Najnowszą propozycję Nike – Nike LunarTempo postanowiliśmy potraktować w myśl zasady „co dwie głowy to nie jedna”. Tak też co dwie pary nóg to nie jedna. Stąd też do rąk, a raczej nóg, dwójki naszych doradców trafiły buty, które pozwolą … no właśnie, o tym, co pozwolą w recenzjach naszych doradców.

 

Darek, doradca ze SklepBiegacza Kraków

Wstęp

Nie jest to klasyka z ulicy, która ma być zabudowana, ciężka i toporna.
Jak sama nazwa wskazuję ma być szybko, a co za tym idzie, lekko i sprężyście.
Nike LunarTempo to but treningowy, który ma pazur i zacięcie szybkiego buta startowego. Można byłoby zaszufladkować naszego błękitnego ogiera ze stajni Nike do klasycznej półstartówki, jednak byłoby to z naszej strony mało sprawiedliwe. W rozmiarze 44 obuwie waży zaledwie 209g, a amortyzacji ma tyle co ważące po 280 – 300 gram „żelazka”. Na pierwszy rzut oka widzimy, że konstrukcja samej cholewki jest zdecydowanie bardziej szczelna niż w innych modelach treningowych Nike (Vomero 9 i 10). Obieganie sprowadziło się do treningu w I i II zakresie intensywności, włączając w to szybkie odcinki. Tych treningów nie było bardzo dużo, ale na tyle, by wyrobić sobie wstępne opinie.

Nike LunarTempo

Nike LunarTempo


Cholewka

Konstrukcja daje odczucie szczelności, dopasowania do stopy na całej jej długości. Miałem wrażenie że zakładam drugą skórę na nogę,  co mnie osobiście bardzo odpowiada. Tył buta jest wzmocniony sztywnym tworzywem z dodatkiem elementu odblaskowego, więc prócz mocniejszego dopasowania, również zyskujemy na widoczności podczas wieczornych treningów. Muszę wspomnieć również o lokalizacji usztywnienia.  Nie sprawiło ono żadnych problemów podczas długich treningów oraz szybkich, ciągłych jednostek. Przesuwając się w stronę palców, cholewka w okolicy podbicia jest bardziej elastyczna, więc stopa może podczas biegu swobodnie pracować. System wiązania (FlyWire) wsparty płaskimi sznurówkami daje świetny efekt trzymania stopy w miejscu.

Podczas agresywnego lądowania, nie ma problemu z przesuwaniem się stopy, a co za tym idzie,  zbijanie paznokci i obijanie palców nie będzie miało miejsca.  Z pewnym poświęceniem zabrałem się za ocenę przewiewności obuwia i bezszwowego wykończenia cholewki. Podczas biegu bez skarpet mogłem dosyć intensywnie przekonać się, że obuwie daje rewelacyjną cyrkulację powietrza wewnątrz, a łączenia materiału nie dają żadnych negatywnych skutków na skórze stopy. Zacięcie startowe czuć w okolicach palców. Dookoła wyczuwamy mocne dopasowanie. Osoby takie jak ja, szukające obuwia dopasowanego, znajdą w LunarTempo swój ulubiony model buta na każdy typ treningu.

Nike LunarTempo

Nike LunarTempo

Podeszwa

Jeżeli but swoją konstrukcją i dopasowaniem sprawia wrażenie szybkiego, musi przede wszystkim udowodnić to podczas biegu. Obuwie sprawdziło się również podczas tego testu. W trakcie szybkich wybiegań w granicy 4:40 – 4:25, nie miałem wrażenia że jestem zmuszony do dodatkowej pracy, aby rozpędzić swoje wahadło. Twardość podeszwy według mnie jest idealnie dopasowana, przez to nie miałem wrażenia zapadania się stopy w bucie i marnowania energii.

Poziom absorpcji wstrząsów i zabezpieczenia aparatu ruchu zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie miałem ani  przez chwilę wrażenia że biegam w zbyt „wycieniowanym” obuwiu. But wręcz daje wrażenie robionego pod duże objętości treningowe. Bieżnik Nike LunarTempo świetnie sprawdził się w kontakcie z mokrym asfaltem, gdzie resztki kurzu mieszały się z błotem. Ani przez chwilę nie miałem utrudnionego biegu w tego typu warunkach. Nawet biegając po ziemnych i szutrowych ścieżkach model radził sobie przyzwoicie.

Nike Lunar Tempo

Nike Lunar Tempo

Reasumując

Jest to jeden z moich ulubionych butów do każdego zadania treningowego. Lekkość, szybkość i dopasowanie to najważniejsze atuty tego modelu. Odpowiednie proporcje pomiędzy wagą, a amortyzacją czuć już podczas pierwszych kilometrów. Jeżeli szukasz szybkich butów treningowych, nie chcesz tracić na amortyzacji, a planujesz startować w zawodach od 10 km do maratonu wybór jest prosty. Nike LunarTempo….!

 

Michał, doradca ze SklepBiegacza Kraków

Wstęp

Lunarlon.. ?! Znów pianka?! – Taka mniej więcej była moja reakcja na buty, które miałem przyjemność przetestować na przestrzeni ostatniego miesiąca. Z samą strukturą pianki w obuwiu do biegania mam równie dobre, jak i złe wspomnienia. Ostatnio użytkowane przeze mnie Nike Lunarglide 5 były naprawdę okropne. Model ten zupełnie wypłukał ze mnie jakiekolwiek dobre wspomnienia w temacie tej pianki. Dlaczego? Otóż struktura pianki użyta w tym modelu była dość sztywna, naprawdę twarda. Po każdym z treningów moje obolałe stopy błagały o odprężenie, a okolice stawu skokowego jak i Achilles, gdyby tylko mogły mówić, to wyłyby z bólu w niebo głosy. Po kilkunastu treningach bez mrugnięcia okiem rzuciłem je w kąt. Podobnie zrobiłem kiedyś z moją pierwszą i jedyną gitarą. Tych butów mógłbym używać jedynie do chodzenia rekreacyjnego.

W swojej recenzji za punkt odniesienia uznaję mój ulubiony Nike Flyknit Lunar One. To właśnie z tym modelem porównam Nike LunarTempo. Nie ukrywam, że akurat model Lunar One doskonale spełnia wszystkie moje wymagania jeśli chodzi o idealne obuwie do biegania. Jak zatem wypadł LunarTempo na tle innych poznanych przeze mnie pianek? Już dzielę się swoimi spostrzeżeniami! Zapraszam do lektury.

Pierwsze wrażenia

Na wstępie pozytywne zaskoczenie budzi waga obuwia. Muszę przyznać, że przy moim rozmiarze stopy (44) 210 gram robi wrażenie. Buty są naprawdę lekkie. Musiałem się upewnić czy to nie jest startówka, a nie jak zapewnia producent – buty treningowe. Moją uwagę przykuł także fakt, że w obuwiu system FlyWire został podwójnie wzmocniony. Tym, którzy są niewtajemniczeni wyjaśniam, że jest to rozwiązanie polegające na umieszczeniu w cholewce buta specjalnych linek, które zapewniają lepsze dopasowanie obuwia do stopy. Jest to bardzo dobry pomysł. Dla porównania system ten w modelu Flyknit Lunar posiadał pojedyncze wiązania. Skutek tego był taki, że po przebiegniętych 600 kilometrach wiązania ulegały przetarciom. Po takim dystansie dopasowanie obuwia do stopy pozostawiało wiele do życzenia. Warto dodać, że w modelu LunarTempo omawiany system umiejscowiono wewnątrz cholewki. Wzbogacono go także efektownymi odblaskami.

Sama cholewka buta na pierwszy rzut oka przypomina tę z modelu Flyknit. Jednak po uważnym obejrzeniu nie dostrzegamy „babcinej przędzy”, ale miękki i bezszwowy Flymesh. Jest on nam doskonale znany np. z modelu Structure 18. Jak prezentują się zapiętki oraz podeszwa w recenzowanym modelu LunarTempo? Zapiętki nie są usztywniane, ale miękkie i elastyczne. Tak jak wspomniałem na wstępie podeszwę wykonano z pianki Lunarlon. Oczekujemy, że przełoży się to na komfort biegania oraz spowoduje dynamiczne odbicie od podłoża. Zapewnia nas o tym producent. Jak to wygląda w rzeczywistości? Sprawdziłem wszystko na własnych nogach! Włożyłem buty i ruszyłem na trening.

W przypadku butów biegowych priorytetem dla mnie jest idealne dopasowanie obuwia do mojej wąskiej stopy. Szczerze? Nie toleruję luzów po bokach. Muszę wtedy mocniej ściągać sznurowadła. Na długich dystansach wpijają się one wtedy w grzbiet stopy. Przy wkładaniu buta na nogę poczułem lekki dyskomfort. Pomyślałem: „są jakieś dziwnie małe”. Ściągnąłem obuwie i obejrzałem jeszcze raz jego wnętrze.

Mawiają „szukajcie, a znajdziecie”…no i znalazłem! Okazało się, że to nie długość wkładki powoduje odczucie dyskomfortu, lecz specjalne wzmocnienie na palce. Sam materiał jest dość sztywny, co powoduje uczucie ucisku na duży palec. Jeśli chodzi o wolne miejsce w przodostopiu, to próżno go szukać. Tak samo jak trudno znaleźć miejsce w PKS’ie do Bieszczad w samym środku lata. Jest naprawdę ciasno, a nie ukrywam, że jak każdy facet…nawet to lubię. Włókna z systemu Flywire bardzo dobrze oplatają stopę. Przyznaję, że te podwójne wiązania, o których wspominałem wcześniej robią swoje. Lepiej dopasowują się do stopy niż we flagowej startówce Nike (Streak5), gdzie żyłki puszczone są po zewnętrznej stronie cholewki. Buty na nogach, drzwi zamknięte, gaz zakręcony! Zatem w drogę!

Nike Lunar Tempo

Nike Lunar Tempo

Pierwszy bieg

Planowałem ściśle ukierunkowany trening. Bieg miał być spokojny z kilkoma przebieżkami. Udałem się na sprawdzoną przeze mnie bieżnię atletyczną o roboczej nazwie „Bulwary Wiślane”. Nawierzchnia podłoża, po której przyszło mi przemierzać kolejne kilometry była delikatnie wilgotna, ale nie przeszkadzało mi to w żaden sposób. Przyczepność buta do podłoża zasługuje na szczególne wyróżnienie. Lunar One czy Lunarglide mogłyby się lekko zaczerwienić ze wstydu w tym temacie. Ich młodszy kolega naprawdę świetnie sobie radzi z kwestią przyczepności. Biegło mi się wyjątkowo lekko i jakoś za szybko! Wielokrotnie świadomie zwalniałem tempo, aby nie zepsuć treningu. Wyobrażałem sobie, że mam przed sobą wielką tablicę z napisem „zwolnij”. Nogi jednak bez zmian wbrew mojej woli zapodawały swoje niezłomne tempo. W tym miejscu warto zaznaczyć, że but jest zawieszony na 8mm dropie, co silnie przekłada się na wymuszenie biegu na śródstopie. Umożliwia to znacznie bardziej dynamiczny krok biegowy. Dzieje się tak nawet w przypadku wyższych prędkości. Nie wspomniałem jeszcze o amortyzacji. Powiem o niej krótko. Jest taka jaka powinna być w butach tego typu. Nie jest ani za miękko, ani za twardo. Coś mniej więcej jak w Passacie B5 w Combi. Jest za to zdecydowanie sztywniej niż w Lunar One, ale z kolei nie tak miękko jak w Streakach 5.

Nike Lunar Tempo

Nike Lunar Tempo

Pozostałe treningi

Przy kolejnych treningach na nogach dumnie gościły LunarTempo, a ja pilnie spisywałem kolejne spostrzeżenia. Kilometry pokonywałem głównie na większych obrotach. Mniej więcej od 400 setek na stadionie lekkoatletycznym po biegi z narastającą prędkością. Warunki, w których przyszło im się zmagać z podłożem były różne. Od chlapy pośniegowej przez deszcz po piach. Na chlapie, wiadomo – but miał problemy z kontrolą trakcji mniej więcej jak stare E39 z napędem na tył po dobrym deszczu. Muszę przyznać, że dość mocno się ślizgałem. Śmiało mógłbym wzbogacić trening o element piruetów. Jeśli chodzi o piach, but dawał sobie radę. W deszczu również nie zaobserwowałem większych anomalii. Warto wspomnieć o cholewce buta, która dość szybko nasiąka wodą. Nie jest to szczególnie odczuwane na stopie w postaci zwiększenia ciężaru obuwia. Odprowadzenie wilgotności w przypadku tych butów zdecydowanie zasługuje na pochwałę. Zaobserwowałem, że przy spokojnych i długich treningach buty stają się nieco wymagające, nie dające komfortu biegu. Przy zwiększeniu prędkości testowany model LunarTempo sprawdza się świetnie. Nie zatapiamy się w piance, przez co but staje się bardziej agresywny (odczuwamy sprężystość pianki), a my możemy zachować odpowiednią dynamikę biegu. Mogę śmiało powiedzieć, ze im szybszy krok biegowy tym bardziej komfortowo. Na koniec dodam jeszcze, że w moim przypadku dodatkowym pozytywnym odczuciem była sprawa kadencji biegu, która uległa zwiększeniu.

Nike Lunar Tempo

Nike Lunar Tempo

Podsumowanie

 Na początku podsumowania wyraźnie chciałbym zaznaczyć, że recenzja nie jest w żaden sposób sponsorowana. Opisałem w niej swoje odczucia jakie pojawiły się w trakcie testowania. Nike LunarTempo okazał się butem rewelacyjnym pod kątem stosowania go na treningach jakościowych. Żałuję jedynie, że nie mam okazji porównać go z Lunracerem 3, dzięki czemu miałbym dokładniejszy obraz różnicy w amortyzacji oraz dynamice biegu. Osobiście za mankament tego modelu uznaję zgrubione wzmocnienie na palce i szybko brudzącą się cholewkę. Mimo tego, mogę śmiało napisać, że znalazłem godnego następcę Nike Lunar One na Flyknicie. But polecam biegaczom (średnio-zaawansowanym jak i tym zaawansowanym), którzy szukają obuwia na treningi tempowe lub start na dystansach od pięciu kilometrów do maratonu.