Na naszym blogu pojawiły się już wpisy dotyczące treningu, sprzętu czy dołączenia do Teamu. Czy Wam też czegoś brakuje? No właśnie, dziś nadszedł czas na… wiersz. Autorem jest Mateusz Banaś.

 

Dzień zaczął się marnie, od rana ząb boli, ileż mnie jeszcze dziś czeka niedoli.

Susami po schodach, truchcikiem po płatki, banany, dżemy, makaron ravioli, oj jak boli.

Więc gnam z powrotem skokami do furty, by czym prędzej spożyć ożywcze jogurty.

Plecak już czeka, pływacka wyprawka, gnając do auta wyprzedzam sąsiadów charta.

Osiemdziesiąt basenów już przepłynięte, można czym prędzej zaparzyć miętę.

Dzień się zmienia niczym pokerowa karta, mój zapał wyprzedza niejednego gokarta.

Już gotów do pracy w blokach startowych czekam, pomimo 30 stopniowego mrozu, jestem biegacz, nie pękam

Kłusem, cwałem bokiem, galopem, chyżo na swoje stanowisko pracy dobiegam.

 

Wiecznie punktualny, uśmiech jowialny, na początek przed szefem – ukłon powitalny.

Panie sekretarki podejrzliwie spojrzą, błysk w mym oku z pewnością dojrzą.

„Panie Mateuszu, czy pan jest normalny, tak tu wpadać niczym halny?”

 

Zbieram przesyłki, listy do wysyłki, podpisy, stempelki, istne sztafetowe gierki.

Torba nie ciąży wcale a wcale, dyndając u boku przewieszona niedbale.

Mój rejon choć duży, wcale mi nie straszny, można by rzec, że jest nawet rubaszny.

Trzymając dobre tempo, do staruszków pędzę z wyczekaną rentą.

 

Ma forma jest najlepsza, z pewnością to wiecie,

Nim wybije wpół do trzeciej, ja już dawno będę na mecie.

Niczym Filippides antyczny, przebędę ten dystans krytyczny.

Stosując się wcześniej do treningowych wytycznych.

 

Ćwicząc, biegając nie trudno o wagi spadek

Po pracy obiadek, nie boję się nawet dokładek,

Gdyż dieta ma jest bardzo kaloryczna,

A mimo to, sylwetka niewątpliwie apetyczna,

 

Po obiadku drzemka, dla duszy i ciała

By po regeneracji nabrać ekscytacji.

Ciągłego biegu wariacji.

Bez zbędnej dywagacji.

 

Trening maratończyka musi być opasły, obfity, dla nóg i mięśni syty.

Przemierzam czym prędzej każdy pagórek nie zdobyty.

Przyspieszam i zwalniam, jak w wiccańskim cyklu nieprzerwanym,

Gdyż jestem w bieganiu mocno zakochany.

 

Zmęczony, spocony dobiegam do parkowej mety,

Z podziwem przyglądają mi się piękne kobiety,

Trud ten docenić jest bowiem warto,

Moja droga Kasiu, Anno, Weroniko, Marto.

 

Nie ma lepszego chłopaka od biegacza,

Prawda to szczera, życie jej dostarcza,

Kochajcie więc każdego nawet truchtacza,

Bo wierniejszy Wam on będzie od Apacza.

 

Na tym kończę ten poemat wątpliwej jakości,

Nie czujecie do mnie, mam nadzieję, złości,

Każdemu z Was życzę bycia na radości szczycie,

w tym wyścigu, zwanym, Maratonem przez Życie.