Wybierałem się na ten maraton od wielu lat. Niestety ciągle coś stawało na przeszkodzie. W końcu się udało i w tym roku pojechałem. Praga – wiadomo… piękne, stare miasto! Ale maraton tamże? Wydawało mi się wcześniej, że to naprawdę karkołomne zadanie, bo tam wokół są przecież same pagórki! Wiedziałem o tym dobrze, bo mieszkałem kiedyś w Pradze przez cały miesiąc.

Zanim tam jednak znowu dotarłem – tym razem w maratońskim celu – uspokojono mnie, że trasa maratonu jest poprowadzona nad rzeką Wełtawą, więc jest raczej płasko. Tym zapewnieniom zawierzyłem i zdecydowałem się na maraton w Pradze. To miał być mój dwudziesty któryś z kolei maraton w Polsce i na świecie, więc z grubsza wiedziałem o co „w tym wszystkim” chodzi… I w kontekście organizacyjnym Praga mnie nie rozczarowała! Wszystko było tam na najwyższym poziomie! Ale w końcu to nic dziwnego, bo do Wiednia jest stamtąd naprawdę niedaleko, a jak ktoś chce rozpocząć swoją maratońską przygodę w tych rejonach Europy to naprawdę może mieć dylemat! Praga czy Wiedeń? Ukończyłem maratony w obu tych miastach i muszę dziś przyznać, że ten wybór jest naprawdę trudny, bo oba maratony mają swoje… plusy i minusy.

VW Maraton Praha

Ale wracając do samego maratonu w Pradze, to okazał się naprawdę wymagający! Po ukończeniu maratonów w wielu innych krajach Europy i świata nie sądziłem, że Praga mnie czymś specjalnym w tym względzie zaskoczy, ale okazało się, że jednak zaskoczyła, a tym największym zaskoczeniem były dla mnie nie tyle wspomniane wcześniej pagórki, ile brukowa nawierzchnia znaczącej części trasy praskiego maratonu przy której słynna kostka brukowa na maratonie w Rzymie to po prostu pikuś! Tutaj nad Wełtawą trzeba pokonać naprawdę wiele kilometrów po nierównym bruku nie tylko ulicami Starego Miasta, ale również i bardziej oddalonej od centrum części trasy. Dodatkowo ten bruk bywał jeszcze poprzecinany licznymi torami tramwajowymi i wysepkami, więc musiałem mocno uważać (zwłaszcza na początku biegu, gdy tłum biegaczy był bardzo gęsty), aby uniknąć wywrotki. Zadania ukończenia tego biegu nie ułatwiała również mocno pofalowana trasa całego maratonu, a ciągłe zbiegi, podbiegi, agrafki i wspomniane kocie łby naprawdę dawały nieźle w kość i wyjątkowo wielu biegaczy łapały skurcze na trasie.

Poziom organizacyjny maratonu stał na wysokim poziomie. W pakiecie startowym dawano między innymi plecak, który służył za opakowanie depozytu. Cała trasa biegu doskonale i w sposób widoczny oznaczona, co kilometr. Na punktach odżywiania izotoniki, woda (Mattoni – lekko słonawa, rewelacja !), owoce, a nawet czekolada. Niestety, kibiców na trasie – poza Starówką – było dosyć mało. Widać, że dla braci Czechów maratońskie bieganie to nie jest uwielbiany przez nich hokej… Za to medal na mecie wynagrodził wszelkie cierpienia na trasie maratonu. Był więcej niż… „hokejowy” – wielki, ciężki i jeden z najładniejszych, jakie w życiu zdobyłem ! (to była jubileuszowa, 20-ta edycja praskiego maratonu).

medal VW Maraton Praha

Moje największe zastrzeżenia budziło usytuowanie miejsca startu – na niewielkim rynku Starego Miasta oraz pobliskiej, wąskiej uliczce, gdzie organizatorzy postanowili upchnąć około 10 tys. biegaczy (razem ze sztafetami). W efekcie, na początku maratonu ścisk był ogromny, a o rozpoczęciu biegu w założonym tempie można było zapomnieć. Dopiero po 2-3 km, już za mostem Karola – po drugiej stronie rzeki, peleton biegaczy się rozciągnął umożliwiając normalne bieganie. Ponieważ Praga to miasto bardzo turystyczne, więc o nocleg nie trzeba się specjalnie martwić. Nawet w ostatniej chwili, zawsze się coś znajdzie, byle tylko w okolicy którejś z wielu stacji metra, skąd po odbiór pakietów startowych, na wspomniane Expo oraz na sam start można dotrzeć szybko i bez najmniejszych problemów. Poza tym, w dniu biegu – całkowicie za darmo, co powoli staje się już  standardem na europejskich maratonach.  Godna podkreślenia była również zauważalna obecność na praskim Expo polskich maratonów, a konkretnie – Warszawy, Krakowa i Poznania, których stoiska, jak zauważyłem cieszyły się naprawdę dużym zainteresowaniem z czego wniosek, że zaczynamy się wreszcie liczyć na maratońskiej mapie Europy!

Podsumowując, Volkswagen Prague Marathon to nie jest łatwy maraton! Okazało się, że jest o wiele trudniejszy niż nasz Kraków czy Wrocław, nie wspominając już o płaskiej i szybkiej Warszawie. Jeżeli ktoś myśli o kolejnej maratońskiej życiówce to raczej Pragi nie polecam. Natomiast na debiut, w pięknym mieście i  to od razu w światowej atmosferze (połowa startujących to cudzoziemcy), a także na europejskim poziomie organizacyjnym, zdecydowanie tak! Start w Pradze warto również polecić biegaczom zainteresowanym przede wszystkim maratońską turystyką, czyli samym ukończeniem biegu, gdyż samo miasto urokliwe, trasa maratonu atrakcyjna, a świetny „narodowy napój” Czechów… leje się tu na każdym kroku, z czego wielu naszych rodaków-biegaczy skwapliwie korzystało przed, a zwłaszcza po maratonie.

Krzysztof Szwedzik