na pomoc innych uczestników w razie problemów?

MG: Oczywiście, że jest rywalizacja w czasie biegu, zwłaszcza wśród zawodników z pierwszej 30/50-ki. Startują tam zawodnicy, którzy legitymują się życiówkami 2:06/2:08 w maratonie. Jest to jednak zdrowa rywalizacja w duchu fair play. Jak się biegnie z zawodnikiem ramię w ramię przez 3 godziny, to oczywiście się coś zagada, czasami się poda wodę, jeżeli kolega nie napełnił wystarczająco swoich bidonów. Generalnie atmosfera jest niesamowita. Na obozie ludzie są bardzo życzliwi i pomocni.

PB: Zakładam, że takie ekstremalne doznanie łączy. Czy utrzymujesz kontakty z ludźmi poznanymi na trasie?

Naturalnie! Nawiązują się znajomości i staramy się podtrzymywać kontakty. W dzisiejszych czasach bardzo łatwo jest komunikować się z ludźmi w różnych częściach globu. Często przez Internet relacjonujemy sobie nasze starty w innych zawodach. W tym roku będę dzielił namiot z jednym rumuńskich kolegów, którego poznałem w 2015 roku. Wtedy również był moim sąsiadem w namiocie.

Jeśli jesteście ciekawi kolejnych wpisów związanych z Maratonem Piasków i występem Michała Głowackiego wspieranego przez Sklep Biegacza, śledźcie naszego bloga. 10 kwietnia nasz zawodnik rozpocznie walkę z pustynią, a już dziś klikając TUTAJ możecie przeczytać o kuluarach Maratonu Piasków.