Będzie o jedzeniu, a właściwie o… świątecznym obżarstwie. Święta Wielkanocne już za nami . U mnie w domu było tradycyjnie, czyli po domowemu – jajeczka (jedno = 90 kcal), śledzik w oleju (200 g = 918 kcal), boczuś pieczony (350 g = 1360 kcal !), pasztet (350 g = 454 kcal)… A na obiadek – rosół z makaronem (jeden talerz = 555 kcal) i gąska pieczona (300 g = 1017 kcal !). Później oczywiście po kawałku świątecznych (czyli wysokokalorycznych…) ciast. I jak tu po tym wszystkim biegać ?! Dzień po świętach moja łazienkowa waga była bezlitosna – 73,5 kg ! Policzyłem szybko swoje BMI (czyli Body Mass Index), wyszło 23,5. Teoretycznie nieźle, waga całkiem prawidłowa, ale ja wiem, że to jest o co najmniej 2 kg za dużo ! W końcu w maratonie liczy się przecież każdy, dodatkowy kilogram. Wystarczy pomnożyć 30-35 tys. kroków, które trzeba zrobić na całym dystansie przez te, „poświąteczne” 2 kg i wszystko jasne… Jak nie zbiję – w bokserskim żargonie – wagi, będzie ciężko. Dosłownie i w przenośni…


Dla poparcia powyższej tezy „naukowym” dowodem sięgnąłem z ciekawości do literatury biegowej, żeby sobie przeczytać coś więcej na temat zależności wagi i biegania. No i sobie poczytałem ! Oto kilka, ciekawych informacji na ten temat: Paul Tergat (były rekordzista świata w maratonie) przy 181 cm wzrostu waży zaledwie 61 kg (BMI=18,6), Jerzy Skarżyński – ma 176 cm wzrostu, a jego waga startowa – kiedy był członkiem polskiej kadry narodowej – wynosiła 62-64 kg (BMI = 20,0-20,7), Jan Huruk – 178 cm i waga startowa 63 kg (BMI=19,9), Grzegorz Gajdus – były rekordzista Polski w maratonie ma 181 cm wzrostu i 67 kg wagi startowej (BMI= 21,1). Nieźle, co ? Ale panowie to pikuś… Oto analogiczne dane dla kilku pań. Paula Radcliff (rekordzistka świata w maratonie) – 173 cm wzrostu i 54 kg wagi (BMI=18,0), Małgorzata Sobańska – 165 cm i 53 kg (BMI=19,5), Monika Drybulska – 160 cm wzrostu i 46 kg wagi startowej (BMI =18,0). Bez komentarza… Jakby ktoś chciał sobie policzyć, swój poświąteczny BMI to przypominam wzór: aktualna waga ciała (w kg) podzielona przez swój wzrost do kwadratu.
Na koniec małe przypomnienie: 30 minut biegu z prędkością 10 km/h umożliwia spalanie – 300 kcal (u kobiety ważącej ok. 60 kg), 375 kcal (mężczyzna 75 kg). Czyli żeby spalić tylko świąteczną „gąskę” trzeba biegać co najmniej przez 1,5 godziny. Oj, chyba nie jeden biegacz będzie miał po ostatnich świętach nieco „pod górę”…