Po krótkiej przerwie wracamy z nowym wpisem. Trening do Business Run’u trwa w najlepsze i postępy zawodników są coraz bardziej widoczne. W związku z tym trening również staje się coraz bardziej wymagający. Po wakacjach do drużyny wrócił jeden z trenerów. Zachwycony egipskim krajobrazem postanowił przenieść go w treningowe realia. Brzmi nieco enigmatycznie, więc już wyjaśniam.

Najsłynniejsze egipskie budowle to bez wątpienia piramidy. Wiecie co wspólnego mają te zbudowane ogromnym nakładem sił arcydzieła z treningiem?

Otóż bardzo popularną jednostką treningową jest właśnie tzw. „piramida”. Zobrazowanie tego jest proste: wspinamy się na szczyt z jednej strony piramidy, po czym zbiegamy drugą stroną. Nadal niezbyt jasne? Oto jak dokładnie wyglądał nasz trening: 100m, 200m, 300m, 400m, 300m, 200m, 100m szybkich odcinków przedzielanych 100-metrowymi przerwami w truchcie. Zrobiliśmy dwie takie serie i uwierzcie mi, że był to jak do tej pory najbardziej wyczerpujący trening. Tempo jakie zawodnicy musieli utrzymywać było naprawdę wysokie. Do tego doszła jeszcze upalna pogoda, więc zmęczenie i złość na pomysłodawców takiego treningu uznaliśmy w trenerskim gronie za uzasadnione :)

Sobota była zatem naprawdę ciężkim dniem dla biegaczy. Jednak wszyscy, którzy myśleli, że mocne treningi się skończyły, niestety byli w błędzie. We wtorek mieliśmy do przebiegnięcia 10x400m na 200-metrowej przerwie w truchcie. Tempo dla najszybszej grupy oscylowało w granicach 1.38-1.40 na 400m. Było to więc dosyć żwawe bieganie.

Największym zaskoczeniem tego dnia był jednak fakt, że odnotowaliśmy rekord frekwencji. Na trening przyszło aż 18 osób, w tym sporo nowych zawodników, zachęconych przez „starych wyjadaczy”. Po sobotniej męczarni było to dla nas naprawdę spore zaskoczenie. Na szczęście dla zawodników, żaden z trenerów nie wpadł na pomysł zależności pomiędzy zwiększeniem stopnia trudności treningu a wzrostem frekwencji :)