Właśnie trafia do nas kolejna wersja kolorystyczna modelu Energy Boost firmy adidas – buta, który pojawił się na świecie zaledwie przed rokiem, a już stał się legendą i obiektem westchnień wielu biegaczy. Dla zdecydowanej większości tych, którzy już w nim biegają jest to but zaiste fenomenalny, nie mający obecnie godnego siebie konkurenta. Co sprawia, że najnowsze dziecko adidasa jest tak piekielnie dobre? Przede wszystkim rewelacyjne tworzywo – boost, z którego została wykonana podeszwa tego buta. Złożone z mikrokapsułek białe tworzywo, przypominające nieco swoim wyglądem dobrze znany styropian nie tylko oddaje energię przy każdym odbiciu stopy od twardego podłoża, zapewniając niespotykane dotąd doznania biegowe, ale się praktycznie nie zużywa. Gdy przed ubiegłoroczną premierą Energy Boost’a, firma chwaliła się, że but ten zachowuje takie same właściwości amortyzacyjne po 1000 km, jak na początku, nie chciałem wierzyć. Wydawało mi się, że jest to prostu zwykły chwyt marketingowy producenta. Dziś po przebiegnięciu w moich własnych boost’ach ponad 800 km mogę to absolutnie potwierdzić – Energy Boost się praktycznie nie zużywa i amortyzuje wciąż tak samo dobrze!

Już tylko wymienione wyżej, nieprzeciętne właściwości (oddawanie energii przy każdym odbiciu oraz brak zużycia amortyzacji) wyróżnia tego buta na tle pozostałej konkurencji. Ale to przecież nie wszystko. Tworzywo boost zachowuje się bowiem tak samo w temperaturze plus 20 stopni, jak i minus 20 – nie rozmięka w upale, ani nie sztywnieje na mrozie jak tradycyjne pianki, dzięki czemu but zachowuje cały czas taką samą sprężystość. Biegacze na całym świecie zakochali się w… „butach na styropianie” – jak potocznie ochrzczono w Polsce ten model adidasa, jeszcze z jednego powodu – niesamowicie wygodnej cholewki wykonanej z materiału o nazwie techfit, zupełnie nie przypominającego tradycyjnych siateczek oraz mesh-ów stosowanych w produkcji butów biegowych. „Boost’owa” cholewka z techfit-u przypomina raczej wyjątkowo wygodną i świetnie dopasowaną skarpetkę, aniżeli normalne cholewki. Jest niezwykle elastyczna i dostosuje się do każdej stopy biegacza (np. tak popularne haluksy w boost’ach przestają być jakimkolwiek problemem). Ponadto, cholewka boost’ów jest doskonale przewiewna , znakomicie odprowadzając pot i nadmiar ciepła ze stopy. Z innych zalet Energy Boost’a warto jeszcze wymienić niską wagę tego buta (zaledwie 269 gram), która sprawia, że można w nim z powodzeniem startować w zawodach, a także zastosowane od wewnętrznej strony podeszwy wsparcie stabilizujące dla prozatorów, zupełnie niewyczuwalne dla osób o stopie neutralnej, dzięki czemu w boost’ach mogą z powodzeniem biegać wszystkie kategorie biegaczy – pronatorzy, „neutralni” i supinatorzy. Charakterystyczny kształt podeszwy Energy Boost’a w połączeniu z zastosowanym w jej środkowej części – systemem Torsion wpływają na wyjątkową stabilność tego buta, nie pozwalając stopie na zbyt wiele… w zakresie ruchów skrętnych. Daje to biegaczowi poczucie dużej pewności i stabilności w czasie kontaktu stopy z podłożem, co trudno przecenić jeśli zważyć, że Energy Boost wręcz zaprasza do szybkiego biegania! Przekonało się o tym bardzo wielu jego posiadaczy, ustanawiających swoje nowe życiówki biegnąc w boost’ach, co nie uszło uwadze reszty biegaczy i jeszcze bardziej podkręciło rynkowe zainteresowanie. Doszło wreszcie do tego, że za boost’a wzięli się na serio kanadyjscy naukowcy i po przeprowadzonych wnikliwych badaniach doszli do wniosku, że z dwóch identycznych biegaczy, ten biegnący w najnowszej chlubie adidasa ma szansę pokonać 10 km o 40 sekund szybciej, a maraton nawet o kilka minut. Takich rzeczy biegaczom nie trzeba dwa razy powtarzać, bo takie wieści rozchodzą się lotem błyskawicy – również w Polsce, więc nic dziwnego, że boost’ów nad Wisłą bardzo szybko zabrakło.

F32250

I tak oto, narodziła się „boost’owa” legenda, którą przypieczętowało ustanowienie rekordu świata na ubiegłorocznym maratonie w Berlinie (2:03:23) przez Wilsona Kipsanga, biegnącego oczywiście w startowej odmianie tychże butów, czyli modelu Adios Boost.

Uwzględniając powyższe, ktoś mógłby zapytać, czy tak doskonały but jak Energy Boost ma w ogóle jakieś słabe strony ? Otóż jednak ma. Nie jest to z pewnością but do biegania w zimie. Mimo zastosowanej od spodu podeszwy gumy Continental, dość płaski bieżnik powoduje, że na oblodzonym chodniku, czy asfalcie bardzo łatwo można się poślizgnąć, co niestety sam boleśnie sprawdziłem. Poza tym, doskonale przewiewna latem cholewka pozostaje takąż, również zimą… i w efekcie odzianym w boost’y stopom nie jest zbyt ciepło i komfortowo, zwłaszcza na początku biegu, czego sam kilkakrotnie tej zimy zaznałem. Boost’y nie lubią również kiedy pada, bo wówczas bardzo szybko przemakają. Nie zadowolą wreszcie biegaczy poszukujących jednej, uniwersalnej pary butów na cały rok i na wszystkie nawierzchnie, gdyż w terenie „buty na styropianie” nie wykazują już takich przewag nad resztą konkurencji, sporo tracąc ze swojej dynamiki oraz stabilności. Choć z drugiej strony nie przypominam sobie, aby adidas kiedykolwiek rekomendował Energy – boost-a do biegania w terenie, więc pretensji raczej mieć nie można.

Adidas postanowił pójść za ciosem rozbudowując swoją ofertę butów na rewolucyjnym tworzywie boost. Teraz to już nie jest tylko podstawowy Energy Boost i wspomniany wcześniej startowy Adios Boost, ale także Glide Boost i Sonic Boost, a w najbliższej przyszłości mają się pojawić kolejne modele na boost’cie. Można przypuszczać, że doskonałe opinie jakimi cieszą się obecni przedstawiciele tej rodziny „adidasowych” butów (znakomite recenzje zbiera teraz Glide Boost, który pojawił się na rynku w ostatnich miesiącach) tylko ugruntują ich obecną pozycję na rynku i jeżeli pozostałe firmy nie wymyślą jakiegoś równie znakomitego tworzywa jak boost, to będzie im bardzo trudno rywalizować z adidasem. W każdym razie, na dzisiaj – dokładnie w rok po urodzinach – można powiedzieć, że król biegania po twardych nawierzchni jest jeden i nazywa się… Energy BOOST.

vomero11